Nieprzysiadalność zasadnicza, czyli rzecz o fotografii

Czytając jeden z ostatnich wpisów Krzysztofa Nawratka, doszedłem do takiego niezbyt skomplikowanego wniosku, że jednak prostota przekazu jest wartością samą w sobie. Szczególnie wtedy, kiedy kreśli się wartości podstawowe.

Nawratek pisze, ze rozmowa inteligenta jest z natury polityczna – dzieli świat i rozmówców, rozmowa towarzyska natomiast łączy, klei. Innymi słowy – pisze autor – ta pierwsza kręci się wokół idei, ta druga wokół człowieka. Stąd pewnie moje, od czasu do czasu, przeświadczenie, że w pracy lokalnego dziennikarza lepiej jest z lokalnymi politykami umawiać się na wódkę, niż rozmawiać o lokalnej polityce.

Taką, chyba towarzyską, rozmowę przeprowadziła Anna Kolasińska  z Markiem Sawickim od lat pracującym w administracji państwowej jako analityk ds. sytuacji politycznej w różnych regionach świata.

Rozmowa kręci się w dużej mierze wokół fotografii, bo Sawicki jest fotografem oraz zahacza o Orhana Pamuka i Cartier-Bressona i o podróże również, bo Sawicki często kręci się to tu, to tam. I między innymi Sawicki opowiada o spacerze w Helsinkach w 35 stopniowym mrozie i twierdzi, że miał przy sobie piersiówkę, dzięki czemu, cytuję z pamięci: spacer był możliwy i nawet przyjemny. Dalej mówi, że w Finlandii trudno jest nie pić i podchmielonych Finów widywał często, bo – wiadomo – ,,siarczyste mrozy, brak światła, pozorna izolacja od świata”. Wniosek z tego jest taki, że w Finlandii, w Helsinkach, częściej pewnie o tzw. luźną pogadankę, która łączy i klei niż odwrotnie – o rozmowę, która dzieli. Stąd pewnie lokalni dziennikarze niechybnie łączą świat idei z rozmową towarzyską. I w świetle powyższych faktów nie ma w tym niczego dziwnego.

Nie mam pojęcia natomiast czy Cartier-Bresson częściej decydował się na takie czy inne dyskusje. Jeżeli przeczytać opinie znawców fotografii pod tym linkiem, to pewnie z rozmów towarzyskich nie korzystał zbyt często.

Jego zdjęcie z 1932 roku, które na aukcji osiąga kwotę 265 tysięcy dolarów, wrzucone dla sprawdzenia czujności na znany portal fotograficzny, zostaje skomentowane: Przed panem dużo pracy. Więc to chyba naturalne, że jednak wolał wybrać się na samotny spacer ulicami Isle-sur-la-Sourge (czyli wybrał wariant: ani łączę, ani dzielę) niż nie daj boże natknąć się na towarzyską, ale jednak, grupę dyletantów. A był ostatecznie jednym z najwybitniejszych – tak o nim piszą – fotoreporterów XX wieku, uważanym za ojca fotoreportażu.

Zresztą ponoć w środowisku fotografów, to rzecz naturalna, tzn. osamotnienie. Zwycięzca tegorocznego Grand Press Photo w kategorii zdjęcie roku w wywiadzie dla miesięcznika Press przyznał, że  starzy fotoreporterzy na jego widok, udawali, ze go nie widzą. Nie dlatego, ze go jakoś szczególnie nie darzyli sympatią, ale – ponoć – stary fotograf w poważaniu ma szczawika, któremu zwisa aparat u boku. Co zrobić. Stąd – tak myślę – lepiej z fotografem umówić się na wódkę niż samemu pstrykać zdjęcia.

Wniosek z tego taki, że zamiast na wódkę, bratać się, towarzysko udzielać, łączyć i kleić (chyba tapetę, gdyby taka tapeta w ogóle chciała zaistnieć), wieczór mam polityczny, czyli nieprzysiadalny jakbym był co najmniej fotografem, a przecież powszechnie wiadomo, że fotograf ze mnie żaden i wiedza żadna, a jednak :) Widać nie trzeba wcale pstrykać zdjęć.

Dodaj komentarz