1. Jerzy Urban na pytanie czy czasami nie ma pomysłu jak przetrwać kryzys, proponuje, żeby rząd Donalda Tuska wspierał tych Polaków, którym marzy się praca poza granicami kraju. Należy im pomóc w emigracji zarobkowej, żeby potem wracali do ojczyzny i tutaj wydawali pieniądze. Dzięki temu bezrobocie spada, a konsumpcja rośnie (jakieś dwa tygodnie temu w radio TokFm).
Jest to odpowiedź na tyle nośna, że warto ją tutaj we Wschowie eksponować. Powstaje tylko pytanie gdzie wyjechać? Na odpowiedź czeka się dwa tygodnie, po czym znajduje się ją nieoczekiwanie w sobotniej Wyborczej. Bo odpowiedź brzmi: do Williston w stanie Dakota Północna. Zarabia się tam nawet 20 tysięcy dolarów miesięcznie (netto).
2. Williston to 15-tysięczne miasteczko – jedyna rozrywka to dwa kluby nocne i kino. No ale co tam rozrywka. Świat pogrąża się w kryzysie, a tam się wydobywa ropę i wszyscy mają pieniądze. I wszyscy są szczęśliwi. Więc gdyby ktoś pytał o kierunek– to w sobotniej Wyborczej znajdzie odpowiedź.
3. Może być też i tak, że znajdą się tacy, którzy powiedzą: co? 15-tysięczne miasteczko? Takie miasteczko wielkości Wschowy? 20 tysięcy dolarów (netto)? W miesiąc? To ja się pytam, co robi burmistrz? Dlaczego tam mogą, a tutaj nie mogą? Co jest z nami nie tak? To jakieś tam Williston, o którym nikt nic nie słyszał, mogło, się postarało i 20 tysięcy na rękę miesiąc w miesiąc dolarów, a we Wschowie nawet połowy tego nie uraczysz? To ja się pytam po co nam taki burmistrz? Skoro tam można, a tutaj nie.
4. Wtedy ten serdeczny w intencji artykuł zamiast pomóc, może zaszkodzić, wywołać rozruchy, jeżeli nie na ulicach, to przynajmniej na jej wirtualnych chodnikach. I wtedy i wysiłek Urbana , dziennikarza, który z nim wywiad przeprowadził, potem reportaż Wyborczej, wreszcie moja skromna osoba – wszystko to na nic, bo zamiast wyzwolić, to zniewolą, zamiast 20 tysięcy dolarów miesięcznie, tylko skromna, lokalna pensyjka.
5. Dlatego trzeba coś wybrać – albo szukamy rozwiązań, albo ich nie szukamy. Ja znalazłem. I czuję kolokwialnie, że to jest to. Owszem trzeba trochę cierpliwości w tych poszukiwaniach, bo najpierw to radio TokFm (no w Masterze tego nie znajdę, sorry) – trzeba było wysłuchać całej audycji, bo nigdy nie wiadomo, kiedy rozmówca poda na tacy złoty środek. Czyli jakaś godzina w plecy, gdyby na tacy nie podał. Potem człowiek czeka dwa tygodnie, żeby dobrze wybrać miejsce emigracji. No i znajduje. I teraz co z taką wiedzą począć? Podać do publicznej wiadomości? Zatrzymać dla siebie? Nadawać sygnały świetlne z Wieży Ciśnień?
6. I z takimi dylematami bloger codziennie kładzie się spać i się budzi. Spocony cały i blady. I jeszcze taki wewnętrznie rozdarty. Taki romantyk z blogera jest. Albo taki się wydaje innym. I tak na okrągło. 24 godziny na dobę. No łatwo blogerowi w życiu nie jest. To na pewno.
Ps. Jakby co, to proszę mi wysłać kartkę z Williston, jakieś proste dziękuję wpisać albo pozdrawiam lub witam. Tyle blogerowi wystarczy.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)