O Piotrze Dziełakowskim, naszym weekendowym koledze redakcyjnym, można by napisać – tak podejrzewam – książkę, ale Piotrek – a trochę z nim czasu spędziłem – przyszedłby i po publikacji oznajmił autorowi: ale, stary, weź skasuj tę publikację. Podobnie pewnie zareaguje na ten wpis: będzie żądał usunięcia. Ale za tym nie stoi jakaś ultra skromna postawa.
Piotrek wygrał w konkursie ogłoszonym przez periodyk ,,Recykling” w kategorii Recykling z przymrużeniem oka i między innymi jego zdjęcie wraz z pozostałymi fotografiami zwycięzców zostanie pokazane na targach Poleko w Poznaniu między 22 a 25 listopada. Kiedy pojawił się na zw wpis, informujący o tym wydarzeniu, to Piotr kilka godzin później, wpadł do redakcji i pyta, czy możemy ten wpis usunąć. No, tak, to moglibyśmy co drugi wpis usuwać, a że z zasady informacji nie usuwamy, więc i tutaj obyło się bez precedensu. Prawdę mówiąc, wpis chciałby usunąć, ale do komentarzy pod nim chętnie zaglądał.
Piotrka znam jeszcze ponoć z przedszkola, więcej pamiętam z szkoły podstawowej, bo chodziliśmy do tej samej, chociaż ja byłem rok wyżej, więc z zasady gówniarze mnie nie zajmowali. I dopiero po latach, spotykając się od czasu do czasu na stacji paliw, wymienialiśmy się grzecznościami. Pamiętam, jak kiedyś mocno mnie zaniepokoił jego ogląd lokalnych realiów, kiedy przed wyborami samorządowymi Fabryka Kultury zaczęła publikować w gazetce wydawanej przez SOS, a Miłosz Czopek był wtedy kojarzony ze środowiskiem PiS-u i Piotr do mnie, że od tej pory będę jednoznacznie kojarzony w mieście. Na co oczywiście dość kategorycznie zareagowałem, bo człowiek może być kojarzony w mieście z różnymi środowiskami, ale bez przesady. Zresztą jak się miało okazać potem, co mniej zorientowani przez jakiś czas Fabrykę traktowali jak subskrybentów Rzeczpospolitej i Gazety Polskiej. No ale co zrobić, takie życie.
Na dobre Piotrka poznałem już w redakcji zw. I zaczęło się od tekstu o żurawiach. Czyli przyszedłem do redakcji, tutaj mieli już przygotowaną makietę gazety, więc również plan, co ma się pojawić w pierwszym, rozszerzonym, papierowym numerze zw. I tam na szóstej czy siódmej stronie widniała notatka: Piotrek Dziełakowski. Owszem widywaliśmy się na stacji, ale nie miałem bladego pojęcia czym Piotr na co dzień się zajmuje, poza tym, że pracuje w Spółce Komunalnej. Gdybym wiedział wtedy, to co wiem dzisiaj, to pewnie ten tekst, który wtedy się pojawił w wyniku dwóch czy trzech spotkań, przybrałby inny charakter. Skupiłem się na żurawiach, ale dzisiaj skupiłbym się na fotografii, bo chociaż Piotr mówi o sobie – fotograf amator lub pasjonat fotografii przyrodniczej, to sposób w jaki opowiada o fotografii jest – dla mnie, człowieka, który o fotografii wie tyle co o żurawiach – na najwyższym poziomie. I jeżeli przyjdzie jeszcze kiedyś przygotować jakiś materiał o Piotrku, to trzeba znaleźć sposób, żeby wyciągnąć z Piotrka kilka spostrzeżeń, ale nie typu: gitara, życiowo i życie jest ciężkie a pić się chce, z których Piotr słynie w całym powiecie, tylko oczywiście na temat fotografii i – co ważne – porozmawiać o Edwardzie Hartwigu.
Powinien zajmować się fotografią zawodowo, pewnie by chciał, ale coś widać stoi na przeszkodzie – możliwe, że żurawie. A jeżeli tak, to pewnie żurawie są szczęśliwe, ci natomiast, którzy mogliby z Piotrka wiedzy skorzystać już mniej. No ale – i tutaj akurat Piotrkowe porzekadło się nada – życie jest ciężkie, a pić się chce, czyli życiowo.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)