Oburzeni we Wschowie kłamią

W sobotnio-niedzielnej Wyborczej krótki wywiad z prof. Ewą Nawrocką z Uniwersytetu Gdańskiego, gdzie szefuje Katedrze Teorii Literatury i Krytyki Artystycznej. Nawrocka zasłynęła w połowie kwietnia podczas konferencji na UG. Rozmawiano wokół ,,Wściekłości i oburzenia. Obrazu rewolty w kulturze współczesnej”. Zabrała głos na temat edukacji, tym razem uniwersyteckiej, po części i przeduniwersyteckiej, krytykując językiem bądź co bądź naukowym, więc wyciszonym, jakość nauczania, miałkość pracowników naukowych, studentów, miałkość systemu, którego funkcjonalność przelicza się na złotówki itd., itp.

Wysłuchałem tego przemówienia, podejrzewając, że temat konferencji zobowiązuje i język pani profesor przekroczy zdroworozsądkowe mury uniwersytetu i jest w stanie rozpalić ogień w słuchaczach. Że jest miałko, byle jak, nieatrakcyjnie, to przecież ja wiem, pan wie i pani też. W scenie z filmu Stone’a The Doors, na plaży w Venice rozmawiano o tym, że musi płynąć ulicami krew a bez wielkich, monumentalnych kopulacji również na ulicach, rewolucji żadnej nie będzie. Innymi słowy – mówiąc potocznie – albo jest coś w powietrzu i czuje się zapowiedź zmian, albo jest się tylko wołającym na puszczy, który być może i mówi rozsądnie i domaga się właściwego, ale ani słuchacze nie są jeszcze gotowi na wysiłek, a i rola wołającego nie ma innego znaczenia jak tylko powtarzać jak mantrę: jest źle, będzie gorzej.

Ale nie o tym ten tekst. Analizują wypowiedź prof. Nawrockiej lepiej ode mnie przygotowani do debaty o polskim szkolnictwie. Jeżeli miałoby coś z tego wyniknąć, to przecież nikt się nie obrazi. Lepiej, żeby coś wynikło, niż żeby pani prof. miała się narazić kilku swoim znajomym za kontrolowane wolnomyślicielstwo. Zresztą niech każdy, czy to w Gdańsku, czy we Wschowie mówi, co chce i robi co chce – jak po drodze komuś uda się wywołać jakąś małą burzę – tym lepiej. Dla nas, dla nich, dla wszystkich.

Oburzenie Nawrockiej jest wyważone, skrojone do wieku i pozycji profesorki. Pewien niemiecki filozof w swojej aforystycznej twórczości twierdził, że nikt tak nie kłamie jak człowiek oburzony. Rozszarpywanie społeczeństwa, siebie, boga, kogokolwiek w takiej formie jest mało przekonujące, prawdę mówiąc zwykłe i w sumie obojętne. Przypominam sobie tę wypowiedź, myśląc również o oburzeniu wschowskim, wynikającym z powołania nowego wiceburmistrza na stanowisko. To dwie różne sprawy, ale oburzenie to samo.

Niemiecki filozof-aforysta radził nasłuchiwać głosu, który i owszem rozszarpuje i człowieka i system i cokolwiek, ale czyni to bez oburzenia i wtedy, kiedy mówi się po prostu o człowieku źle, w sposób nawet niewinny i bez goryczy, tam należałoby skierować uszy i nasłuchiwać. I tam chyba dostrzegłbym zalążki rewolucji, przyszłych zmian. We Wschowie oburzeni kłamią – powiedziałby wspomniany aforysta, a że aforystę lubię, to podpisuję się pod tym.

Natomiast treść aforyzmu rozwikła się na pewno sama.A gdyby nie, to przy następnym wpisie się rozwikła lub rozsupła.

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz