05. Przekleństwo 11 milionów lokalnej blogosfery

Blogerka bbabnicz, która ostatnio na ustach lokalnej blogosfery w ostatnim wpisie poleca Artura Andrusa, który z wiadomą sobie swadą, wyśpiewuje: najważniejsza jest rodzina albo najważniejsi matka twa i ojciec twój albo: w życiu liczy się tylko żona, córka i syn.

U blogerki to nowość. Ta piosenka. Ale gdyby od tej pory zdecydowała się publikować pod każdym wpisem jedynie Andrusa, jak na zaprzyjaźnionej stronie CKiR – Rubika, no to chyba nie o taką blogosferę walczylim jak mówił klasyk.

Ale nie o tym.

O smak muzyczny blogerki (chyba) można być spokojnym. Satyra Andrusa przemyca jednoznaczne wartości: rodzice, partner, dzieci. Wszystko jest najważniejsze, bo to zapewnia ciągłość jednostki, rodziny i pewnie ojczyzny.

Zaglądam przy okazji do Roku myśliwego Czesława Miłosza i czytam to, co chcę wyczytać: Zresztą gdziekolwiek bym mieszkał, to zawsze na zasadzie oderwania (Berkeley, 2 sierpnia 1987)*.

Miłosz (pewnie w nastroju nieprzysiadalnym) swoje odosobnienie rozpisuje na kilka głosów. Głos poety: Powraca moje ówczesne przekonanie, że piszemy mniej więcej dla dwudziestu, trzydziestu osób, kolegów poetów.

Głos poety/publicysty: I tuż obok tysiące, bacznie nadstawiających ucha, kiedy tylko wiersz zatrąci o politykę, gotowe nas zaadoptować, pod warunkiem, że będziemy służyli sprawie.

W stylu Kasi Nosowskiej: Żyd wobec gojów? Mądry wobec głupich? Mistyk wobec wyznawców religii Narodu (…)?

2. W poniedziałek w TVP Kultura Milczenie Lorny braci Dardenne. Jeżeli jeszcze ktoś pamięta, to bodajże na początku tego roku lub pod koniec poprzedniego we Wschowie puszczano film Chłopiec na rowerze tych samych reżyserów. Wtedy pełna sala i kłopoty logistyczne, bo jak tutaj przeczytać napisy, kiedy wszyscy siedzimy na jednym poziomie – widzowie z przodu, z tyłu i po środku.

W Milczeniu Lorny jeden z wątków opowiada o kontrolowanej/wyrachowanej(?) odpowiedzialności, która przeradza się w fascynację/miłość(?), co w konsekwencji przekreśla wszystkie, chwilowe(?) plany i kończy się powrotem (ale niezrealizowanym) do miejsca, z którego się uciekło.

Bez szczegółów: oglądając, chcąc nie chcąc, przenoszę tę historię, jej główny plan, na życie gminy, jakichś tam grup (stowarzyszeń, rad programowych itp.), jednostek. Co z tego wynika może przy okazji, bo to nie jest odpowiedni czas, no i mam w sercu wszystkie te zagubione owce, co to drżą na myśl, że będzie trzeba sięgnąć po słownik.

3. I na koniec na portalu natemat.pl rozmowa z blogerem Timem Stevensem, który miesięcznie ściąga do siebie nawet 11 milionów użytkowników. No i panowie sobie rozmawiają i pada pytanie: Czy blogerzy w USA utrzymują ze sobą kontakty i znają się w „realu”? Polska blogosfera jest zdecydowanie mniejsza i czołowi blogerzy dość dobrze się znają.

Znajomość z blogerami jest przekleństwem, bo każdy by chciał, ale żaden nie potrafi ściągnąć 11 milionów czytelników, bo gmina jest gnuśna i nawet 100 tysięcy mieszkańców nie liczy. A gdyby tak wojnę wypowiedziała innym, okolicznym gminom, ukłon w kierunku ambitnych blogerów czyniąc, to przecież z jednej strony zyska nowych mieszkańców, z drugiej zaś czytelników lokalnej blogosfery. Nie potrafi? Wtedy leniwa jest i miałka, a kto się nie przyłączy do militarnego apelu, ten jest ze zw.pl.

* Wszystkie cytaty pochodzą z: Czesław Miłosz, Rok myśliwego, Kraków 2001

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz