Nie widziałem Ukrainy ze Szwecją, a na meczu Anglia-Francja zdrzemnąłem się. System polega na tym, że człowiek drzemie, ale gdy wpada piłka do bramki, to się przebudza. I albo jest to dla niego impuls i w rezultacie ożywienie, albo tylko chwilowe przebudzenie. Tak jest czasami i w życiu – egzystuje się w pół śnie, uzależniając własną aktywność od wydarzeń, które dzieją się poza tobą. Czeka się na jakiś bodziec z zewnątrz. Jak nie nastąpi, to w rezultacie się marnieje, tetryczeje i gnuśnieje. I na końcu umiera się, nie wiedząc nawet, że księżyc jest falliczny, a Ulica wrocławskiego poety erotykiem (patrz poprzedni wpis).
Ale nie o tym.
Otóż Zbigniew Boniek, który na co dzień mieszka we Włoszech mówi mniej więcej tak: ale skąd ten brak wiary przed meczem z Rosjanami? Polacy zagrają z sercem – będzie dobrze. Bez serca – będzie źle.
Czytam i słucham opinii polskich wytrawnych znawców futbolu – zdaje się, że nikt by nie postawił na polską reprezentację poza Bońkiem. No chyba, że grałaby z Andorą, ale jak wszyscy wiemy, Andora akurat w naszej grupie nie gra. Mało tego – Andora w tych mistrzostwach w ogóle nie gra w żadnej grupie. Więc nawet jak zagramy w ćwierćfinale, to na pewno nie trafimy na Andorę. Nie wiem jak się z tym czuje Andora, wiem natomiast jak się z tym czuje Zbigniew Boniek – nie ważne z kim gramy, ważne, żeby wyjść na boisko z wiarą w zwycięstwo i zostawić serce, płuca, a nawet i głowę na zielonej murawie.
Nie mam pod ręką żadnych naukowych dowodów, że optymizm w sporcie więcej dobrego przynosi niż pesymizm. Są takie dziedziny życia, w których pesymizm się sprawdza, przynosi jakąś wartość – w literaturze, muzyce, malarstwie, filozofii, itd. Ale w sporcie? W atmosferze wokół wydarzeń sportowych? No, raczej wszystko się sprawdza, byle nie kryło się za tym jakieś smętne święto pesymistów.
Więc przed meczem z Rosją, jestem zdania, że Polska reprezentacja mecz wygra. Myślę, że będzie walecznie, ciężko, ale ostatecznie mecz zakończy się wynikiem 3:2, ewentualnie (wersja mniej dramatyczna) – 2:1.
I jeszcze jedno – przed meczem dziennikarze zw, wyjdą na miasto i zapytają o typy mieszkańców Wschowy. I dopiero wtedy – tak myślę – natura Wschowy wyjdzie na jaw. Albo jesteśmy z Bońka, albo nie. Jeżeli to pierwsze, to wszystko jest możliwe (we wschowskiej polityce, gospodarce, kulturze itd.), jeżeli nie, to rację miał Andrzej Bursa.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)