Któregoś dnia to miasto będzie należeć do mnie
Na razie chodzę, na razie patrzę, na razie swój nóż ostrzę
Marcin Świetlicki, Opluty
Reinhard Kahl, niemiecki dziennikarz i filmowiec, założyciel m.in. antyautorytarnej grupy uczniowskiej w Getyndze, opisując wydarzenia, które miały miejsce w jego mieście przed 1968 rokiem, wspomina rynek w Getyndze. Trzeba było tam być. Codziennie, przesiadując w jednej z kawiarni, których wtedy na rynku pojawiło bez liku. Kawa wtedy jeszcze była luksusem, więc tanie kawiarnie, gdzie można było wypić filiżankę kawy, przyciągały mieszkańców. Paliło się tam swoje pierwsze papierosy i było się przeświadczonym o nadciągających zmianach, czego jeszcze na kilka lat przed 1968 rokiem nie sposób było precyzyjnie zdefiniować.
Powoli dojrzewał w przyszłym pokoleniu ’68 bunt, który miał potem wyrażać się takimi hasłami jak: Zabrania się zabraniać; powtarzano dwie znane maksymy Theodora W. Adorno: Całość jest nieprawdą oraz Nie ma prawdziwego życia w fałszywym. Okazało się wtedy, że intymność jest polityczna a Dieter Kunzelmann wołał: Co mnie obchodzi wojna w Wietnamie, skoro mam problemy z orgazmem.
Zanim to jednak nastąpiło, Reinhard Kahl, ziewając na lekcjach i znudzony brakiem perspektyw codziennie pojawiał się na rynku wraz ze znajomymi i chociaż prawdziwe życie nadal ukrywało się gdzieś nieopodal, to oczekiwał, że w końcu to ,”coś” się wydarzy. Tam, w Getyndzie, na rynku. W jednej z właśnie otwartych kawiarni, pijąc tanią kawę i wylegując się na miejscowym rynku.
W tych samych latach sześćdziesiątych Kevin Lynch rozpoczął swoje badania nad przestrzenią miasta, sporządzając mapy mentalne miasta. Interesowała go przede wszystkim – poza tym, że każdy nosi w sobie inny, subiektywny obraz miasta – wspólna, użytkowana przez mieszkańców przestrzeń. Badania Lyncha przyniosły m.in. spostrzeżenie, że mieszkaniec rozpoznaje w mieście pięć najważniejszych punktów, które wyznaczają sposób poruszania się, orientowania w mieście.
Dla historii architektury pewnie te pięć punktów ma znaczenie. Dla nas, dzisiaj, istotne jest raczej to, że liczba punktów zmniejszyła się do trzech: ulicy handlowej, centrum handlowego i jakiejkolwiek atrakcji turystycznej. To są punkty, które nie tylko dzisiaj pozwalają się orientować w mieście, ale przede wszystkim skupiają wokół siebie życie każdego miasta. Jeżeli ktoś jeszcze pamięta spór wschowskich kupców z władzami miasta o zamknięciu ruchu na rynku, to pamięta, że argument władz przywoływał właśnie przesunięcie akcentów. Handel przeniósł się na ulicę Niepodległości, jedyną w pełni handlową ulicę miasta oraz na Plac Grunwaldu, który jako jedyny w mieście jeszcze wtedy skupiał dwa duże markety. Rynek we Wschowie przestał odgrywać centralną rolę w mieście. I nie jest to rzecz jasna wynik ostatnich miesięcy, czy nawet ostatniego roku. Nie ma więc szans dzisiaj na to, żeby spotkać się na rynku i planować rewoltę. Bo rewolucjoniści, jeżeli tacy są, omijają rynek szerokim łukiem. A gdyby komuś przyszło do głowy wypisać na historycznym murze Co mnie obchodzą płatne parkingi, skoro mam problemy z orgazmem prawdopodobnie mało kto zwróciłby na to uwagę poza Strażą Miejską i kilkoma oficjelami z Urzędu Miasta.
W modzie istnieje styl ‚vintage’, który przeniósł się do projektowania wnętrz. Polega na łączeniu przeciwieństw, np. stylowe meble ustawia się w nowoczesnym wnętrzu albo zakłada się trampki do garnituru, przełamując powagę i wytworność. Vintage pozwala jednocześnie wyrazić swoje korzenie oraz indywidualizm.
Wschowski rynek tak jak i całe miasto od kilku lat nieustannie nadaje swojemu wizerunkowi rys przeszłości. Upamiętnia się ważne, historyczne wydarzenia, stawiając pomniki, dęby, odnawiając starówkę. Jedynym przejawem nowoczesności była instalacja fotografii latem na wschowskim rynku. Jeżeli prawdą jest, że miasto jest sprawą wszystkich, to warto powstrzymać rozpędzoną, historyczną machinę i przeplatać ją nowoczesnymi wydarzeniami. Nie tylko raz w roku, w okresie wakacji, ale częściej i – podobnie jak instalacja fotograficzna – pomysłowo. W każdej dziedzinie czy to w literaturze, muzyce, ale również w przestrzeni miejskiej przeładowanie jednych akcentów czyni odbiór monotonnym i na dłuższą metę po prostu nuży.
Wschowski rynek pomimo tych trzech punktów w mieście, które naturalnie odebrały rynkowi status centrum miasta, można, a nawet trzeba odzyskać. Jest to sprawa nie tylko władz miasta i kupców, ale również mieszkańców Wschowy. W otoczeniu historycznych, odnowionych murów, trzeba wprowadzić tam powiew nowoczesności, awangardy, eklektyzmu. Choćby po to, żeby młodzież, która tak czy siak będzie nadal opuszczać to miasto, mogła w przyszłości opowiadać, że na wschowskim rynku planowało się rewolucje, piło dobrą, tanią kawę i paliło się pierwsze papierosy.
Tekst pochodzi z nieistniejącej strony e-fabryka.org (Fabryka Kultury), gdzie publikowałem w latach 2009-2010