W tekście Jana Smoleńskiego, w którym autor opisuje krótką historię następujących po sobie rządów węgierskich, kończąc rzecz jasna na zwycięskiej partii Fidesz i jej lidera Viktora Orbana, wspomina się wypowiedź niemieckiego socjologa Klausa Offe.
Klaus Offe wykazał się między innymi tym, że pokazywał na różne sposoby relacje między kapitalizmem a demokracją. Smoleński o tym przypomina. Żeby zaangażować się w politykę, obywatel potrzebuje kapitalizmu, bo ten zapewni mu dobrobyt, wtedy – przekonywał Offe – taki obywatel poświęci czas polityce.
Gdyby przyjąć spostrzeżenie Offego za rzecz pewną, to nadciągający lub/i już obecny kryzys zastopowałby lokalny, rozkręcający się z miesiąca na miesiąc mechanizm zainteresowania lokalną polityką. Gdyby tzw. kryzys zastopował zainteresowanie, to również sprawiłby, że lokalne władze nie musiałyby martwić się o swoje lokalne mnie lub bardziej frapujące decyzje, bo kiedy nie ma zainteresowania, nie ma też nacisku i/lub nadzoru społecznego, a kiedy brakuje tego ostatniego, odpowiedzialność przestaje być obciążeniem.
Czy Offe ma rację czy też nie, pewnie niedługo się o tym przekonamy. Jak wiadomo można nie angażować się w czytelnictwo, szeroko rozumianą kulturę itp., bo to w czasach niepewnych wydaje się zbytkiem. Polityka jest chyba ostatnim bastionem, na którym swoje piętno może odcisnąć obojętność.
Być może się mylę, ale jestem przekonany, że w takim małym środowisku jak wschowski powiat na karierę lokalnej polityki oraz jej demokratyzację mają wpływ lokalne media. Nie, nie tylko te spod znaku zw (chociaż może przede wszystkim), myślę o wszystkich próbach opisywania lokalnej polityki czy to w postaci różnego rodzaju portali, blogów i innych mniej lub bardziej udanych przedsięwzięć.
Więc może nie dobrobyt przesądzi w małych środowiskach o rosnącym zainteresowaniu lokalną polityką, a determinacja różnych mniej lub bardziej medialnych projektów? Odpowiedź jest o tyle istotna, ponieważ – po raz drugi w tym tekście – jestem przekonany, że po ostatnich wyborach samorządowych uaktywniło się w takim szeroko rozumianym, medialnym znaczeniu, wiele ciekawych środowisk. Być może od ich determinacji będzie zależało czy w czasach ekonomicznie podejrzanych wrócimy do czasów demokratycznego marazmu sprzed wyborów samorządowych, czy też uda się – być może z trudem – utrzymać dobry, pluralistyczny kierunek.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)