Burmistrz Szlichtyngowej, Jan Wardecki obraził się. Nie wiedziałbym, że się obraził i zasypiałbym dzisiaj w błogiej nieświadomości, ale podkusiło mnie i zadzwoniłem do Michała, pytając, co ciekawego na sesji w Szlichtyngowej. Gdyby nie kilka dodatkowych okoliczności pojechałbym do Szlichtyngowej, ale niestety nie dzisiaj.
Obraził się na nas, na zw.pl. Tzn. może obraził się na Michała, bo ostatecznie swoją relację z działalności burmistrza między sesjami, zaczął od uwagi, skierowanej do Michała, że ten reprezentuje media, które z ostatniej sesji rady miejskiej w Szlichtyngowej zamieściły jedynie relację z wystąpienia zastępcy komendanta KPP we Wschowie, a przecież – miał pouczać burmistrz – po sprawozdaniu komendanta, miała miejsce dyskusja i tej już nie zamieściliśmy. Innymi słowy media tendencyjne pokazały działania policji tylko od dobrej strony. A przecież dyskusja była gorąca itd.
Akurat tak się składa, że to ja przygotowuję relacje z sesji rad miejskich Szlichtyngowej i Sławy i mocno mnie zaniepokoiły doniesienia burmistrza Wardeckiego. Ale nie dlatego, że burmistrz się myli, bo burmistrz – to ktoś prawie taki jak papież i tak jak każe wierzyć katolicka ortodoksja – obaj są nieomylni. Martwi mnie co innego. Mianowicie to, że włodarz Szlichtyngowej zagląda na portal tylko raz w miesiącu, zaraz po sesji rady miejskiej w Szlichtyngowej, bo gdyby zaglądał częściej, to wiedziałby, że pisałem również o dyskusji po sprawozdaniu komendanta, pisząc o niezadowoleniu mieszkańców Kowalewa, bo policja ich upomina, że chodzą po niewłaściwej stronie ulicy i niezadowoleniu burmistrza z tego jak wygląda rynek nocą, kiedy patrole policji według Wardeckiego niespiesznie patrolują miasto.
Ale jest jeszcze jedne powód, dla którego burmistrz Wardecki nie zauważył tych dwóch informacji. Otóż, jak przekonuje mnie często mój wydawca/pracodawca Mariusz Ławrynowicz, ludzie dzisiaj częściej wybierają materiał wideo, a samym tekstem wzgardzą. I ja się tej tezie często opieram, a widać niesłusznie. Bo całkiem możliwe, że włodarz Szlichtyngowej zagląda codziennie na portal, ale przegląda tylko te materiały, w których jest relacja wideo. Stąd wniosek taki, że mój wydawca/pracodawca ma rację i w pewnym sensie burmistrz również, zarzucając nam wybiórczość. Bo skoro dla pewnego kręgu odbiorców istnieje tylko informacja w wersji wideo, to nic więcej nie istnieje. A jak mówi stare, słowiańskie porzekadło – co nie istnieje, to nie istnieje, istnieć nie będzie.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)