Na początku lipca zmarł Tomasz Pułka i zabierałem się dość długo do napisania kilku słów, kiedy nagle (niespodziewanie?) dowiaduję się, że od przedwczoraj do Tomasza Pułki dołączył Tadeusz Kowalik. Bardzo możliwe, że panowie o swoim istnieniu nieszczególnie wiedzieli, gdyby jednak mieszkali w takim małym mieście jak Wschowa, to wiedzieliby wszystko o sobie, ale byliby już innymi osobami. I gdyby zastanowić się, którą opcję by wybrali – małomiasteczkowe wszędobylstwo czy status zdolnego poety młodego pokolenia (w przypadku Pułki) czy też wybitnego ekonomisty (w przypadku Kowalika), myślę, że wybraliby to drugie.
A ty, czytelniku, co byś wybrał? Co cię kręci?
Tak więc pierwsza nauka płynie z tego taka – pomimo tego, że we Wschowie wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, to jednak żaden z nich nie jest Pułką ani Kowalikiem.
Przed poetami rzecz jasna należy się chronić. Bo – jak pisał Gombrowicz – Poeci stali się niewolnikami – i moglibyśmy określić poetę, jako istotę która już nie może wypowiadać siebie, gdyż musi wypowiadać Wiersz.
Gombrowicz oczywiście prowokuje, rzuca kamieniem w okno, chowa się za pierwszym, lepszym kurnikiem i wygląda – niemal jak małomiasteczkowy parweniusz – wyniknie co z tego, czy nie. Gombrowicz też nie mieszkał we Wschowie, jasna cholera, dlatego nawet jak już kamień podniósł w wiadomym celu, to był świadom przecież skutków, ale cechowała go też intelektualna gotowość (taka różnica, czytelniku) i dlatego mierzył się z nimi.
A ty czytelniku, jesteś gotowy? Czy też gotowość cię nie kręci?
Więc chociaż Pułka był poetą, to gombrowiczowskie dylematy możemy wyrzucić do kubła na śmieci, bo nie to jest ważne – ale, zaznaczam, w tym tekście – czy kto jest przeciw, czy za, raczej co innego (czytelnik się nie domyśla oczywiście, bo taka jego rola): jak taki Pułka, rzucając jego biografię w realia Wschowy, to jak by on to wszystko przełknął? Ciasteczka, herbatkę i naleśniki z dżemem?
Popularna wśród poetów nieudana próba samobójstwa, mało atrakcyjne przecież leczenie się w szpitalach psychiatrycznych oraz asertywna pochwała (info z kwietnia) dziesięcioletniej aktywności ćpuńskiej, to wszystko jakieś przecież podejrzane być musi, nietrwałe i – jak każe małomiasteczkowa tradycja – ukarane na koniec, a gdyby komu się udało, to najlepiej u samej genezy. Wschowski klaps nadzieją na przyszłość – takie na przykład hasło promocyjne.
A ty, czytelniku, jesteś gotowy na wschowski klaps?
Stąd druga nauka – pomimo tego, że wschowskie klapsy dumnie rozdawane są na lewo i prawo, to przecież można je dawać tylko tutaj i teraz, bo chyba nie ludziom pokroju Tomasza Pułki.
A Tadeusz Kowalik? Ten były członek PZPR? Ten komuch, który był najbardziej znanym ekonomistą, krytykującym model transformacji Leszka Balcerowicza? Ten trzęsący się owoc na drzewie? Który polemizował z Josephem Stiglitzem (a Stiglitz przecież noblista, no chyba oszalał jeden z drugim) – wbrew populistycznym i jałowym obserwacjom – dostrzegał rolę tak rynku jak i państwa, nie wykluczając żadnego z tych elementów, co do dzisiaj w praktyce zarządzania państwem lub samorządem jest nie do pomyślenia. Bo albo oddajemy pokłon wolnemu rynkowi, albo tzw. zdobyczy myśli socjalistycznej, czyli roli państwa. Co taki profesor miałby począć w mentalnie czarno-białej Wschowie? No chyba tylko tyle, że rzuciłby w cholerę ekonomię na takim poziomie, na jakim uprawiał i zająłby się tym, co wychodzi nam najlepiej, czyli wiedzą o wszystkich we wszystkich.
A ty, czytelniku, sprawdziłeś chociaż, czy, to co piszę, bliskie jest prawdy? Czy leniwy jesteś i prawdę masz za nic?
Stąd trzecia i ostatnia nauka – każda droga jest atrakcyjna, nawet małomiasteczkowa, ale koniec jej (tej małomiasteczkowej) nie prowadzi do uniwersalnego kosmosu, a jedynie do Wschowy.
Tako rzeczę ja, RK.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)