Jednakże patrząc na Witusia, czułem inny lęk – przed bezwładem umysłu, którym są dotknięci dorośli, może wszyscy, na zasadzie niemrawości przeciętnych śmiertelników, ale szczególnie ci, w których wypaliły się entuzjazmy młodości. Postanowiłem się nie dać i pozostać umysłowo aktywny jak najdłużej, co udało mi się przynajmniej do teraz, tj. do 89 roku życia. (Cz. Miłosz, Materiały do mojej biografii, tekst niepublikowany w: Andrzej Franaszek, Miłosz Biografia, s. 41)
O Miłoszu:
Przed głębokim cieniem depresji uciekał w aktywności, dzielność, litewską pracowitość Syruciów i Kunatów, jak sam to kiedyś nazwał pędził przez życie niczym rowerzysta, który chcąc utrzymać równowagę, musi cały czas naciskać na pedały (Andrzej Franaszek, Miłosz Biografia, s. 41)
Późno. Pewnie istnieją gdzieś leki na takie pory, nie-pory, skojarzenia i nocne niedowłady. Pożyczyłem wczoraj Franaszka Biografię Miłosza. Też zresztą późno. Raz, że była późna pora, dwa, że od jakiegoś czasu Franaszek jest dostępny w księgarniach, czytałem tylko tu i tam, że Andrzej Franaszek autorem biografii Miłosza okazał się znakomitym. No i że sama biografia nie wpisuje się w nurt książek wiernopoddańczych, a więc zainteresowanych jedynie odlewaniem pomnika z brązu. Świetnie. Wzory trzeba czerpać od najlepszych, czyli od Boya ![]()
Jakiś czas temu pewna miła i sympatyczna osoba zaczepnie zapytała po co mi lektura tych biografii, dzienników, listów, a czytałem wtedy zdaje się dość niestety jałową , akademicką biografię Trockiego (a tyle się po niej spodziewałem skądinąd), skoro są to ślady po ludziach, których już nie ma, a tutaj trzeba czerpać z życia, haustem je połykać, do żywych się zwracać itp. Wiem, że zaczepnie, ale starałem się odpowiedzieć. Bo że żywi stoją dookoła, to i ja widzę, niemrawi, przeciętni śmiertelnicy, jak napisał Milosz w cytowanym wyżej fragmencie. Nie pamiętam właśnie o czym wtedy, zagadnięty, mówiłem. Raczej byłem zaskoczony, pomimo zaczepki, i coś musiałem pod nosem wydukać mało przekonującego.
Pamiętam takie pierwsze doświadczenie ze studiów. Jesteśmy na zajęciach z poetyki bodajże. Pierwsze zajęcia. I wykładowca na tablicy rozpisuje wiersz Herberta i liczy, że grupa zaproponuje jakieś luźne interpretacje, skojarzenia związane z poszczególnymi wersami. Pamiętam w sobie taki wewnętrzny dyskomfort. Chciałem zabłysnąć. Zaproponować jakąś wyjątkową interpretację. Studenci rzucali swoje pomysły, a we mnie budował się jakiś mniej lub bardziej zrozumiały odbiór wiersza, ale nim zdążyłem go ogarnąć, skończyły się zajęcia (zresztą to jest przykład na to, że w trakcie studiów człowiek uczy się też błyskawicznego myślenia, ale nigdy myśl-błyskawica nie zastąpi rzecz jasna wysiłku, skupienia itd.) No i w rezultacie poddałem się. Potem, kiedy wróciłem do domu, zajrzałem do tego wiersza, powoli budował się we mnie jakiś mniej lub bardziej pełny obraz tego jak te zapisane linie odbierałem. Zdałem sobie sprawę, że nie jestem w stanie brać udziału w wyścigu, takiej – hmm – licytacji. Potrzebowałem namysłu. Ale zrozumiałem i w rezultacie zaakceptowałem dopiero ten mechanizm w sobie (bo prawdę mówiąc miałem wobec siebie różne podejrzenia), przeczytawszy biografię pióra Józefa Hena Ja, Michał z Montaigne... W tej książce Hen przywołuje podobne zdarzenie w życiu autora ,,Prób”, niemal identyczne i – bo Montaigne zasłynął ostatecznie z tego, że potrafił tak wejrzeć w siebie jak nikt przed nim i malo kto po nim – w wyniku dogłębnej introspekcji francuski humanista tłumaczy sam przed sobą swoje własne predyspozycje. I to mi wystarczyło.
Więc dzisiaj mógłbym powiedzieć, że biografie poza poznawaniem (przy oczywiście wyjątkowo wybitnych pozycjach) epoki, czyli tła politycznego, gospodarczego, religijnego, filozoficznego, socjologicznego itd., pozwalały mi zrozumieć mechanizmy, które we mnie siedziały, co do których nie miałem pewności czy one, te mechanizmy, są wartościowe, czy przeciwnie – będą mi przeszkadzać w życiu. Może nawet nie tyle pozwalały zrozumieć, co potwierdzały moje intuicje.
Co do biografii Miłosza mam wielkie oczekiwania. Te dwa fragmenty, które cytuję powyżej, tylko te oczekiwania dodatkowo rozbudzają. Ostatecznie jest późno. To przeświadczenie, że jest późno z jednej strony jest egzystencjalną narracją człowieka, która go obciąża, naznacza, utrudnia, ale jednocześnie napędza, motywuje, żeby – chociaż to jest nieuniknione – nie okazało się, że jest za późno. W jednym z tych fragmentów Miłosz mówi, że gwarancją równowagi jest entuzjazm młodości i jako figura retoryczna ale też jako stan umysłu dobrze oddaje taką humanistyczną próbę definicji ludzkiego losu. Jest w tym katastrofizm, to prawda, który Miłosza pewnie do końca życia nie opuszczał, ale katastrofizm mi bliski, bo humanistyczny
Gdyby wyobrazić sobie humanistyczny raj, to według tego wzoru, mało kto by do niego wstąpił. I myślę, że jest to wyjątkowa ciekawa alternatywa dla chrześcijańskiego raju.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)