Media, wbrew temu co się od czasu do czasu słyszy, mają wpływ na poziom demokratyzacji lokalnych środowisk. Nie potrafię tego ocenić w szerszej perspektywie, ale w tej lokalnej już tak. Nie chcę też powiedzieć, że ten wpływ jest nie do przecenienia, bo byłaby to z mojej strony naiwność.
Dzisiejsze spotkanie burmistrza z radnymi oraz dyrektorami placówek oświatowych pokazało kilka nieskomplikowanych mechanizmów, które bądź co bądź uruchomiły media.
Radni nie byli przygotowani na rzeczową debatę w obecności rodziców i dzieci. Skarżyli się, że to nie są warunki do rozmowy (sic!) – za dużo świadków, poza tym to przecież nie jest odpowiedni czas, bo przed świętami itd., itp. Przy rodzicach nikt nie miał odwagi powiedzieć wprost po co tutaj się zebrani zebrali, słowo likwidacja nagle urosło co najmniej do wulgaryzmu. O wiele lepiej wypadali, tłumacząc, że przecież jeszcze nikt nie podjął decyzji, zapomnieli dodać, że spotkali się właśnie po to, żeby jakieś ewentualne decyzję podjąć.
Radni nie byli przygotowani do rozmowy, chętnie za to nadmiernie emocjonowali się albo przerzucali hasłami. Chcieliby rozmawiać, ale w lepszych warunkach. Bez kamer, rodziców, dzieci.
Kiedy jeden z rodziców – cóż, takie czasy, że czytać ze zrozumieniem też trzeba umieć – wypalił, że przeczytał na zw o tym, że za chwilę zlikwidują gimnazjum nr 1 – żaden radny, a tym bardziej przewodniczący rady miejskiej nie miał odwagi powiedzieć, że na zw akurat takich wiadomości nikt nie zamieścił. Łatwiej było schować głowę w piasek i udawać/sugerować, że skoro tak, to trzeba sobie znaleźć lepsze źródło wiedzy. Przewodniczący dobrze wiedział, co zw napisało, zresztą wszyscy dobrze wiedzieli, poza tymi, którzy – co zrozumiałe – byli żywo zainteresowani tematyką. Stąd pewnie emocje i czytanie na wyrost, ale – kiedy pojawiła się taka możliwość przerzucenia odpowiedzialności na zw, to nieumiejętnie, bo nieumiejętnie, ale próbowano przez chwilę takie wrażenie na rodzicach zrobić.
Radni nie byli przygotowani do dyskusji. Albo woleli milczeć, albo liczyli na większy chaos. Ostatecznie o tym, że rodzice i dzieci zamierzają pojawić się na dzisiejszym spotkaniu wiedzieli wszyscy. Możliwe więc, że radni uznali, że wkradnie się chaos i dyskusji nie będzie.
Ostatecznie dobrze się stało, że komuś w tym mieście chciało się ruszyć z miejsca, poświęcić obrus lub prześcieradło na transparent, pomyśleć nad hasłem, wyjść z domu w deszcz/śnieg i zabrać głos na spotkaniu z radnymi. Radni nie zdali egzaminu. Owszem – jedni proponowali to, inni tamto, jedni napominali rodziców, inni z rodzicami polemizowali – żaden jednak nie miał odwagi powiedzieć: tak, to jest jeden z wariantów, nie możemy udawać, że nie jest to wariant, zastanówmy się wspólnie, mamy takie a takie propozycje, jakie macie wy – rodzice, jakie ma dyrekcja (akurat dyrekcja miała), jakie ma burmistrz, co w związku z tym wynika itd., itp. Zabrakło radnym odwagi. Rozluźnili się, kiedy rodzice opuścili salę.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)