Złap królika w Paryżu, a potem dopiero spal Paryż, czyli o wystawie Fotografii Dzikiej Przyrody 2010

W niedzielę Muzeum Ziemi Wschowskiej jest otwarte od godziny 12.00 i wstęp jest darmowy – te dwa szczegóły sprawiły, że po raz drugi w tym roku wybrałem się z dziećmi, tym razem na wystawę Fotografii Dzikiej Przyrody 2010.

Zaznaczam – nie znam się na fotografii, ale co by nie mówić, wystawa jest wydarzeniem. Nie mogę tego powiedzieć o poprzednim moim pobycie w muzeum, kiedy miałem okazję zobaczyć makietę Wschowy i wysłuchać głosu z offu na temat historii tej czy innej budowli. Długie, monotonne opowieści, nużące zresztą, a mieliśmy zresztą wtedy dodatkowo pecha, bo mechanizm się zacinał, a dzieci chciały przetestować szaloną interaktywność makiety, ale pech chciał, że nawet jak zadziałała, to odstraszała nudą.

Zwracam na to uwagę, bo wystawa fotograficzna jest dokładnym przeciwieństwem owej multimedialnej atrakcji. Okazuje się, że nie trzeba marudzić przez długie minuty, informując jednocześnie o być może najistotniejszych historycznych faktach. Wystarczy – jak w przypadku dzisiejszej wystawy – mistrzowsko, w kilku zdaniach opowiedzieć historię zdjęcia. Dosłownie w kilku frapujących, interesujących frazach. Najpierw historię danej fotografii, a potem kilka zdań na temat tego lub innego zwierzęcia, rośliny lub czegokolwiek innego.

Bo Wystawa łączy w sobie doskonałe zdjęcia (nie wszystkie, ale jak pisałem na fotografii się nie znam) oraz mistrzowskie podpisy, pisane ładną polszczyzną, krótkie, ale oddające i dramaturgię zdjęcia i jej historię. Stąd nawet jak ktoś nie lubi filmów przyrodniczych albo fotografii przyrodniczej, to na pewno teksty pod zdjęciami zrobią na nim wrażenie. Natomiast połączenie jednego i drugiego stanowi o wyjątkowości tej wystawy. Moim faworytem jest surrealistyczne w swojej wymowie zdjęcie królików, pojawiających się w Paryżu. Zresztą takich faworytów jest więcej, ale ta fotografia szczególnie zwróciła moją uwagę.

Mam jedynie uwagę do rozmieszczenia tych zdjęć. Zdarza się, że jedna fotografia wisi nad drugą. Żeby przeczytać, co jest napisane pod tą poniżej, trzeba się schylić, przy moim wzroku zbliżyć i w takim schyleniu zbliżeniu co kilka chwil męczyć się, czytając tekst, stanowiło dla mnie niemałe wyzwanie. Ponadto do dwóch podpisów nie sposób podejść zbyt blisko, bo dostępu do nich broni jakaś niezrozumiała ekspozycja z kamieni i materiału/płótna/czy co to tam jest (przypomina mi trochę z wczesnej młodości zasłony w domu rodzinnym), który kolorystycznie nijak się ma do całej wystawy, ale pal licho te zasłony, miałem problem z odczytaniem treści pod zdjęciem. Być może to moja wina, że wzrok mam słaby, albo okulary nadają się do wymiany, ale miałem wrażenie, że osoby odpowiedzialne za rozstawienie tych fotografii skupili się jedynie na tym, żeby widoczne było zdjęcie, napis pod nim stanowił mało interesujący dodatek.

W każdym razie warto się wybrać. Ze względu na podpisy polecałbym szczególnie polonistom, bo myślę, że te krótkie teksty są świetnym materiałem dla uczniów do nauki wyrażania myśli w sposób zrozumiały, ciekawy, inspirujący, a jednocześnie nie powodujący u słuchacza/czytelnika tzw. zieeeewu.
Dla fotografów, to również nie lada – tak myślę – gratka. Dla geografów, anarchistów, monarchistów i dekadentów również. Jednym słowem dla wszystkich.

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz