Kiedy do Wschowy przyjedzie Antychryst?

Problem z przyjazdem Antychrysta rozbija się o dość poważne przeszkody. Niestety nie jest to sytuacja liryczna ze znanego wiersza Jana Brzechwy, gdzie podmiot liryczny głowi się nad przyjściem wiosny. Może nawet nie tyle nad przyjściem, bo wiosna – wiadomo – przyjść musi, zawsze przychodziła, to i tym razem nie zawiedzie. Problem, jak każdy pamięta, rozbijał się o środek lokomocji. Wiadomo też, że ostatecznie wiosna przyszła pieszo i tym zdaje się wszystkich zaskoczyła. I nawet mój bohater, wątpiący wąż, pomimo ironii, że jeżeli już, to raczej na rowerze, musiał ustąpić. Ironia o tyle udana, że ciężko chyba wiośnie w rozpuszczonej sukni przemierzać krainy wzdłuż i wszerz. Raczej gdzieś ta suknia zaplącze się w łańcuch, wiosna wyrżnie w drzewo i zamiast pośród natury, znajdzie się w szpitalu. A jednak ani ironia, ani dobre chęci nie sprostały inwencji wiosny. Wiadomo – pieszo zawsze zdrowiej, więcej powietrza, ruch, świergot, spaliny, itp. Nic, tylko pieszo.

Dzisiaj sytuacja wygląda trochę inaczej. Można mieć wrażenie, że dałoby się wiosnę przechytrzyć i przesłać ją droga elektroniczną. No takie mamy czasy. Nie można natomiast powiedzieć tego samego o Antychryście. Bo chociaż nie mam wątpliwości, że Antychryst do Wschowy przyjechać musi, to jednak nie dla wszystkich jest to tak oczywiste.

W tym wierszu Jana Brzechwy istotna jest postawa tej małej społeczności, tak małej jak Wschowa. Owszem każdy tam się krzywi, gwiżdże, syczy ale jednego nie można im odmówić – pewności, że wiosna przyjdzie. Mało tego nie ma tam mowy o tym, że cholera jesteśmy małą społecznością więc nie ma czego wymagać. Wiosna przyjdzie do okolicznych lasów, bo to większe lasy, mniej odpadów i śmieci, więc wybierzemy się do sąsiadów, w słoneczną niedzielę, podziwiać wiosnę. No raczej nie. Pomimo tego, że jeden jest pieniaczem, drugi ironizuje, trzeci natomiast sprawia wrażenie zawsze niezadowolonego, to jednak co by nie mówić jest w nich pewność. Wiosna przyjdzie. Więc dlaczego dzisiaj przyjazd Antychrysta do Wschowy jest tak wątpliwy? Bo na przykład do Leszna Antychryst przyjechał, tak, przyjechał, sprawdziłem, piątego grudnia był widziany, w Centrum Kultury i Sztuki.

A skoro przyjechał do Leszna, to co stoi na przeszkodzie, żeby zawitał do Wschowy? I czy trzeba wprowadzić dzisiaj poprawki do wiersza Brzechwy, wprowadzając tam jeszcze jednego bohatera, który rozedrze szaty jak nie przymierzając Rejtan i powie: chłopy, wesela nie będzie, tfu, wiosny tego roku nie będzie, jest w Lesznie, więc weźcie się w garść, nie marudźcie, do Leszna marsz. My tu wiosny nie chcemy. I Antychrysta – dodałbym jeszcze – i Antychrysta, o Antychryście nie zapominajcie, Antychrysta też nie chcemy.

Ale właśnie dlatego, że do Leszna Antychryst przyjechał i był widziany tak między 17.30 a 19.30, ba, pewnie nawet dyskutowany ten nieszczęsny Antychryst był, to zwyczajnie w świecie zadaję sobie pytanie, czy Wschowę ominąć musi.

I teraz tak, dlaczego w ogóle zadaję sobie takie pytanie? Czy nie powinienem raczej pytań nie zadawać? Skoro tak mi tęskno do Antychrysta, to może zamiast kręcić się po Wschowie, lepiej wybrać się do Leszna? I w ogóle jeżeli mam jakieś pytanie, to może wysłać je do Przyjaciółki, a nie tutaj, publicznie roztrząsać i to jeszcze co? O Bogu ducha winnego Antychrysta dopytywać?

Otóż wydaje mi się, że pytanie jest zasadnicze. Zawsze jak coś się działo w okolicy, miejscowi zadawali sobie pytanie, a dlaczego nie u nas? A dlaczego pytali? To proste. Co by mieli z tego nasi sąsiedzi za Odrą, gdyby w Polsce obalono komunizm, a tam jak strach na wróble tkwił nienaruszony mur berliński. Co mieli robić? Przyjeżdżać do kraju nad Wisłą? No mogli przyjeżdżać, pewnie, ale taki stan raczej rodzi frustrację. Wszędzie dookoła burzy się mury, a my mielibyśmy przyglądać się jedynie? Z założonymi rękami? Więc nie przyjeżdżali do Polski, żeby sobie popatrzeć na demokratyczne wybory, tylko przewrócili swój własny, prywatny mur berliński.

Poza tym przypomina się sytuacja odleglejsza w czasie. Kiedy na zachodzie powstawały radykalne, anarchistyczne bojówki, wymierzone w konsumpcyjny, zachodni model życia, to jak pisze Steve Sam Sandberg w biografii Ulrike Meinhof, po podpaleniu domu towarowego w Belgii, studenci z Freie Universitat, anarchiści, pytali o to samo, kiedy zapłoną domy towarowe w Bonn?

Przykłady można mnożyć. Zmienia się otoczenie, sytuacja społeczna, kulturalna, polityczna, ale zawsze jeżeli coś się działo istotnego za miedzą, miejscowi podnosili głowy i zadawali pytania.

No więc kiedy do nas przyjedzie ten Antychryst?

Pytanie jest zasadne jeszcze z jednego powodu. I nie dlatego, że kto pyta nie błądzi. Do sąsiadów za miedzą odniósł się również dyrektor Centrum Kultury i Sztuki w Lesznie, pytany o sens teatru w ‚leszczyńskiej prowincji i czy aby taka instytucja jak teatr nie przynależy raczej do takich ośrodków jak Wrocław czy Poznań, Pan Błażej Baraniak przywołał w wywiadzie dla Panoramy Leszczyńskiej z lutego 2009 roku przykład Gniezna i Koszalina. Skoro tam teatr funkcjonuje, to dlaczego nie spróbować w Lesznie – przekonywał. Odsyłam na stronę Centrum Kultury i Sztuki – grudzień pod względem propozycji teatralnych zapowiada się smakowicie.

Oczywiście nie marzy mi się teatr we Wschowie, ale już kino tak. Kino, a w nim seans Antychrysta Larsa Von Triera. A potem obiecywany klub dyskusyjny, gdzie oprócz szlifowania kultury wypowiedzi widz, Wschowianin, będzie w wygodnym fotelu rozprawiał o ukrytych sensach i tych mniej ukrytych i może nawet jakiegoś miejscowego Antychrysta uda się zlokalizować. Rzecz jasna symbolicznie. I kiedy to już nastąpi, przynajmniej o jedną zagwostkę Wschowa będzie lżejsza.

To co? To kiedy ten Antychryst do Wschowy przyjedzie? Wie ktoś może?

Tekst pochodzi z nieistniejącej strony e-fabryka.org (Fabryka Kultury), gdzie publikowałem w latach 2009-2010

Dodaj komentarz