Jak tutaj wypromować Wschowę, zastanawiają się wszyscy od portalu Bezkresu przez Frakcję Wyrzutową po Nasze Wschowskie Sprawy, kończąc oczywiście na Ratuszu. Bo chociaż wszyscy się nad tym pochylają, to decydujący głos mają pracownicy Urzędu. Chciałoby się powiedzieć, że wszyscy się zastanawiają, a wygrywają znowu Podróżnicy – taki przeklęty los. Pewnie to wina tego, że Wschowa graniczy z Niemcami.
Otóż, próbując wpisać się w blogowo-portalowo-gazetowo-urzędowe trendy, uznaję, że jest temat. Wypromować Wschowę w świecie, Europie, Polsce, województwie, powiecie, wreszcie – bo tak się składa, że szczególnie tutaj widzę czarne plamy – w samej Wschowie – oto zadanie uszyte na miarę naszych potrzeb. Przynajmniej takie sprawiamy wrażenie. Wszyscy, bo przecież nawet wpisy, które krytycznym okiem łypią na pomysły Ratusza, łypią przecież, bo im na promocji Wschowy zależy, ale z braku laku, nie posiadając alternatywy, drążą dziurę w brzuchu. Gdyby jakaś alternatywa im w oko wpadła, to (a dlaczego by nie?) świat, Europa, Polska itd. zostałaby o tym powiadomiona, chociażby taką pospolitą droga mailową.
Ale, bo przecież nie musimy zaraz się napinać, jestem przekonany, że warto też spuścić z tonu i po prostu zrezygnować z promowania Wschowy. W ogóle nie zawracać sobie tym głowy. Po prostu zostawić to podróżnikom. No ale kto by na to wyraził zgodę? No nikt by nie wyraził. Bo ani urząd, ani szeroko pojęta blogosfera nie mogłaby sobie z takim nic nie robieniem poradzić. Więc trzeba przejść do pierwszej opcji, czyli jednak do promocji. Bo chociaż gdyby zrezygnować, dać sobie spokój i skoncentrować się na budowie czegoś solidnego, lokalnego, ale wyjątkowego, co by ostatecznie być może cieszyło tylko nas i nikogo na zewnątrz, mielibyśmy chociaż satysfakcję, a tak, to jak za setkami miast w Polsce, ciąży na nas jakiś niezrozumiały kompleks pępka świata, Europy, Polski itd. Jesteśmy tym pępkiem – przekonujemy – ale nikt nie chce tego dostrzec.
Więc pozostaje ta nieszczęsna promocja. Taki, cholera, współczesny przymus. Więc, skoro trzeba Wschowę wypromować, to proponuję turystykę seksualną. I nie to, żebym był bezczelny, bo we Wschowie jest tyle przecież miejsc z pogranicza sacrum, że profanum się tutaj za bardzo nie nadaje. Otóż się nadaje, na pewno, chociażby na zasadzie kontrastu. Ale prawdę mówiąc nie o pęknięcia w wyobrażeniu Wschowy mi idzie, ile o film promujący Warszawę, jako gospodarza Euro 2012. Proszę najpierw obejrzeć
W filmie jakiś mężczyzna tak mniej więcej od 25 sekundy (film trwa sekund 180) biegnie za kobietą, omijają różne miejsca w Warszawie, on jej dogonić nie może (bo wiadomo według starego porzekadła nie o to chodzi, żeby złapać króliczka), a kiedy właściwie staje na murawie stadionu i wszystko wskazuje na to, że ją dogonił i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby chociaż wymienili między sobą jakieś uprzejmości, to on (ten mężczyzna) spogląda na zegarek i wybiega ze stadionu. Ona zresztą też. I wtedy okazuje się, że przebrani w biznesowe lub urzędnicze uniformy, spotykają się w holu jakiejś korporacji/firmy lub czegoś w tym rodzaju i dopiero tam, w tych uniformach, podają sobie ręce (to jest w ogóle kluczowa scena, ale nikt jej z komentatorów nie rozumie, ba! nawet nie dostrzega, co jest zresztą zrozumiałe, ale pal licho, bo nie o tym mowa).
Spot jest posądzany o seksistowską wymowę, inni mówią, że zboczeniec goni swoją ofiarę, jeszcze inni (to już wyczytałem w felietonie Agnieszki Wiśniewskiej na stronie KP) meldują, że spot ,,przyciąga ofertą seks turystyki”.
I ja z tymi interpretacjami nie polemizuję. Wydaje mi się tylko, że to jest sposób na wypromowanie Wschowy. Nakręcić film, gdzie mężczyzna biegnie za kobietą, a na koniec podają sobie dłonie w holu np. jakiegoś lokalnego banku. Dzięki czemu mamy wszystko – seks, pieniądze i zdrowy tryb życia (no że biegają tak przez około 120 sekund) – jeżeli ktoś mi powie, że dzisiaj to nie zachwyci świata, Europy, Polski, województwa, powiatu i nawet nas samych, to – proszę mi wierzyć na słowo – nic innego nie chwyci, no chyba, że wspomniani podróżnicy.
Innymi słowy lepiej promować odważnie, a jak przeszarżujemy, wrócić do metod mniej efektownych albo w ogóle nie promować, dać sobie spokój. I to jest mój wkład – zaznaczam – w dyskusję na temat promocji Wschowy. Albo seks/pieniądze/zdrowy tryb życia albo podróżnicy.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)