Nie ma we Wschowie tradycji takiej wokalnej, a chwilami wokalno-instrumentalnej, jaką mogą poszczycić się np. wszyscy kibice piłki nożnej, kibicujący od lat polskiej reprezentacji. Śpiewają sobie: nic się nie stało, Polacy nic się nie stało i wtedy te zawiedzione nadzieje, nadmuchane emocje ulatniają się jak przysłowiowy cukier w herbacie.
Wiadomo przecież i to nie od dzisiaj, że nie sposób wszystkich zachwycić i przekonać. Tym bardziej we Wschowie. W ostatnim czasie co chwilę jakaś grupa zawiedzionych daje wyraz niezadowolenia. I gdyby to jeszcze tylko internauci byli (daj Bóg), to można by to jakoś wytłumaczyć, ale nie, ludzie albo pikietują, albo listy piszą, albo – jak mi się ostatnio zdarza – w prywatnych rozmowach swoje niezadowolenie wyrażają.
Tym razem Dni Wschowy są pod ostrzałem. Pytam czasami w prywatnych rozmowach: ale kiedy Dni Wschowy stały na wysokim poziomie? Wtedy słyszę: był T. Love albo ostatnio zespół z Litwy, a teraz? – tak mnie pytają, nie to, żebym ja sam siebie pytał – teraz nie ma nic.
A Hania Stach, pytam? No to mi mówią: a kto to jest Hania Stach? No i rozmawiaj z takimi. Albo T. Love, albo Litwa i dalej pożoga. No i – myślę – trudno. Każdy jest jakimś wybrykiem – wszystkich nie przekonasz.
Tylko, że jak uczą Mistrzostwa Europy nie chodzi o to, żeby kogoś przekonać ile być może należałoby wyszkolić armię niezłych wokalnie mężczyzn i kobiet, którzy za każdym razem, kiedy odezwą się głosy oburzenia oraz w miejscach zapalnych, śpiewaliby radosną i optymistyczną pieśń: nic się nie stało, mieszkańcy Wschowy, nic się nie stało, itd., itp.
I wtedy – tak to obserwuję po przegranej z Czechami – człowiek zaczyna się zastanawiać, drapać po głowie, no bo jak nic się nie stało, to nie ma tematu, a jeżeli jednak ktoś uparty, powtarzałby, że Zjednoczony Ursynów, że gorzej już być nie może, że kiedyś T. Love, a rok później Litwa, a dzisiaj to marność nad marnościami, wtedy trzeba murem stanąć i śpiewać: nic się nie stało, mieszkańcy Wschowy, nic się nie stało. I nie ma lepszego public relations. Bo piosenka łagodzi obyczaje, a dostęp do internetu odwrotnie.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)