Każdemu zdarzy się coś chlapnąć. Taki Platon na przykład chciał wypędzić poetów ze swojego utopijnego państwa. A znowu animatorzy wschowskiej kultury twierdzą, że kultura jest, ale jak na złość, nie wiedzieć czemu, wszyscy twierdzą odwrotnie.
Czy Platon pisząc o poetach myślał o Wschowie? Zdaje się, że nie. Komu zresztą do głowy by przyszło, że ponad dwa tysiące lat później wyrzucenie poetów ze Wschowy będzie tak konsekwentnie realizowane. Jakich znowu poetów? Wiem, to za dużo powiedziane. Ot jedynie wszystko, co wiąże się z szeroko rozumianą kulturą we Wschowie traktuje się niczym współczesny reżyser didaskalia w dramatycznym tekście. Tnie się, wyrzuca, kreśli.
Autora próbuje się jednak przekonać od czasu do czasu, że kultura jest i ma się dobrze.
Byłem właśnie niedawno świadkiem propagandowej, krótkiej pogadanki. Animatorka z domu kultury, która z nieukrywaną umiejętnością potrafi łączyć paradoksy, przekonywała: w ludziach żyje przeświadczenie, że w domu kultury nic się nie dzieje, a to nieprawda. Dzieje się. Aha – myślę sobie. – Aha.
Otrzymałem na kartce A4 reklamówkę z krótkim opisem sekcji. Sekcji jest siedem, reklamowych gadżetów sztuk dwie, nas, przeglądających było ponad dziesięcioro. Kobieta coś tam mówiła, my podawaliśmy sobie z rąk do rąk, to cudo współczesnej reklamy i… i nic. A kobieta, opiekunka jednej z sekcji, mówiła mniej więcej tak: nikt nie wie, co się w tym naszym domu kultury dzieje, a dzieje się. W sekcji teatralnej są trzy osoby (cztery? mogłem coś pomylić), chcemy brać udział w ogólnopolskich przeglądach amatorskich teatrów, ale osób jest mało, zachęćmy dzieci i młodzież, niech przyjdą, niech nas zobaczą, niech coś tam itd., itp., etc., bla, bla, bla.
Więc jednak coś się dzieje. Jest miło, przyjemnie i kulturalnie. Można nawet założyć, że to nie kulturę wyrzucono ze Wschowy, a właśnie Platona, greckiego filozofa i utopistę. Bo przecież jest wszystko. Są ulotki, sekcje, trzy (czy cztery osoby?) w sekcji teatralnej. Są osiągnięcia, sukcesy, naprawdę.
To skoro jest tak dobrze, jak mówi klasyk, to dlaczego jest aż tak źle? Skąd przeświadczenie, że nic się nie dzieje? Bo to przecież nie ja powiedziałem na tym spotkaniu, że mówi się – przyjmijmy platoński punkt widzenia – o wyrzuceniu kultury ze Wschowy. No mówi się. Mówi od lat. Wyraża coś, co jest chlebem powszednim wschowskiego społeczeństwa. Że nic się nie dzieje i tyle. Sytuacja wprost wymarzona, gombrowiczowska: jak nic się nie dzieje, jak dzieje – przekonuje mnie animatorka wschowskiej kultury. Jak może nie zachwycać skoro zachwyca – dodaje. I bądź tu człowieku mądry.
Problem kultury we Wschowie oraz jej jakość jest od lat marginalizowana. Retoryka niezmienna. Kultura jest, tylko nikt nie chce jej dostrzec. Sekcji, do których zwołuje Dom Kultury mniej więcej od lat ta sama ilość. Nie ma żadnej tradycji, do której można się odwołać, ani myśli, kierunku, w którym wschowska kultura zmierza. Nie ma autorytetów, nie ma ludzi kultury z krwi i kości. Można przyjąć, że brak środków jest problemem i stąd wyautowanie. Ale wystarczy określić kierunek i konsekwentnie dążyć do skupiania ludzi wokół pewnych wartości.
