Na pytanie Mateo na blogu FW, co R.K. robi w zw, odpowiadam…

R.K. pracuje (mówimy tutaj o komentarzu do tego wpisu: http://owoc2010.wordpress.com/2012/07/09/spektrum/#comments ). Bo niby co innego miałbym w zw robić? I właściwie na tym mógłbym poprzestać i zakończyć swój radosny wpis. Nie będę tłumaczył spraw oczywistych – każdy gdzieś pracuje (no chyba, że akurat jest bez pracy). Ale rozumiem, że nie tyle o moją pracę w zw mateo się troszczy, ile o to czy mogę spojrzeć w lustro, ba!, czy aby w ogóle mam lustro w domu. A jeżeli mam, to czy czasami nie jest tak, że jak tak spojrzę w to swoje odbicie, to czy nie dostaję szału bachicznego i lustro traktuję po macoszemu, rozbijając to co widzę w mak. A jeżeli tak, to – tutaj sobie pofolguję – ile miesięcznie wydaję na lustra. I chyba, rzecz ujmując poważnie, tutaj troska Mateo się wyczerpuje. Troska Mateo i innych bystrych komentatorów lokalnego życia. Komentatorów i obserwatorów.

Kluczem jakim próbuje się w ostatnim okresie otworzyć zw i rozejrzeć po nim jest mało wyszukany wariant polityczny, zawężony jedynie do kilku spraw, którymi zajmują się lokalni urzędnicy we Wschowie. Gdyby kiedykolwiek zw w ten sposób się definiowało, uwagi byłyby uprawnione. Gdyby zw zajmowało się tylko i wyłącznie lokalną polityką i to tylko w wydaniu wschowskim, można by pewnie kilka spraw wytknąć. Na moje szczęście i szczęście portalu, zajmujemy się sprawami, które w żaden sposób nie ograniczają się do Wschowy i do dwóch czy trzech osób, zarządzających nią. Od tego być może jest Frakcja Wyrzutowa, czasami bezkresu.pl – każdy w tym wąskim gardle spraw lokalnych znajduje sobie przestrzeń i się nią nieustannie delektuje. Napisałbym brandzluje – ale to nieładnie tak pisać. Więc nie brandzluje, a delektuje. I na zdrowie.

I teraz tak – co ja robię w zw? Czuję, że odpowiedź nie będzie prosta. Ale z drugiej strony, kiedy już bystry komentator wywołuje mnie do tablicy, to chociaż z reguły, macham na takie zaczepki ręką, to jednak myślę, że od czasu do czasu warto odpowiadać na tego rodzaju anonimowe uwagi. Nie zawsze, ale czasami warto. Dać się ponieść publicystycznej ripoście. Ale żeby tego dokonać, muszę kilka spraw wytłumaczyć, wyznaczyć jakieś zdroworozsądkowe granice tej odpowiedzi.

Bezkresu

Kiedyś, ale to już odległa historia, zakładając portal bezkresu i zapraszając do niego ludzi z różnych stron obywatelsko-publicystyczno-biznesowych, miałem ambicje wprowadzić do publicznej, lokalnej dyskusji, taki język, który najogólniej rzecz ujmując, sprowadza się do zwrotu patrz szerzej, szukaj dalej, nie zatrzymuj się, zgłębiaj itd., itp.

Ciekawa, ambitna publicystyka w mojej ocenie, to z jednej strony nieustanne dokształcanie się, czytanie, próba zrozumienia świata, szukania nowych narzędzi wypowiedzi, które jeszcze lepiej, dokładniej, wytłumaczą to, co nas tutaj w lokalnej rzeczywistości otacza. I w rezultacie opisywanie tego. Są tacy publicyści w tym kraju. Tak widzę np. Jacka Żakowskiego – no ale bez nazwisk, bo jak znam życie, podawanie nazwisk sprawi, że lokalny, bystry czytelnik wrzuci autora do jakiegoś worka z jakąś tam etykietą. Więc, pomijając Żakowskiego, widziałem portal bezkresu jako miejsce, w którym redakcja nabiera doświadczenia intelektualno-publicystycznego i wszystkim wychodzi to na dobre. Redakcji, czytelnikom, a nawet wesołej gawiedzi.

Dlatego – i tutaj pierwsza uwaga do wnikliwego komentarza Mateo na blogu Frakcji Wyrzutowej – mój prywatny ogląd na życie jakiegokolwiek portalu i ewentualnej mojej w nim roli nie zmienił się od czasu, kiedy pisałem na rzecz Fabryki Kultury. Kiedy więc konfrontuję się z uwagami typu: jak R.K. Może spojrzeć w lustro, bo rzekomo ciężko pracuje na sukces wschowskiej władzy oraz promuje Zjednoczony Ursynów, to – mam nadzieję, że to jest jasne – merytorycznie w ogóle nie pojawia się taki komentarz na mojej orbicie. Nie wiem z czym tutaj polemizować. Od czego zacząć. Zbyt infantylne, zbyt jednoznaczne i proste. Komentarz przestaje być wyzwaniem, intelektualną rozrywką, a jedynie fobią komentatora, który chciałby, najlepiej anonimowo, swoim kurczowym trzymaniem się jakiejś ciasnej i wrogiej przez to wizji świata, wymachiwać na każdym rogu swoją ignorancją. Nie mówię, że tak nie można. Można. Dlaczego by nie. Co nie znaczy, że miałbym paść na kolana i rączki całować. No niestety, nie mam w zwyczaju.

Ok, ale idźmy dalej. Portal bezkresu nie rozwinął się rzecz jasna w tym kierunku, w którym miałem nadzieje, że się rozwinie. Aczkolwiek do dzisiaj uważam, że w tym początkowym etapie nie było takiego projektu z takim potencjałem w całym regionie. Dzisiaj to już jest zupełnie inny portal, doraźnie reagujący na jakieś wydarzenia. Opisujący, ale niczego nie kreujący. Takich miejsc we Wschowie jest kilka i każdy ten swój ogródek pielęgnuje jak umie najlepiej. Aczkolwiek bezkresu, to wciąż miejsce, posiadające największy potencjał spośród obywatelskich portali/blogów.

zw

Moje przejście do zw, to już zupełnie inna historia. Nie jest to mój projekt, ani mój pomysł. Przyszedłem w miejsce, które wyznaczyło sobie jakiś cel i/lub cele. Wyznaczyło kierunek, a moje zadanie polegało na jak najlepszej realizacji tych celów.

Oczywiście można wysnuć i taki wniosek, że pierwszym i nadrzędnym celem zw jest zbrojna pomoc wschowskiej władzy. Gdyby tak było, to rzeczywiście byłaby to marna jakość. Szkoda w ogóle byłoby powoływać ten portal do życia. Szkoda pracy dziennikarzy, właścicieli portalu, czytelników itd.

Owszem portal nie funkcjonuje w próżni, każde potknięcie, usunięcie lub ominięcie wymaga komentarza a nawet pewnie bezpardonowej krytyki. Być może kiedyś cały ten wschowski tygielek medialno-polityczno-biznesowy na tyle dojrzeje, że będzie potrafił nie tylko chować głowę w piasek, ale sensownie tłumaczyć swoje decyzje. Ale do wszystkiego się dojrzewa. Również do tego, by przyznawać się do swoich błędów, niepotrzebnych reakcji, gestów. Można dojrzeć, ale niekoniecznie wszystkim się to udaje. Więc czas pokaże. Zw to wciąż bardzo młody, medialny projekt i myślę, że najlepsze czasy ma jeszcze przed sobą.

A moja w nim rola?

Nie będę tego wykładał, bo zajmie mi to następne kilka stron, ale że ostatnio na fali był Zjednoczony Ursynów, to krótka historia z nim związana. Krótka historia z życia przemiłych dziennikarzy, pracujących na sukces portalu zw.

Otóż jak wiadomo każdemu atmosfera wokół koncertu z dnia na dzień zagęszczała się. Do tego stopnia, że dyrektor CKiR postanowił opuścić bombardowany pokład statku i wyruszyć tajemniczą szalupą na mniej lub bardziej zasłużony odpoczynek. Atmosfera z tego powodu nie zelżała, przeciwnie, wydawało się, że jest coraz goręcej. Jako, że skład redakcji zw jest radośnie pluralistyczny, to mamy w swoim gronie dziennikarza, który spogląda na ZU z zupełnie innej flanki.

Kiedy pracowaliśmy nad ostatnim numerem gazety, naturalnym wydawało mi się, namówić Michała do napisania komentarza, który rzecz ujmie w innym świetle. ZU to nie moja bajka. Ich koncert ostatecznie okazał się żenującym wydarzeniem tak artystycznie jak i frekwencyjnie. Ale poza tymi dość ważnymi szczegółami istnieje dla mnie przestrzeń do dyskusji, której ani nie potrafił podjąć nikt z osób, które zaprosiły ZU do Wschowy, a i sam ZU na swoim profilu FB, co rzeczowo wykazała Frakcja Wyrzutowa, kompromitował się skandalicznymi wpisami, które modyfikował lub usuwał.

Wracając do komentarza Michała w gazecie – wartością dla mnie jest dyskusja, umiejętność brania odpowiedzialności za swoje decyzje, wyrażanie tej odpowiedzialności, a we współczesnej medialno-lokalnej rzeczywistości, umiejętność odpierania medialnych, portalowo/blogerskich ataków (słusznych lub nie).

Michał jest chyba jedyną osobą z tzw. konserwatywnego środowiska, który potrafi stanąć po stronie wartości, które wyznaje i je wyartykułować. Jedyny do tej pory jakiego znam w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Nie znam zbyt wielu ludzi z tego środowiska, więc może jest ich więcej, na pewno nie należą do nich lokalni urzędnicy, sprawujący najważniejsze stanowiska. Ich konserwatyzm z kolei jest ukryty i albo nie rozumieją tego, co reprezentują, albo brakuje im ikry – po prostu. Więc kiedy nadarzyła się okazja, to wydawało mi się to oczywiste, że Michał zabierze głos w tej sprawie. Bo – i taka jest między innymi moja rola w zw – zależy mi na pluralizmie, wielości poglądów, spojrzeń, które będą się nieustannie ścierały, ale tylko dzięki temu, moim zdaniem, jest szansa na to, by powstała z lokalnej rzeczywistości jakaś wartość. Jednostronność jest nużąca. Więc Michał komentarz napisał.

puenta

Byłem zaskoczony, że na samym koncercie nie pojawiła się liczna rzesza wschowskich fanów ZU. Gdybym ich zaprosił i nie przyszedł na koncert, pomimo tylu negatywnych opinii, rzeczywiście nie mógłbym spojrzeć sobie w lustro. Być może to są jeszcze tak młodzi ludzie, że wystarczy medialna nagonka, żeby zdmuchnąć ich pewność ze świecznika. Jeżeli tak, to lepiej zająć się organizowaniem wyjazdów na mecze żużlowe i nie zawracać nikomu głowy. W pewien sposób ci, którzy nie przyszli, zdradzili i dyrektora Chałupkę i sam ZU.

A czy pluralizm jest rozumiany w zw, to już zupełnie inna historia, inna też opowieść. I pewnie kiedyś przyjdzie czas, żeby i o tym napisać słów kilka. A dzisiaj na tym koniec. Mam urodziny :) Więc proszę raczej składać mi życzenia i nie złorzeczyć.

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz