Konkretne przeżycia budują bloga – tak miał powiedzieć Ash do Jana Sowy w 2003 roku.
Nie wiedziałem wtedy, że Ash rozmawia z Sową, a Piotr Marecki jako jedyny w Polsce w tamtym czasie, zbiera się do wydania ambitnego zbioru tekstów, poświęconych spostrzeżeniom na temat wpisów, zamieszczanych w sieci. Projekt nosił nazwę liternet.pl. Były to obserwacje z natury teoretyczno-językoznawczo-socjologiczno-literaturoznawcze i pewnie jeszcze jakieś.
Podobnie jak jeszcze kilka miesięcy temu nie wiedziałem, że w Norwegii grasuje niejaki Moddi i wyśpiewuje w piosence Smoke mniej więcej taki tekst: Hey love, stay the fuck out of my home/I’ve told you a thousand times/Cause my brain tells me you’re dangerous, and my belly says/you’re just too hard to find (a że lubię wracać do tego utworu, to pod artykułem całość rzecz jasna się zaprezentuje).
Więc, jak mawiają – od dawna zresztą – socjolodzy i filozofowie i antropolodzy i inni też – skoro tyle się na świecie dzieje, to nie może dziwić, że wiele spraw nas omija szerokim łukiem, a przez to omijanie nas niestety krzywdzi. Bo czegoś nam przez to ubywa, a jak tak ubywa, to z czasem człowiek znika, bo coraz mniej rozumie, odbiera świat archaicznie, przez co z kolei wynaturza się, szuka, ale nie znajduje i na koniec teleportuje się. Znajduje się na zewnątrz. Nie ma go. Chociaż niby jest, niby coś rozumie, kojarzy. Ale prawda jest taka – że raczej nie. Staje się obcy i świat też raczej wydaje mu się inny, bo już nie tylko, że nie nadąża, to jeszcze nikt szczególnie się tym nie martwi. Bo przecież gdyby dzisiaj ktoś pisał pod wpływem, to jedno z błogosławieństw przybrałoby na pewno taką formę – błogosławieni ci, którzy nadążają, albowiem przed nimi świat nie ma tajemnic.
Ale czemu ma służyć ten przydługawy wstęp? Ano krótkiej informacji – wschowska blogosfera zyskała kilku nowych autorów. Z tego, co rozumiem – dwóch. Może się wydawać – i widać to np. w oficjalnym stanowisku CKiR – że internetowa, wschowska przestrzeń została zdominowana przez dosłownie trzy podmioty, może cztery. A tutaj proszę państwa rzecz ma się inaczej – jest nas coraz więcej, przez co robi się ciekawiej, obszerniej, nie tak duszno, chociaż – jeżeli dobrze interpretuję – wszyscy mniej więcej ubieramy się u Prady.
Polecam szczególnie aktywność nowej blogerki – http://bbabinicz.blogspot.com/ (tutaj uwaga do CKiR – chłopy i/lub chłopie, nie czytajcie/nie czytaj bo będziecie/będziesz musieli/musiał zedytować Wasz/Twój oficjalny komunikat, a po co edytować, prawda? Jeszcze przez przypadek wyrzucicie serdeczne pozdrowienia dla RN). Blog przyjął szczególną nazwę, bo – Jestem w nastroju, co z kolei budzi jednoznaczne skojarzenie z nastrojem nieprzysiadalnym, co z kolei znowu przywołuje piosenkę/wiersz Marcina Świetlickiego, a jeżeli tak, to zdaje się, ze autorka raczej z mojego pokolenia. Ale blog na pewno wyróżnia się taką wewnętrznie dynamiczną i zarazem odświeżającą treścią tekstów. Innymi słowy blog nie jest jednoznacznie nihilistyczny lub/i anarchistyczny.
W tym natomiast miejscu – http://haikuogownie.blogspot.com/ – pewien zuchwały, lokalny bloger uprawia haiku. Ma ta twórczość wiele wspólnego z czeskim poetą Egonem Bondy, który był genialnym przedstawicielem nurtu zwanego fekalizmem, o którym to zresztą krytycy czescy pisali, cytuję: ,,w tekstach dojrzeć można naturalną reakcję zdrowego rozumu na obowiązkowe nauczanie w szkole oficjalnej…”. Blog nosi nazwę: Haiku o gównie.
I tyle o lokalnej blogosferze. Jest jeszcze liczna rzesza blogerów, która nie zajmuje się lokalnymi sprawami, za to z lubością interesuje się sobą, ale o tym jak zdrowie da innym razem i chyba nie w tym miejscu.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)