W 2007 roku pojawiła się na rynku wydawniczym książka Slavoja Zizka ,,Lacrimae rerum. Kieślowski, Hitchcock, Tarkowski, Lunch”. Pozycja omawiana w każdym szanującym się środowisku uniwersyteckim. Wynika z niej, że film jest dzisiaj jedynym medium, które opowiada o współczesnym świecie. Świadczy o tym m.in. emitowany w tvp kultura tygodnik kulturalny, w którym przegląd tego co istotne w kulturze rozpoczyna omówienie nowości kinowych. Wystarczy przecież przyjąć taktykę, polegająca na sprowadzaniu do Wschowy filmów ważnych, dyskusyjnych, kontrowersyjnych. Jeden film na miesiąc? Dwa? I zbudować wokół tego klub dyskusyjny.
W czasie, kiedy autor tego felietonu pochyla się nad klawiaturą w Krakowie odbywa się Festiwal Off Kamera. Między innymi można obejrzeć przegląd filmów nakręconych przez telefony komórkowe. Żeby taki film mógł być przyswajalny, jego długość nie powinna ponoć przekroczyć pięciu minut. To może być film z szeroko rozumianej publicystyki, ale może również stanowić jakiś artystyczny zamysł. Telefony komórkowe we Wschowie ma chyba każdy. Nie potrzebna jest droga kamera, ani profesjonalny sprzęt. Ten przejaw kulturalnej aktywności potencjalnie może zmobilizować każdego wschowianina. Umożliwia rejestrację palących wschowskich problemów, artystycznych potrzeb. Przegląd takiej offowej działalności może przebiegać co miesiąc, co dwa, w zależności od potrzeb i materiałów.
Zrozumieć mechanizmy współczesnej kultury, to pierwszy i zasadniczy krok do zbudowania kulturalnych podstaw we Wschowie. Narzekanie na brak osób w sekcji teatralnej poza tym, że jest jałowym procesem i wynikiem ,,zaangażowania”, to jeszcze dezorientuje. Oczywiście, że amatorski teatr wymaga ludzi i pomysłów. Ale teatr, to nie tylko pół godziny na scenie i widownia pełna ludzi. Istnieją krótsze formy, jak choćby performans. Nie ma wystarczającej ilości osób, pokażcie się z jakiejkolwiek strony. Performans umożliwia artystyczną artykulację w sposób skondensowany, nie wymaga dużych nakładów, a może dostarczyć istotnego przekazu. Poza tym ten sposób myślenia o teatralnej aktywności pozwala poruszać się niemal w każdej przestrzeni. Poza tym zapewnia kontakt z widzem, a i samego widza zmusza do udziału w performansie.
Tak na marginesie warto dodać, że obecna działalność Domu Kultury również wpisuje się w performans. Ten sposób teatralnej aktywności, według znawcy przedmiotu Marvina Carlsona, jest między innym odgrywaniem roli. W tym sensie oczywiście Dom Kultury na razie odgrywa instytucję kulturalną.
Przykładów można mnożyć. Działalność kulturalna w tym mieście nie może odgrywać roli oblężonej fortecy. Jak chlapnął kiedyś klasyk, kultura leży na ulicy, trzeba po nią tylko sięgnąć. Rozejrzeć się. A przede wszystkim ludzie odpowiedzialni za kulturę we Wschowie, muszą być przesiąknięci zagadnieniem. Orientować się. Szukać pomysłów. Jak nie tych, to tamtych. Edukować poprzez kulturę jest rzeczą cenną. Udawać edukację to czynność obrzydliwa. Sprowadzać do miasta chałturników i przebrzmiałe gwiazdki zapędza to miasto w kulturalnej przestrzeni w ślepy zaułek. Badziewia jest pełno w telewizji i kolorowych magazynach. Kultura w takim miasteczku, jak Wschowa, z racji tego, że nie jest szczególnie finansowana, musi być wynikiem głębszego namysłu. Pieniądze wydane na kicz i bezguście mogą przynieść korzyść jedynie punktom z piwem podczas dni Wschowy. Finansowanie wartościowych projektów przyniesie niejedną korzyść. Choćby taką, że kultura we Wschowie przestanie istnieć jedynie w kategoriach nadmuchanej bańki mydlanej.
Tekst pochodzi z nieistniejącej strony e-fabryka.org (Fabryka Kultury), gdzie publikowałem w latach 2009-2010