Gdyby na podstawie najczęściej komentowanych tekstów na portalu zw.pl ustalić tematyczne watki, które budzą najwięcej emocji, to niewątpliwie edukacja jest bezkonkurencyjna. Ani polityka, ani sport, ani kultura nie gromadzą przed klawiaturami tylu komentatorów. Wystarczy, żeby tylko zlikwidować szkołę lub zmienić dyrektora w SP1 – a można spodziewać się komentarzy w ciemno.
W gminie rzadko się pikietuje, żeby ludzi zwołać, to albo trzeba im zapewnić niezobowiązującą rozrywkę, połączoną z dobrze zaopatrzonym bufetem, albo… no właśnie albo trzeba narazić się ludziom, związanym z edukacją.
Kiedyś nauczyciele należeli do grupy społecznej, która w takich małych społecznościach jak Wschowa stanowiła trzon inteligencji. Kiedy zabierali głos w sprawach publicznych, liczono się z nim. Dzisiaj oficjalnie nauczyciele nie wypowiadają się na żaden temat. Poza budynkami szkół są nieaktywni. Czy Dom Kultury ma coś do zaoferowania, czy też nie – milczą. Czy zamyka się sąd, czy go otwiera – milczą. Czy wymienia się wiceburmistrzów, czy też nie – nauczyciele milczą. Niegdysiejsza inteligencja zakleiła sobie usta. Pewnie takie mamy czasy – lepiej jest milczeć niż mówić, w końcu mowa jest tylko srebrem, a milczenie złotem.
Kiedy jednak rzecz dotyczy ich bezpośrednio, wtedy zabierają głos. List otwarty nauczycieli SP1 jest tego oczywiście ostatnim, namacalnym dowodem. Skrzykują się, zwołują – będę bronić, pikietować, może nawet zdemolują jakiś sklep i podpalą dla przykładu wieżę kościelną. Kto wie. Zazdroszczę nauczycielom, rodzicom i uczniom tego nietuzinkowego poczucia wspólnoty. Nie ma innej wspólnoty jak wspólnota edukacyjna. I nie mówię teraz o konkretnym przypadku, w którym nauczyciele wystosowali list otwarty, bo dostrzegam w nim wartość. Jest coś, co może tę duszną atmosferę miasta obudzić. Szkoda rzecz jasna, ze tylko w tym temacie, ale na bezrybiu i rak ryba.
Gdybym jednak dzisiaj był uczniem, to z aktywności nauczycieli dowiedziałbym się, że w życiu trzeba być zachowawczym. Zabierać głos tylko wtedy, kiedy ktoś naruszy nasz spokój. W inne sprawy publiczne się nie angażować, nie wypowiadać. Liczy się tylko nasz interes, a interesy innych, interesy wspólnoty, interesy gminy choćby nie wiem jak gorące, wymagające komentarza, pozostawiać innym.
Rozumiem ten egoizm. Ostatecznie środowisko, związane z edukacją, może funkcjonować jak typowy mężczyzna, który potrafi skupić się tylko na jednym zadaniu. Nie ma podzielności uwagi. Ot, taka ułomność – można to ostatecznie zrozumieć. Mało to edukacyjne, ale na pewno skuteczne. Dlatego kibicuję nauczycielom, ale życzę im jednocześnie mentalnej korekty płci – z męskiej na żeńską.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)