Oddaj budżet mieszkańcom

Szykuj na dziś swoją najlepszą, białą flagę
dwa kroki w przód, dwa kroki w tył
na tyle masz odwagę
(CKOD, Biała Flaga, z płyty Plan Ewakuacji – gdyby komuś wpadło do głowy zapytać, czy słucham ostatnio czegoś poza nową płytą CKOD, to odpowiadam, że nie mam czasu na nic innego)

W Sopocie zdecydowali się na budżet partycypacyjny. Polega na tym, że o pewnej kwocie wydatków decyduje lokalna społeczność. W Sopocie to kwota rzędu czterech milionów, czyli w ich przypadku 1% budżetu. Mieszkańcy najpierw zgłaszają propozycje wydania pieniędzy, a potem następuje głosowanie. Te propozycje, które zdobędą największą ilość głosów, realizowane są przez miasto.

Jeżeli dobrze pamiętam – a jest już późno i nie ma czasu, żeby się upewnić, ale czytelnik może poszukać czy coś tutaj nie przekręciłem, bo możliwe, że przekręcam – przygotowywane nowe zapisy do ustawy o funduszach sołeckich, przewidują zapis o możliwości takich rozwiązań nie tylko dla sołectw, ale również miast i – ale chyba – podobnie jak przy funduszach sołeckich, gminy decydując się oddać część budżetu w ręce mieszkańców, mogłyby liczyć, że jakiś procent tych wydatków, zwróciłaby kasa państwa.

W każdym razie o tym można przeczytać np. na stronie funduszesoleckie.pl w dziale ,,projekt zmian w ustawie”.

W Sopocie nie potrzeba było zmian w ustawie, wystarczyła dobra wola radnych i taka organizacja konsultacji społecznych wokół przyszłego budżetu, aby miejscowi zdołali się wypowiedzieć, a potem zagłosować. Radni oczywiście mogli w każdej chwili wycofać się z tego układu, gdyby propozycje mieszkańców okazały się niepoważne. Ale że spisali się tak jedni jak i drudzy, to w rezultacie o czterech milionach zdecydowała lokalna społeczność. Największa ilość głosów zdobył projekt postawienia 20 nowych pojemników do segregacji, inwestycja warta 60 tysięcy.

Sopot jest pierwszym miastem w Polsce, które zdecydowało się na takie rozwiązanie. Pisałem kiedyś o takim rozwiązaniu, opierając się na publikacji Krzysztofa Nawratka ,,Miasto jako idea polityczna” na przykładzie Porto Alegre. Ale wtedy, nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo może dzięki temu zmienić się i dojrzewać lokalna społeczność, której rola nie ogranicza się do automatycznego wrzucania kart do urn wyborczych. Tzn. zdawałem sobie sprawę, ale była to tylko teoria, która sprawdzała się gdzieś miliony kilometrów stąd. Wiedza jest oczywiście sympatyczna i dobrze mieć jakąś wiedzę, ale jeszcze lepiej, kiedy człowiek przygląda się na żywo realizacji takich pomysłów. I właśnie fundusze sołeckie są tego przykładem. Widzę to tak z opisów społeczności wiejskich na stronie funduszesoleckie.pl, jak w gminie Szlichtyngowa obserwując sołtysów, którzy toczą ciężkie boje z niemrawymi urzędnikami o realizację pieniędzy z funduszu sołeckiego, widzę determinację tych ludzi. Te boje, które toczą, są dowodem na to, że wbrew pozorom społeczność, jeżeli zaoferować jej realną odpowiedzialność za inwestycje na wsi/mieście/gminie, potrafi zrobić z tego dobry użytek.

Stąd nie dziwi mnie ani decyzja radnych Sopotu, a i sukcesy i ożywienie obywatelskie w takich miastach jak Porto Alegre, choć oddalone od Wschowy o cholerne miliony kilometrów potrafię sobie już wizualizować, a potrafię znowu dzięki determinacji sołtysów gminy Szlichtyngowa (pozdrowienia dla pani Ilony Sadowskiej)

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz