02. Dlaczego nie czuję się wstrząśnięty po lekturze wstrząsającej rozmowy z Marią Peszek?

Na pierwszej stronie ,,Polityki” Maria Peszek. Nie wiedziałem. Kupując nie wiedziałem. Może to lenistwo albo rodzaj przyzwyczajenia. Pytam w środę o tygodnik w jednym miejscu, w drugim, trzecim – nie ma. A dzisiaj jest. Czy na okładce jest Peszek czy cokolwiek – kupuję. Potem zaglądam do środka i widzę, że jest wywiad. Z Marią Peszek. No i Żakowski prowadzi rozmowę. To mnie właściwie bardziej interesuje. Może gdyby nie Żakowski, to zostawiłbym ten wywiad na sam koniec, na przypadek, na jakiś dodatkowy czas, kiedy już nic nie będzie do czytania. To może wtedy bym zajrzał? Zresztą teraz to i tak jest za późno, bo jestem już po lekturze. Ale jaki dylemat się rysuje – czytać, nie czytać?

@@@

Przy tego rodzaju okazjach najczęściej przypominam sobie fragment któregoś z psalmów. Psalmista pisze, cytuję: Głębina przyzywa głębinę.

@@@

No i pech, bo w przypadku tego wywiadu nic się nie tutaj nie zwołuje. Żadne wspólne pole doświadczeń. Się zapowiada wywiad – Rozmowa z Marią Peszek o tym, jak jest na samym dnie, o braku szczęśliwych Polaków i prawie do wrzeszczenia. Ale żeby tylko tyle. Jak już wszystko przeczytam, to zaglądam na okładkę i dopiero teraz widzę, że już na okładce ostrzegano mnie, że przeczytam wstrząsającą rozmowę z Marią Peszek.

@@@

Zdaję sobie sprawę, że czasami trzeba napisać, że rozmowa jest wstrząsająca, żeby ten, kto weźmie gazetę do ręki, wiedział, że powinien po lekturze być wstrząśnięty. Taki typowy gombrowiczowski swoisty pat. Oczekuje się wstrząsu, a wstrząs nie nadchodzi. Brakuje jeszcze poradnika: jak osiągnąć wstrząśnięcie.
Ale to nie jest właściwie problem. Pal licho – lubię ,,Politykę”, rozumiem, że gazeta musi się sprzedać, a żeby się sprzedać musi przyciągnąć czymś do stoiska z prasą. Wstrząsające rozmowy z gwiazdami muzyki pop (nawet jeżeli jest to ambitny i inteligentny pop) muszą wywołać wstrząs. I ok. Się zdarza. Nawet ,,Polityce”.

@@@

Załamanie nerwowe – bo o tym w rozmowie z Żakowskim opowiada Maria Peszek – samo dno, wszystko było bólem i chaosem, chciałam umrzeć itd., itp., etc., to pewien rodzaj absolutu, ale i nowomowy, bo jednocześnie załamanie nerwowe, depresja, dno, ból i chaos oraz rezygnacja nie jest żadnym odkrywczym przeżyciem. To jest doświadczenie wszystkich. Może nie każdy – jak Peszek – może odreagowywać przez sześć tygodni na hamaku w Bangkoku. Ale to nie zmienia faktu, że doświadczenie jest wspólne. Można to przeżyć, przetrawić i jeżeli ktoś ma potrzebę – twórcy wszelacy zazwyczaj taką potrzebę mają – opowiedzieć o tym. Staje się to ciekawe, jeżeli człowiek znajduje w sobie po wszystkim coś nowego, twórczego, oryginalnego, co w efekcie pozwoli temu doświadczeniu na nowo wybrzmieć. Bo w przeciwnym wypadku szkoda energii i czasu, kiedy inni zrobili to dużo lepiej i ciekawiej.

@@@

No i tak weekend się zaczyna. Niemrawo. Nie dosyć, że ,,Polityka” od środy na stoiskach z prasą, to dopiero w sobotę do niej zaglądam i w ogóle niczego nie podejrzewam. W dodatku przypadkiem słyszę w radiowej Trójce zapowiedź. O 22 kilka nowych piosenek z nowej płyty Marii Peszek. To znaczy początkowo nie słyszę o której, tylko myślę, że już, ale ostatecznie okazuje się, że muszę jakieś 90 minut odczekać. Więc przy okazji odczekuję. No i potem te piosenki w Trójce. I myślę – ok, może Maria Peszek do rozmów się nie nadaje, ale na pewno – bo udowodniła to poprzednimi płytami – jest nietuzinkowa. W piosenkach cały ten ból, chaos, śmierć, rezygnację oraz dno usłyszę. Przeżyję. Nic z tego, ale jestem już na to gotowy. Rozmowa przecież wstrząsająca przygotowała mnie już na wszystko, również na to, że przełomowe piosenki będzie trzeba mi w jakiś przełomowy sposób dostarczać, żebym ten przełom traktował jak przełom.

Dowiaduję się nawet, że ten wywiad z ,,Polityki” bardzo kontrowersyjny albo coś w ten deseń. Że się o nim mówi, omawia, wałkuje, studiuje. Że już nigdy nic takie same nie będzie. No tak musi być widocznie. Skoro samo w sobie nie jest wstrząsające, kontrowersyjne i jednocześnie nowe, odświeżające, to trzeba powtarzać, że właśnie takie jest, bo tylko dzięki temu takim się staje.

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz