Jak żyć, panie redaktorze?

Marysia, córka znaczy, wyznała ostatnio, że być może wybierze się na dziennikarstwo. Wiadomo, jabłko spada niedaleko. Jeszcze kilka miesięcy temu pewnie marzyła – chociaż się do tego nie przyznaje – o pracy na stacji paliw.

Z dziennikarstwem jest taki problem, który polega na tym, że – a powołuję się teraz na opinię mojego kolegi redakcyjnego Michała, który pracował tu i tam w roli dziennikarza – ponoć najlepsi dziennikarze niekoniecznie kończyli studia dziennikarskie. Nie wiem np. czy pan Adamek z radia Elka kończył dziennikarstwo czy nie kończył. Musiałbym o to zapytać, bo naszym zdaniem (czyli Michała i moim) jest to niewątpliwie najlepszy dziennikarz radiowy w okolicy. Moja opinia niewiele tu znaczy pewnie, ale skoro Michał to potwierdza, to coś w tym być musi.

Z kolei np. Malina Błańska dziennikarstwo studiuje, a wcześniej nie studiowała. Jaką będzie dziennikarką nie wiem, nie czytałem też jej tekstów– jak sama o nich mówi – naiwnych, ale w tonie rewolucyjnym pisanych, publikowanych w tygodniku ,,Nie” zanim na dziennikarskie studia wysłał ją Jerzy Urban. Bo Jerzy Urban najpierw Błańską zaprosił do redakcji, a po roku uznał, że warto się Błańskiej edukować i posłał do Collegium Civitas. Więc nawet jeżeli Urban miał taką wiedzę, że może i najlepsi to niewyedukowani dziennikarze, to jednak nic nie stało na przeszkodzie, żeby studia młodej dziewczynie z Chojnic zaproponować. Z Chojnic, w których – jak sama pisze – czekała Błańską pewnie kariera kasjerki w Biedronce,

Tylko – pisze Błańska w miesięczniku Press – na czterdziestu studentów, którzy z nią zaczynali studia, tylko jeden pracuje w zawodzie. W tym samym numerze, październikowym gdyby ktoś szukał, wszyscy studenci dziennikarstwa wypowiadają się mniej więcej w tym samym tonie: więcej uczą się na stażach w redakcji niż w uniwersyteckiej Sali. Stąd znowu wniosek, ze dziennikarzem zostać może każdy, jeżeli tylko dostanie się do jakiejś redakcji, niekoniecznie studiując w tym czasie dziennikarstwo.

Tak na marginesie muszę dodać, że gdyby mój pracodawca, za przykładem Jerzego Urbana, po roku pracy w zw wysłał mnie do Collegium Civitas, to – uprzedzam – nie mam nic przeciwko. Po pierwsze – jak pisze Błańska – będę miał w końcu możliwość zapytać Jacka Żakowskiego: panie redaktorze, jak żyć? Z Grzegorzem Miecugowem pójdę na piwo, a Janina Paradowska spod ziemi wyciągnie zaproszenie na imprezę, na którą od miesięcy nie ma zaproszeń. No to chyba warto, prawda? 

Miałem jeszcze coś dodać o Danielu Passencie, ale to może przy innej okazji, bo jak pisał Michał na swoim blogu: mówimy blog, myślimy – po godzinach.

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz