Nie ma nic tak odświeżającego dla lokalnej demokracji jak wiele różnych źródeł informacji. Lokalne portale, blogi, strony stowarzyszeń, lokalne wydania gazet – to wszystko przecież dla mieszkańców i dla ich dobra. Jak jedni o czymś nie napiszą, to uczynią to inni. Jak nikt o czymś tam nie napisze, to ludzie sobie w prywatnych rozmowach i tak wszystko omówią, dopowiedzą i nawet wtedy media wydają się zbędne.
Wyrządzanie kuku
Kiedy jednak pisze się lub mówi tylko po to, żeby nie powiedzieć za dużo w dodatku ukrywając się pod szlachetną anonimowością, wtedy można tym wszystkim mieszkańcom, o dobro których się nieprzerwanie dba i na straży ich dobra publicznego czuwa – można im wyrządzić, kolokwialnie rzecz ujmując, kuku, czyli ogłupić, zniewolić, zmanipulować. W jakim celu? Chyba tylko po to, żeby mieć ich po swojej stronie, czyli innymi słowy mieć nad nimi przewagę.
Opisywanie rzeczywistości takiej jaka jest, bez czarno-białych uproszczeń jest wyjątkowo żmudnym i nudnym zajęciem. Pal licho, jeżeli po drugiej stronie monitora zasiada autor, który zdaje sobie sprawę z uproszczeń i świadomie manipuluje czytelnikiem. Wtedy trzeba go traktować nie jak publicystę, ale jak hazardzistę. Ryzyko jest spore, ale gra jest tego warta. Jeżeli nikt mnie nie sprawdzi, będę miał po swojej stornie rozjuszoną gawiedź. Krzyknę jej: zburzmy Bastylię i Bastylia zostanie zburzona. Chyba.
W zastępstwie redaktora naczelnego Naszych Wschowskich Spraw
Dlatego czytając ostatnie wydanie Naszych Wschowskich Spraw uznałem, że warto zaprosić do dyskusji odważnych, ale anonimowych współtwórców gazety Stowarzyszenia Odnowy Samorządu. Skoro świat przez nich opisywany jest prawdziwy, wymaga zdecydowanej korekty. Jeżeli jest fałszywy, wymaga czegoś odwrotnego – korekty redaktora naczelnego NWS. Ale, że redaktor teksty puścił lub nie chciał puścić, ale ze względu na brak innych tekstów musiał jednak się na coś zdecydować, albo nie miał czasu ich przeczytać i odesłać do poprawki, to gratis wyręczę red. Naczelnego NWS. Jeżeli jednak w tym czasie wyjechał na wakacje i nie miał kto go zastąpić, wtedy jako kolega po fachu również pomogę. Mam w sobie tyle empatii, że i owszem. Skoryguję. I jak trzeba podpowiem gdzie pytać, kogo, żeby następnym razem było łatwiej, rzetelniej i nie tak uciążliwie.
GDKiA też dba o PR
Mamy więc w nowych NWS tekst anonima Jerzego Dobra władza i złe media. Tłumaczy się w tym tekście przez trzy kolumny pewien mechanizm, który najogólniej przedstawia się tak: Wszyscy dookoła otoczyli się ludźmi od kreowania wizerunku. Wszyscy bez wyjątku. Jest szef, który płaci i ten, kto ma zadbać o jego wizerunek. Pytania więc nasuwają się Jerzemu samoistnie. Czy aby nie jest tak, że ten kto dba o swój wizerunek nie ma czegoś do ukrycia? Bo skoro nie ma, jest dobrym szefem, burmistrzem, prezesem banku czy też Generalnej Dyrekcji Dróg i Autostrad, to po co mu ktoś od wizerunku? Bo skoro jest ok, to dlaczego wydaje pieniądze na piarowca. Nuże jest tutaj drugie dno. I jest ono oczywiste dla Jerzego. Bo czego to oczekuje taki szef każdej instytucji od człowieka, który dba o jego wizerunek? Oczywiście, że wymaga bezwzględnego posłuszeństwa.
Bezradni radni
Ten długi wstęp potrzebny jest Jerzemu do sprowadzenia wszystkich czytelników na lokalne podwórko. Otóż od dawna radni w powiecie i gminie – pisze Jerzy – domagają się papierów od władz powiatu i gminy na umowy z lokalnymi mediami. A władza nic. Cholera. Nie chce ujawnić. Trudno powiedzieć dlaczego, ale po pierwsze, mówi Jerzy, opozycja w powiecie i gminie nie jest z tej samej parafii, więc ich postulaty nie są wcześniej omawianie. Po prostu każdy z nich zaniepokojony tym, że pewne media lokalne są finansowane przez samorządy domaga się konkretnych danych. Więc coś jest na rzeczy, prawda?
I po drugie: władze tak powiatu jak i gminy w nosie mają swoje ustawowe obowiązki i nie odpowiadają ani pisemnie ani ustnie na interpelacje radnych. Że łamią ustawę o samorządzie tego już anonim Jerzy nie pisze, ale uczynię to za Jerzego – jeżeli rzeczywiście tak jest, że radni nie uzyskują odpowiedzi, to spokojnie jest powód i radni pewnie co sesję z tego korzystają, informując czy to burmistrza czy starostę o tym, że za chwilę za brak odpowiedzi na pytania zostaną przez jednostki nadzorujące gminy i powiaty powiadomieni o istotnym naruszeniu prawa. Jerzy o tym nie napisał, radni też o tym nie mówią – widać jest tutaj jakaś większa zmowa.
Jak to się robi w Chicago
Nie wiem jak to wygląda w gminie. Pewnie ci radni, którzy składali interpelacje, otrzymali odpowiedź pisemnie. Wiem natomiast, bo byłem świadkiem, że na pytania radnych powiatowych odpowiadał co najmniej dwukrotnie na sesji rady powiatowej Starosta Marek Boryczka. Informując z kim powiat ma podpisaną umowę oraz na jakie kwoty opiewają te umowy. Anonim Jerzy, żeby zachować anonimowość nie chodzi na sesje, to nie wie. Więc skoro nie wie, to informuję.
Żeby nie być też gołosłownym, wytłumaczę Jerzemu na czym problem polega w powiecie – bo rozumiem, że trudno się w tym rozeznać, kiedy jest się tylko i aż dziennikarzem obywatelskim.
Opozycyjni radni powiatowi nie mają uwag co do umowy medialnej np. z zw.pl, ani co do umowy medialnej ze Słowem Ziemi Wschowskiej. Mają jedną uwagę i to zasadniczą, że materiały, które nagrywamy, my, czyli zw.pl, są naszą własnością, bo robimy to z własnej, nieprzymuszonej woli. A radni powiatowi, jak wszyscy wiedzą, domagają się upubliczniania sesji jak to ma miejsce w gminie. Cała tajemnica.
Naciski, naciski
Nie byłoby może i w tym nic złego. W tej niewiedzy, którą dysponuje i raczy czytelników anonim, publikujący w NWS. Bo jak mówi właściciel Protekstu wszyscy jesteśmy grzeszni, tak też nie wszyscy o wszystkim wiemy. Ale anonim Jerzy posuwa się dalej. Już nie tylko, że radni zostali odcięci od informacji na temat umów medialnych z lokalnymi mediami, to jeszcze lokalne, w dodatku dyspozycyjne media zrelacjonowały spotkanie w Osowej Sieni pod potężnym naciskiem – nie wiadomo czyim, ale nacisk jakiś był. W domyśle są to media znane i lubiane (przez niektórych oczywiście), czyli zw.pl. Ale o tym Jerzy milczy, to znaczy nie wypowiada nazwy lokalnego medium, ponieważ anonimowość jak i rzucane aluzje traktuje tak jak i czytelnika bezwzględnie poważnie.
W poszukiwaniu dyspozycyjnych mediów
Zastanówmy się wspólnie o jakich mediach mowa, mając tę wiedzę, że gmina ma podpisaną umowę medialną z Masterem oraz z zw.pl. Inne lokalne media nie mają takiej umowy podpisanej i te są niezależne oraz – jakby to powiedzieć – poinformowały opinię publiczną o spotkaniu w Osowej Sieni bez potężnego nacisku i rzecz jasna niezwłocznie.
Pod uwagę biorę takie media jak: Panorama Leszczyńska, Elka, Master, Słowo Ziemi Wschowskiej oraz zw.pl.
Spotkanie w Osowej Sieni odbyło się 14 sierpnia. Wcześniej, bo 9 sierpnia mieszkańcy Osowej Sieni wraz z burmistrzem Wschowy spotkali się w Ratuszu. Między 9 a 14 sierpnia żadna informacja nie pojawiła się na wymienionych lokalnych portalach. W tym dwóch, które żyją jak twierdzi Jerzy za pieniądze podatnika, czyli na zw.pl oraz na stronie Mastera (bo Master też ma stronę internetową, jakby kto nie wiedział). A więc nie tylko, że dyspozycyjne media w tym czasie nie informują, to jeszcze na dodatek żadne. Nawet te niezależne i najbardziej niedyspozycyjne. O czym to świadczy? Nie wiem, ale może się dowiem w następnym wydaniu NWS.
Po 14 sierpnia o sprawie informują w kolejności: Elka.pl (16 sierpnia), zw.pl (również 16 sierpnia). I na tym koniec. Pewnie Panorama Leszczyńska pisała w gazecie – możliwe, nie mówię, że nie. Może SZW również o tym wspomniało. Może Master w telewizji kablowej, ale na portalu o tym ani słowa. Czyli – gdyby iść tropem anonima z NWS, to kogo miał Jerzy na myśli? Które to są te zaprzedane media? Wszystkie, wybrane, a jeżeli wybrane, to przez kogo? Przez anonima z NWS? Przez jakieś inne siły? Przez kosmos? Patriarchat?
To nie jest tak, że trzeba pisać. Można nie pisać.
I na koniec tego niestety długiego tekstu. Nawet gdyby tak było, że bezradni radni nie otrzymują odpowiedzi na interpelacje, że panuje zmowa milczenia i ktoś te media w tym mieście karmi i tylko jedne media i żadne inne. Gdyby tak było, że władza rękami i nogami broni się przed udzieleniem informacji o którą dopomina się Jerzy, to przecież, bo ja bym tak zrobił i znam wielu innych obywatelskich dziennikarzy, którzy tak po prostu działają – poszedłbym do gminy, do powiatu, złożyłbym odpowiednie pisma i po stosownym czasie odebrałbym informację na ten temat. Gdyby rzeczywiście mnie to interesowało, a nie chciałbym tylko machać swoją niekompetencją przed czytelnikiem.
Chyba, że jest tak, że anonim Jerzy, piszący dla NWS, nie jest zainteresowany faktami, a czym innym. Wtedy lepiej napisać o czym innym, żeby było jaśniej i przejrzyściej. Czytelnika się przez to nie straci, może nawet nowych się zyska, ale za to będzie się miało poczucie dobrze wypełnionej misji. Na razie nie dosyć, że jest anonimowo, to jeszcze bezkompromisowo nagannie. Bo jeżeli dziennikarstwo obywatelskie, które z definicje powinno dążyć do obiektywności, dąży do samoośmieszenia, to znak, że nie tylko, jak chce Jerzy, media jakieś tam są dyspozycyjne, dożyliśmy czasów, gdzie media obywatelskie budują swój wizerunek w oparciu o własną niewiedzę i nie bardzo wiedząc co z tym począć, anonimowo rozsiewają plotki. Jest na to lekarstwo, drodzy koledzy po fachu, lepiej zająć się zbieraniem monet, folderów firm, zdjęć aktorów lub piłkarzy. No naprawdę jest sporo zajęć. To nie jest tak, że trzeba pisać. Można nie pisać.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)