Chrystus Król Pateckiego jako próba zerwania z archaicznym podziałem na my-oni

O figurze Chrystusa Króla, który stoi w Świebodzinie mówi się różnie. Albo jest to przykład polskiej zaściankowości, sacropolo, kiczu i braku smaku albo naocznego dowodu na to, że Chrystus jest królem całego świata. Jedni mają za złe, że figura jest zwrócona w kierunku Tesco, inni, że choć monumentalna jak egipskie piramidy, to wtórna, bo przypominająca figurę z Rio de Janeiro. W końcu lubuskie nie będzie mylone z lubelskim – cieszą się co niektórzy – a sam Chrystus Król stanie się ważnym punktem na mapie Europy dla jednych, dla drugich strachem na wróble.

W całym tym przedsięwzięciu ostatnią osobą, o której wspominano przy okazji figury był jej projektant, mieszkaniec wschowskiego powiatu Mirosław Patecki. Z Mirosławem Pateckim miałem okazję rozmawiać w ubiegłą środę w związku z zawaleniem się części zabytkowego dworku, którego jest właścicielem. W którym mieszka i którym się opiekuje wraz z żoną od przeszło 30 lat. Więcej o tym napiszemy na portalu ZW, więc tutaj, na blogu, nie będę się tym zajmował.

Patecki jako twórca/projektant Chrystusa Króla został zaproszony przez Artura Żmijewskiego, redaktora artystycznego Krytyki Politycznej do udziału w 7 edycji Berlin Biennale. Żmijewski był kuratorem tej imprezy, więc zanim do niej doszło jeździł po świecie, ale nie jak do tej pory bywało, żeby spotkać się ze znanymi artystami i zaprosić ich do udziału w Biennale Sztuki Współczesnej. Był wszędzie tam, gdzie na świecie wrzało z powodów politycznych i społecznych i na miejscu pytał tamtejszych artystów o sztukę i politykę. Berlińskie Biennale dzięki temu wypełniło się przez dwa miesiące różnymi, zaangażowanymi społecznie, politycznie i artystycznie grupami, które, najogólniej rzecz mówiąc, próbowały przekonać poprzez swoją aktywność do formy sztuki, która jest aktywna politycznie i społecznie.

Żmijewski przyjechał więc również do Przybyszowa, do Mirosława i Barbary Pateckich i zaproponował im udział w imprezie, gdzie Patecki miał zrekonstruować głowę świebodzińskiego Chrystusa w skali 1:1. Rzeźbiarz propozycję przyjął i dzięki temu od końca kwietnia do początku lipca 2012 brał udział w jednym z ważniejszych berlińskich wydarzeń artystycznych tego roku. Dlaczego Żmijewski zaprosił Pateckiego?

Żmijewski o Biennale mówił, cytuję: Prezentujemy sztukę, która działa, pozostawia ślad w rzeczywistości oraz otwiera przestrzeń, w której można działać politycznie. Te prace tworzą wydarzenia polityczne – niezależnie od tego, czy dotyczą naglących problemów w społeczeństwie czy długoterminowej polityki pamięci.

Nie interesowała go więc sakralna otoczka Chrystusa Króla, ale jej społeczne, polityczne oddziaływanie. Nie polemizował ani z jej smakiem, ani artystycznym kunsztem, ani religijną osnową. Nie ośmieszał i nie mówił o moherowych beretach. Dostrzegał istotną rolę w publicznej przestrzeni tak pokaźnej, sakralnej figury, która poza religijnym punktem odniesienia staje się własnością wszystkich, wierzących i niewierzących. W miejscu, gdzie schodzą się interesy publiczne, religijne oraz świeckie starał się znaleźć miejsce do zadawania pytań.

Z kolei recenzentka niemieckiego tygodnika der Spiegel pisała o Żmijewskim w kontekście głowy Chrystusa: (Żmijewski) Pokazuje powierzchowność art-worldu. I robi to poprzez każde prezentowane na Biennale dzieło, np. głowę Chrystusa polskiego rzeźbiarza Mirosława Pateckiego – pracę która chce być sztuką, a która w tym otoczeniu służyć może tylko za ilustrację absurdalnej i anachronicznej natury sztuki.

Dziennikarka raczej się myli, bo tegoroczne Biennale nie zostało zaprojektowane tak jak dotychczasowe fora sztuki współczesnej. To nie miał być pokaz genialnych dzieł sztuki z nie mniej genialnymi jej twórcami. To nie był też w zamiarze punkt, w którym jedne artystyczne wydarzenia miały wykluczać inne, pokazując jakby chciała recenzentka anachroniczność jednych przedsięwzięć i nowoczesność innych. Przeciwnie – każdy polityczny, artystyczny, społeczny gest podczas tegorocznego Biennale miał autonomicznie budzić pytania i prowokować, a nie jakby chciała tego recenzentka, wyróżniać się lub kompromitować na tle innych.

Ale nie o polemikę z tygodnikiem der Spiegel tutaj idzie, ile o sposób rozmawiania o sprawach, które ze względów czy to religijnych, czy ideologicznych budzą nasze emocje. I nie mam na myśli naszych, czyli ogólnopolskich, ale myślę o lokalnych emocjach, wschowskich, powiatowych. Mirosław Patecki, odtwarzający głowę Chrystusa podczas berlińskiego Biennale jest doskonałym przykładem w jaki sposób można odejść od prostego podziału na my-oni, stwarzając warunki do rozmowy, która pomija konflikt, a stawia inne pytania, prowokuje do przeniesienia dyskusji w inną przestrzeń.

Ale o tym, ze względu na długość artykułu, w następnym wpisie.

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz