Proponowano nam koalicję. Nie chcieliśmy być ani opozycją, ani w koalicji – mówił Zbigniew Kosiński dla Radia Zachód, tuż po konferencji prasowej Miłosza Czopka. Krzysztof Grabka z kolei w dzisiejszych rozmowach Elki szuka koalicjantów: polityka nie znosi próżni, skuteczną i efektywną pracę w samorządzie gwarantuje stabilna większość w radzie. Poza tym Grabka chce mieć wpływ na społeczność lokalną, tzn. chce mieć po swojej stronie i dla swoich decyzji poparcie społeczne. I to nie byle jakie. Zdecydowane. Silne. Niemal bezwarunkowe.
Dla jednych (SOS) i drugich (Razem w przyszłość) sytuacja jest dość trudna, ale trudność każdej z tych grup zasadza się na zgoła odmiennych przesłankach.
Jedni nie mają zdolności koalicyjnych – w rezultacie po kilku błędnych decyzjach i niekonsekwencji stracili możliwość współrządzenia, utracili wewnętrzną dynamikę, chcieliby zjeść ciastko i mieć ciastko i chociaż jest to ponoć możliwe, to jednak wydają się zbyt nieokrzesani politycznie, żeby dokonać niemożliwego. Bo uprawianie polityki, to nie opowieść o herosach, Styksie i sennych marzeniach, tylko umiejętność prowadzenia zakulisowej, ale pragmatycznej gry, której celem w konsekwencji jest wyborca, mieszkaniec gminy Wschowa.
Drudzy za wszelką cenę poszukują koalicji – posiadają większość w radzie, chcą mieć zdecydowaną większość. Można by oczywiście pójść dalej i uznać, że tej grupie nigdy poparcia dość. Możliwe, że poprzestaną dopiero wtedy, kiedy 100 procent radnych, mieszkańców Wschowy, wreszcie cała gmina uzna ich wybory i decyzje za jedyne słuszne. Ale ten sposób myślenia, chociaż może i atrakcyjny i niosący pewne interpretacyjne, ciekawe możliwości, prowadzi na manowce.
Burmistrzowi nie zależy na poparciu wszystkich. Wystarczy mu gwarancja stabilności. Stąd gorączkowe poszukiwanie koalicjanta. Wybór koalicjantów się zawęża. Pozostały jeszcze lub tylko dwa środowiska. Albo Zwyczajni razem, albo Porozumienie dla rozwoju. Tak jedni jak i drudzy wiedzą co w polityce piszczy. Naturszczykami nie są. Więc gdyby któreś z nich wyraziło zgodę, będą w koalicji na śmierć i życie. Inne pokolenie, inne doświadczenie – więcej politycznego pragmatyzmu, mniej mrzonek.
Problem polega na tym, że koalicja ze Zwyczajnymi już raz zakończyła się fiaskiem dla koalicjanta. Dla Zdzisława Mazura tak w I jak i II turze wyborów na burmistrza Zwyczajni okazali się gwoździem do trumny. Koalicja z nimi niesie więc ryzyko. Podjęcie tego ryzyka przez ugrupowanie burmistrza może świadczyć o tym, że niepewność co do stabilności w radzie jest wynikiem pogłębiających się różnic w samym ugrupowaniu. Radni przestają być przewidywalni, kierują się emocjami, nie zgadzają się na rolę maszynek do głosowania. Kilku takich sytuacji byliśmy już świadkami. Jeżeli tak jest, to w przypadku wspólnego frontu ze Zwyczajnymi rozkład w samym środowisku burmistrza i wśród wyborców może się pogłębiać. Polityka nie znosi próżni – wyborcy za to nie przepadają za Zwyczajnymi.
Co mogłoby stanowić alternatywę dla tego aliansu. Paradoksalnie nic. Właśnie dlatego, że polityka lubi aktywność a kiedy jedynym w niej aktywnym graczem wydaje się Krzysztof Grabka, a inni uprawiają polityczną Arkadię lub na drugim biegunie anarchię -karty rozdaje jeden człowiek. Nie dlatego, że gracz wydaje się wyjątkowo silny, po prostu dzisiaj nikomu nie spieszy się do tego, żeby zasiąść do stołu. Bo żeby zasiąść, trzeba by zdecydować się na wysiłek. A komu się chce taki wysiłek podejmować? Pozytywizm jest w pogardzie, chciałoby się szybko i prostymi środkami. Najlepiej na pół roku przed wyborami powstać z martwych i lud za sobą pociągnąć. Jak pokazuje doświadczenie, nieżywi i tak poprowadzą na cmentarz. Szkoda czasu, emocji i rozbudzanych nadziei. Lepiej poczytać o Mironie Białoszewskim.
ps. O innych możliwych aliansach innym razem. O marazmie opozycji też innym razem. O straconym pokoleniu, co to wierzy, że wystarczy podkładać bomby domowej roboty też innym razem. I w ogóle, to następny wpis wokół Mirona Białoszewskiego planuję.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)