Czy jest pomysł na ,,pralkę”* we wschowskiej gospodarce?

W świątecznej Wyborczej, ale tej sprzed tygodnia Wojciech Orliński rozmawiał z Ha-Joon Changiem, wykładowcą ekonomii rozwoju na Uniwersytecie Cambridge, autorem między innymi ,,23 rzeczy, których wam nie mówią o kapitalizmie”.

To jest oczywiście dość odległy kierunek, który pozornie ze sprawami Wschowy nie ma nic wspólnego. Z jednej strony koreański profesor, obalający mity kapitalizmu, z drugiej lokalni, wschowscy przywódcy, którzy w sprawach gospodarczych jasno określają lokalne priorytety. Bez względu na to czy to daleko czy blisko, kilka spraw przy okazji lektury tego wywiadu, uznałem za warte artykulacji.

Słysząc od czasu do czasu pytania na sesji rady miejskiej, co pan panie burmistrzu zrobił w sprawie nowych miejsc pracy lub na drugim biegunie, czytając i słuchając o działaniach OPZL lub Aglomeracji Zielonogórskiej jestem przekonany, że to ruchy, które ani nie zaszkodzą, ani nie pomogą lokalnej gospodarce. Czy one są, czy też ich brak, nie ma zasadniczego znaczenia poza prestiżem lub wpisaniem się w jakąś chwilową, kilkuletnią modę. Ani pytania na sesji, ani przystąpienie do tej lub innej organizacji nie sprawią, że miejsc na rynku pracy pojawi się więcej lub nagle przedsiębiorcy staną się wydajniejsi, konkurencyjni lub innowacyjni.

Pozyskiwanie pieniędzy na założenie własnej przedsiębiorczości, informowanie o tym, to również gest, który ani nie zaszkodzi, ani nie pomoże. Dobrze, że jest, co do tego nie ma sporu – ale już efekty, wynikające z tego, że komuś udało się przejść przez kilka etapów wtajemniczenia i w rezultacie pozyskać pieniądze nie świadczy o tym, że gmina, czy ktokolwiek inny, kto informuje o możliwości pozyskania pieniędzy (dodajmy informacji ogólnodostępnych) wykazał się zjawiskową przedsiębiorczością. Otóż nie. Zjawiskową przedsiębiorczością wykazał się ten, kto te pieniądze pozyskał, a nauka z tego jest taka, że jeżeli ktoś chce założyć firmę, to przejdzie nawet 100 etapów i wypełni 200 dokumentów, żeby otworzyć firmę i pracować na swój rachunek. I do tego nie sa mu potrzebni pośrednicy. A z tego wynika, że przedsiębiorcą zostaje człowiek o określonych predyspozycjach i jeżeli gmina miałaby szukać jakichś rozwiązań, to jedynie na tym polu – kształtować określone predyspozycje, które mogłyby w efekcie gwarantować powstawanie firm, ich konkurencyjność i może nawet – co najtrudniejsze w gospodarce – innowacyjność.

W każdym razie problem polega na tym, że do zadań gminy nie należy kształtowanie odpowiednich predyspozycji w przyszłych przedsiębiorcach, a tylko te są gwarancją (plus oczywiście mnóstwo ważnych i istotnych warunków) ewentualnego rozwoju mikro przedsiębiorstw w regionie.

I na koniec – pakiet gospodarczych pomysłów w gminie nastawiony jest na informację i kontakt z miejscowymi przedsiębiorcami plus poszukiwanie/sprowadzenie inwestorów, chętnych zainwestować w przygotowaną strefę ekonomiczną. Jak pokazuję tendencje w światowej gospodarce – możemy takich stref przygotować nawet tysiąc (i dobrze, bo to nikomu nie zaszkodzi), ale jeżeli ogólna tendencja jest kryzysowa, to szanse na sprowadzenie inwestora wydają się iluzoryczne. Co oczywiście nie jest zarzutem, natomiast jestem przekonany, że lokalni specjaliści od spraw gospodarczych muszą cechować się elastycznością, reagując na globalne tendencje. Bo co z tego, że rok temu wszyscy jak jeden mąż dopominali się kolejnej strefy ekonomicznej, kiedy dzisiaj dookoła zaciska się pasa, ba! z roku na rok zaciska się tego pasa coraz intensywniej.

Dookoła zmienia się sytuacja gospodarcza: ta globalna jak i lokalna, która od globalnej jest po prostu uzależniona (pomijając oczywiście sytuację w krajach azjatyckich, o których od lat mówi się, że to gospodarcze tygrysy Azji, no ale tam jak choćby w Chinach, zamiast likwidować centralnie zarządzaną gospodarkę i wprowadzać neoliberalne, szokujące gospodarcze innowacje, prowadzi się zgoła odmienną politykę, no ale taki polski europejczyk na przełomie lat 90-tych postanowił paść na kolana przed Sachsem i Międzynarodowym Funduszem Walutowym, więc jak padł, tak do dzisiaj przed nimi leży) i w związku z tym ciekaw jestem, czy w urzędzie miasta ma miejsce nieprzerwana dyskusja na temat: co dalej (czyli innymi słowy: jak żyć?) czy też odwrotnie – ma miejsce nieprzerwana uczta, wynikająca z tego, że w końcu miasto spotyka się z przedsiębiorcami.

Warto to sprawdzić.

* fotografia wyżej przedstawia, cytuję: 1914, środkowy zachód Stanów Zjednoczonych. Pralka na gaz pierze, a gospodyni domowa może spokojnie poczytać gazetę.
Zdjęcie zostało zamieszczone również w świątecznej, wspomnianej wyborczej. Otóż koreański ekonomista twierdzi, że to pralka zmieniła oblicze świata, a nie internet. Ponieważ pojawienie się pralki, to uwolnienie kobiety od obowiązków domowych, pojawienie się kobiety na rynku pracy, a w związku z tym, mniejsza reprodukcja, a to z kolei wywołało całą falę zainteresowania się dziećmi, ponieważ było ich mniej i trzeba było otoczyć ich opieką psychologiczną itd. Więc nie pigułka antykoncepcyjna zmieniła zwyczaje, a pralka – twierdzi Chang.

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz