Krzysztof Nawratek w Mieście jako idei politycznej przywołuje wydarzenie z 2005 roku, które miało miejsce w Rydze. Na ulicach pojawiło się graffiti przedstawiające wiszącą półtuszę świńską, oddzieloną murem od konsumenta, który w tym czasie jadł w najlepsze kiełbasę. Podpis pod rysunkiem mówił: ,,Nie widzę, nie zastanawiam się”.
Nie będziemy tutaj rzecz jasna podejmować problemu wegetarianizmu. Nie dlatego, że problem jest błahy, bo nie jest. Łotewska ilustracja musi nam posłużyć jednak do innej obserwacji.
Celem tego tekstu jest próba propozycji projektu, który umożliwi Wschowie co najmniej na kilku poziomach stać się miastem atrakcyjnym dla samych mieszkańców i osób z zewnątrz. Żeby tego dokonać, zaproponować taki projekt, potrzebny jest w moim odczuciu krótki rys, który przestrzeń współczesnego miasta uczyni dostępną i sprawi, że zobaczymy rzeczy takimi jakimi są, nie zaś takimi, jakimi chcielibyśmy, żeby były. Każdy z elementów, który tutaj spróbuję pokrótce omówić, dokonam przez pryzmat szeroko rozumianej kultury.
1.1 Współczesne miasto
W literaturze poświęconej miastu zwraca się uwagę na proces, jako fundamentalny element rozwoju miast. Innymi słowy miasto jest procesem. Dzisiaj jednak ten proces w odróżnieniu od wcześniejszych epok, w dużej mierze zależy od globalnych tendencji. Jeżeli miasto nie przyłącza się do globalnej organizacji świata, pozostaje na marginesie i proces jakim jest miasto zostaje poważnie zatrzymany. Prawdą jest też sytuacja, w której prawdziwym rozwojem mogą poszczycić się duże miasta, małe miasteczka w sensie globalnych wyzwań nie mają szans.
Po pierwsze z miast została wypchnięta polityka, jej miejsce zajęła ekonomia. Nie polityka dokonuje zmian, ale potrzeby rynku. Przykładem niech będzie przestrzeń publiczna. We Wschowie miejsce wokół ratusza nie tylko, że zostało odgrodzone od reszty miasta, to również część rynku, przestrzeni publicznej, została okrojona przez ogródek piwny. To jest pierwsza i zasadnicza zmiana, jaka zachodzi w miastach. Przestrzeń publiczna zamiast służyć mieszkańcom, zostaje wykorzystana na potrzeby ekonomiczne. Miejsce, gdzie można spotkać się w mieście bez potrzeby wydawania pieniędzy jest ograniczana. Przez co możliwa do zaistnienia sytuacja miasta jako wspólnoty ulega postępującej deprecjacji. Innym przykładem jest oczywiście Dom kultury, który już jakiś czas temu pozbył się części swojej przestrzeni, zastępując ją nie-kulturalną przestrzenią, nastawioną na zysk. Oczywiście po 89 roku lokalne samorządy musiały sobie radzić z molochami, budynkami, które zostały jej na głowie po spuściźnie PRL-u. Żeby utrzymać taki budynek, jakim niegdyś był Dom kultury należało podjąć racjonalne decyzje. Cięcia w przestrzeni publicznej dokonywały się wszędzie, nie omijając nawet tak ważnych instytucji jaki są teatry w większych miastach. Problem oczywiście polega na tym, że łatwiej, prościej jest przestrzeń publiczną wydzierżawić niż zagospodarować ją tak, by przynosiła zysk z potencjalnie nie zyskownej kultury. Żeby tego dokonać trzeba mieć plan, a przede wszystkim jak w przytoczonym obrazku z Rygi, trzeba widzieć. Bez tego nie ma refleksji, jest natomiast automatyczny pęd, ekonomiczne wyrachowanie.
1.2 Współczesny mieszkaniec miasta
Jeżeli dokonuje się zmiana w zarządzaniu miastem z politycznej na ekonomiczną, to kolejnym jej przejawem jest pozycja mieszkańca. We współczesnej literaturze podkreśla się nowy status mieszkańca, a jest nim w miejsce obywatela – konsument. Innymi słowy, jeżeli publiczna przestrzeń miasta zostaje sprywatyzowana, to ta część odwołuje się nie do obywatela, ale do konsumenta. Dzięki temu miasto stara się odpowiadać na potrzeby konsumenckie. A obywatelskość jej mieszkańców zostaje zepchnięta na margines, wyzyskana jedynie przy okazji wyborów. To z kolei prowadzi do prostych rozwiązań. Miasto przestaje należeć do mieszkańców, ale do wąskiej grupy osób, tzw. Ekspertów, którzy wpisują się w globalny model zarządzania miastem, których decyzje mają charakter autorytarny, i którzy – co oczywiście ma swoje zalety – zarządzają miastem profesjonalnie. W tym wypadku mamy do czynienia z miastem jako przedsiębiorstwem. W dobie globalizacji i liberalnej gospodarki jest to model przeważający, ale nie jedyny. Skupmy się jednak na przywołanym modelu menadżerskim. Jaka jest w nim rola mieszkańca miasta? Otóż żadna. W takim modelu nie ma miejsce ani na oddolną demokrację, ani na oddolne zarządzanie miastem. Mieszkaniec przetransformowany w konsumenta zostawia wszystko w rękach zarządzających. A jego konsumencka konstytucja domaga się jedynie nowych bodźców. Współczesność, czy też jak ją nazywają eksperci – ponowoczesność lub późna nowoczesność wyhodowała konsumenta, którego celem nie jest konsumpcja w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Potrzeba konsumpcji osiągnęła nowy status i wyraża się on ciągłym zapotrzebowaniem na nowe bodźce. Samo skonsumowanie dzisiaj nie odgrywa znaczącej roli, konsument chce być w ruchu, chce mieć w perspektywie nowe możliwości, szybko traci zainteresowanie nowym produktem, który zresztą chce skonsumować szybko i bez niepotrzebnych problemów. Czas odgrywa istotną rolę, konsumpcja musi napędzać się nowymi wyzwaniami. Konsument, który siedzi w miejscu, któremu miasto nie oferuje nowych perspektyw przenosi się w miejsce, które takie możliwości gwarantuje, np. Nowe centra handlowe lub – w mniejszych miastach – supermarkety. Dzięki temu oczywiście wszelka oddolna inicjatywa miasta jest niemożliwa. Ponieważ konsument koncentruje się na nowych możliwościach, nie chce tracić czasu na pustkę. Musi być w ruchu. Jak z tego wynika małe miasteczka nie mogą zagwarantować konsumentowi odpowiednich atrakcji. Nie mogą i nigdy nie zagwarantują.
Dlatego małe miasteczka muszą radykalnie zanegować model konsumencki. Szans trzeba szukać w alternatywie, dobrych wzorach, rozglądać się za nimi, tymi wzorami, nie tylko w pobliskich, sąsiednich miasteczkach, które mają identyczne problemy. Moim zdaniem szukać rozwiązań trzeba – wbrew pozorom – w wielkich miastach, przyglądać się rozwiązaniom, w której panuje duch demokracji a mieszkańcy mają wpływ na zarządzanie miastem. Być może brzmi to utopijnie, ale takie miasta funkcjonują i mają się dobrze. Ale o tym dalej.
1.3 Sytuacja małych miasteczek
W dobie globalizacji małe miasteczka poniekąd przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Trzeba oczywiście uczciwie dodać, że nigdy specjalnie prowincja nie odgrywała istotnej roli, jednak współczesność niemal zepchnęła miasteczka w niebyt: kulturalny, polityczny, społeczny, itp. Przez większą część roku mniejsze miasta są uśpione. Budzi je do życia w pewnym sensie okres letni, ale nie jest to efekt jakiejś strategii. Nie trzeba nikogo przekonywać, że wzmożony, turystyczny ruch w jakiś sposób ożywia śpiące ulice.
Zygmunt Bauman, wybitny polski socjolog, mieszkający w Anglii, ukuł pojęcie życia na przemiał, które – myślę – w pełni oddaje nastroje szczególnie młodych ludzi, zamieszkujących małe miasteczka. Współczesnych tendencji nie można lekceważyć. Współcześni urbaniści, ale także socjolodzy są zgodni, że jedynymi miastami, które mają szansę się rozwijać, są wielkie miasta, miasta globalne, które rosną i bogacą się. Miasta mniejsze, a szczególnie miasteczka, nie odgrywają żadnego znaczenia, nie są nimi zainteresowane ani wielkie korporacje, ani turyści, ani nikt – są zdane na siebie, na własną gospodarność i własną pomysłowość. Reszta jest niezależna. W gruncie rzeczy nawet jeżeli pojawi się jakiś poważny inwestor, to jak widać na przykładzie szwedzkiej firmy Sweedwod, wykorzystuje globalny kryzys, by podjąć negocjacje cenowe na zakup terenu pod budowę firmy, a jej przedstawiciel zapewnia, że zarobki pracowników nie będą zbyt wysokie, chociaż na pewno wyższe od najniższej krajowej. Świętej pamięci amerykański ekonomista Mitlon Friedman od zawsze przekonywał, że warto inwestować w czasach kryzysu, wykorzystując złą koniunkturę. Ekonomiczna doktryna szoku sprawdza się wszędzie: w Iraku, w Chile, również we Wschowie. Kryzys ponoć mija, ale szwedzka firma już w 2009 roku wiedziała, że zarobki będą niskie, bo przecież mamy kryzys.
Są to oczywiście sprawy może dla naszych rozważań drugorzędne, ale warto zasygnalizować ten fakt. Miasto może rozwijać się tylko wtedy, kiedy polityka władz miasta zainteresowana jest mieszkańcem, jego sferą kulturalną, finansową, polityczną, społeczną. Brak zainteresowania lub – inaczej – niechęć miasta do ingerowania, do prób złamania współczesnych tendencji podkopujących fundamenty miasta wraz z jej mieszkańcami doprowadza do zastoju.
1.4 Projekt?
Jak wspominałem, wszelka aktywność miasta powinna dążyć do przełamania modelu konsumenckiego i na nowo wypracować postawę obywatela zainteresowanego miastem i jego rozwojem.
Po drugie miasto powinno ze swojej słabości uczynić oręż. Skoro jest prowincją, omijają ją wszelkie interesujące imprezy kulturalne, polityczne i społeczne, to dzisiaj Wschowa – i jest na to jeszcze czas – musi niejako dokonać zamachu stanu i stać się ważnym ośrodkiem, z którego będzie wysyłany nieustanny sygnał niepogodzenia się z takim rozkładem sił. Proponowałbym – być może na razie w ramach województwa – zorganizować konferencję, zaprosić przedstawicieli małych miasteczek, przy tym zainteresować konferencją media lokalne i ogólnopolskie, a następnie głośno wypowiedzieć umowę, na bazie której małe miasteczka są spisane na straty, z których młodzi ludzie uciekają i do których nie chcą wrócić, w których przez niemal cały rok miasto funkcjonuje niczym strach na wróble odstraszając swoim niedowładem intelektualnym, kulturalnym, społecznym, politycznym, itd. Oczywiście miasto musi zrozumieć swoją obecną sytuację w szerszej perspektywie. Rzecz jasna nie wystarczy konferencja, wystarczy natomiast zmiana mentalności. A przede wszystkim Wschowa może i powinna (jako pierwsza) rozpocząć ogólnopolską debatę o roli prowincji, o radykalnej zmianie prowincji w nowoczesną, demokratyczną strukturę, która domaga się zainteresowania na poziomie wydarzeń kulturalnych i politycznych. Nie dokonają tego władze miasta, które z definicji są martwe, tak jak martwa jest Wschowa. Dokonać tego może jedynie oddolna demokratyczna struktura ludzi, która dostrzega możliwości, jest kreatywna i gotowa jest ponieść ciężar odpowiedzialności za wypchnięcie Wschowy z zapaści. Innymi słowy trzeba zbudować fundament mocno zorganizowany na wyjście poza granice miasta przy – oczywiście – pomocy władz miasta. Trzeba zbudować tradycję, mechanizm, który w następnych latach będzie niejako działał samodzielnie, z rozpędu.
Jak tego dokonać?
Krzysztof Nawratek w Mieście jako idei politycznej opisując dwa miasta – Porto Alegre i Singapur – i ich sukces, konstatuje wspólną cechę, cytuję: Oba miasta istnieją w stanie swego rodzaju ,,podwyższonej gotowości” – ciągłym procesie ustalania priorytetów, ciągłej kontroli efektów wcześniejszych założeń. Jak pewnie nazwałaby to Jadwiga Staniszkis – oba te miasta wciąż wymyślają się na nowo.
Pomijając rzecz jasna szczegóły w ramach których miasta te rozwijają się kluczowym impulsem dla każdego miasta jest umiejętność życia w podwyższonej gotowości, wymyślanie się na nowo. Bez tych dwóch czynników nie ma możliwości rozwoju. Nie zwracam uwagi na szczegóły, bo to sprawa lokalnych uwarunkowań. Ale poniekąd lokalność jest jedną ze składowych sukcesu wymienionych miast.
Ale – właśnie – jak dokonać zmiany mentalności. W moim odczuciu tylko za sprawą kontraktu spisanego między władzami miasta a jego obywatelami. Nie oczekuję od władz miasta radykalnej zmiany – z dotychczasowej działalności wyciągam wnioski raczej radykalne. Obecne władze miasta a i pewnie kolejne nie są i pewnie nie będą zainteresowane na tyle zdecydowaną zmianą polityki miasta, by dokonać na terenie Wschowy mentalnej rewolucji. Wystarczy, że będą pomocne i wrażliwe na działania oddolne.
Działania oddolne rozumiem jako możliwą do zaistnienia, każdą inicjatywę obywatelską w ramach projektu, który miałby miasto dźwignąć z marazmu.
W moim odczuciu może to wyglądać następująco. Raz w roku spotykają się przedstawiciele różnych grup społecznych, bo najważniejsze, to zainteresować i dać możliwościom mieszkańcom na wyrażenie opinii i sygnalizowanie strategicznych działań. Dzięki temu władze miasta przestaną żyć w wyizolowaniu, będą miały wyraźny sygnał: w którym kierunku można zmierzać, w którym kierunku zmiany miałyby podążać. Myślę, że przedstawiciele muszą reprezentować interesy wszystkich. Czyli przedsiębiorców, uczniów, stowarzyszeń, nauczycieli, tzw. zwykłych obywateli, ludzi kultury, itd. Problemem jest wybór takich przedstawicieli, ale myślę, że zawsze w takich sytuacjach sprawdza się wybór w oparciu o istniejące struktury. Np. Wybór przedstawicieli uczniów, począwszy od szkół gimnazjalnych, można wybierać na szczeblu uczniowskiego samorządu szkolnego, podobnie nauczycieli. Wybór przedstawicieli jest oczywiście sprawą do przemyślenia – jak tego dokonać najprostszymi i najtańszymi środkami.
Wybrani przedstawiciele na początku roku mieliby za zadanie przedstawić program działania, który miasto powinno uwzględnić przy planowaniu budżetu, imprez kulturalnych, itd. Cel jaki trzeba widzieć przed sobą – jest rozwój miasta, zainteresowanie miastem innych ośrodków oraz przekonanie, że warto tutaj przyjeżdżać, organizować kulturę, politykę, przeprowadzać społeczne akcje, itd.
Pozostaje oczywiście zastanowić się jak można rozliczać miasto w ramach tak rozumianego kontraktu z obywatelami. Myślę, że obecna sytuacja stawia wszystkich – i władze miasta i mieszkańców w podobnej sytuacji. Jest marazm, cisza na każdym polu i – podejrzewam – dość liczna grupa osób, która chciałaby zmian.
Innymi słowy miasto powinno zadziałać w poprzek współczesnym tendencjom. Z racji prowincjonalności nie jest w stanie konkurować z bogatszymi i nowoczesnymi ośrodkami. Może natomiast pójść pod prąd, proponując mieszkańcom miasta wspólny projekt, który obejmie wszelkie możliwe sfery działalności. Z tej – powiedzmy – opozycji należy uczynić wartość i poprzez projekt wspólnego miasta umiejętnie prowadzić debatę o możliwie najdalszym zasięgu.
Tekst należy czytać jako ogólną propozycję zmian. Nie sposób – tak jak rozumiem dyskurs o jakimkolwiek zagadnieniu – prowadzić dyskusji bez ogólnie naszkicowanej problematyki. W przyszłości zamierzam poszczególne propozycje zmian uzupełnić o niezbędne szczegóły.
Tekst pochodzi z nieistniejącej strony e-fabryka.org (Fabryka Kultury), gdzie publikowałem w latach 2009-2010