Do Polski przyjechała Elisabeth Roudinesco. Przyjechała z Francji na zaproszenie lacanistów. Że w Polsce są lacaniści, to wiem, ale o Roudinesco już nie. To zresztą nieważne, bo do Polski co chwilę pewnie przyjeżdża ktoś, o kim zdarza mi się pierwszy raz słyszeć i jak każdy zdrowy obywatel tego kraju nie mam z tym żadnego problemu. Znaczy z niewiedzą, bo chociaż im więcej człowiek wie, tym więcej cierpi, to jednak gdyby wiedział wszystko, pewnie rozpadłby się na takie drobne kawałki, które z kolei później ciężko by było posklejać, pozbierać, poskładać. Bo taki kawałek, to mógłby wpaść np. komuś do gardła, gdyby ten ktoś np. ziewał. I potem to wiadomo, że mógłby taki kawałek połknąć i szukaj wiatru w polu jak to mówią ludzie pod każdą szerokością geograficzną. Nawet we Wschowie tak mówią. Dlatego nikt wszystkiego nie wie, bo skutki byłyby opłakane.
Ale to tak na marginesie, bo nie o tym będzie (chociaż o tym też).
Będzie o tym, że Elisabeth Roudinesco nie przyjechała do Wschowy. A mogła przecież przyjechać. To nic, że nie wie, gdzie Wschowa. Nie wie czym mieszkańcy Wschowy na co dzień żyją, o czym rozmawiają, ile przeciętnie zarabiają itp.
Mam o to pretensje do burmistrza, ze Elisabeth nie zaprosił. Do starosty, że nie wystosował odpowiedniego pisma, najpierw do lacanistów, a potem do niej, do Roudinesco. Zły jestem na dyrektora CKiR, że nie wykorzystał znajomości wśród znajomych lacanistów, a jeżeli nie miał do tej pory takich znajomych, to że nie postarał się, żeby tych znajomych zdobyć np na facebooku czy NK (gdzie dyrektorowi wygodniej) i wtedy przez nich, różnymi kanałami do Wschowy ściągnąć. No chyba mozna by, prawda? Przecież facebook dzisiaj czy NK to bułka z masłem.
Cholera mnie bierze jak pomyślę, że radni o Roudinesco milczeli na ostatniej sesji tak rady miejskiej jak i rady powiatowej. Że pisma jakiegoś nie wystosowali, orędzia, oświadczenia. Jakby się wszyscy zmówili. Przeżywali jakąś depresję albo coś gorszego.
Potem tak, bezkresu – milczy. Frakcja – milczy. SOS – milczy. ZW – milczą. Elka, helka, panorama – ani słowa.
No to, kurde, to jest straszne. To jest hańba. Chyba porozmawiam o tym z kimś, bo tak dalej być nie może. Można by ściągnąć do Wschowy Elisabeth Roudinesco, a nikt tego nie zrobił. A można by porozmawiać o sprawach ogólnych i w ogóle, a tak, to dupa, nie ma o czym gadać, pisać nie ma o czym. Można jedynie w depresję popaść. Co za koszmar. Do widzenia (i tutaj słychać jak otwierają się nienaoliwione drzwi i z hukiem zamykają i to jest huk taki donośny, że jakby kto się nie spodziewał, to się nawet wystraszyć może, albo chociaż podskoczy lub wzdrygnie, no chyba, że jest głuchy, ale jak jest głuchy, to niech idzie do laryngologa).
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)