Najpierw trafiam na fragment Mięsa na stronie Krytyki Politycznej i musi być jakiś trafny albo wpisuje się w mój nastrój, bo mówię sobie: niezłe, a po kilku dniach powtarzam to kilku osobom, a na pewno jednej. Potem zaglądam na blog Dymińskiej, czytam wpis jeden lub drugi sprzed kilku miesięcy. Podoba mi się zdjęcie w profilu i podpis nad zdjęciem: tastespotterka. Potem trafiam na wypowiedź Kingi Dunin, że nienawidzi młodzieżowych powieści, siebie nienawidzi, autorki i może nawet mnie nienawidzi tylko o tym nie wie, ale jedno za to nie ulega wątpliwości: Mięso jest bardzo dobrą książką.
Potem tę książkę kupuję, ale jej nie czytam, bo czytam inną, która jeszcze z inną trafiają do moich rąk za jednym zamachem, co i tak w rezultacie nie sprawia, że oszczędzam na przesyłce. Sprawia natomiast tyle, że M. mówi: tę książkę pożyczę i tamtą też, a tej – wskazuje na jedną z trzech, która nie jest Mięsem Dominiki Dymińskiej – tej nie pożyczę. Czyli jednym słowem pożyczy Mięso.
Trzy książki leżą obok noclegowni. A wśród nich Mięso. Czasami coś do tej trójki się przyłączy, ale na chwilę jedynie, a i tak zostaje. Bo po co sprzątać koło noclegowni, skoro wieczorem może się przydać.
W któryś piątkowy wieczór/noc: ok, zabiorę ze sobą Mięso, przeczytam w samochodzie. W jedną stronę lub powrotną.
W samochodzie rzeczywiście wyjmuję Mięso Dymińskiej, ale poza Mięsem czytany jest jeszcze Pióropusz Mariana Pilota na tylnym siedzeniu. Dwie książki na tylnym siedzeniu Hondy. A jest nas pięcioro. A właściwie czworo, bo Mariusz nie może czytać chyba, bo mógłby spowodować wypadek. Więc na czworo, dwóch czyta, dwoje nie czyta. 50 na 50. Czytelnictwo w Hondzie w drodze do SP naprawdę stało na niezłym poziomie.
Czytam jakieś pół godziny i połowę książki mam za sobą i odkładam do torby takiej, z którą na postojach wychodzę, bo mam w niej papierosy. W drodze powrotnej nie czytam, bo boli mnie głowa. Ale w domu też mnie głowa boli więc nie ma żadnej różnicy. Czy jestem w czy poza samochodem. Więc w rezultacie kończę Mięso. Potem zasypiam. A kiedy się budzę, to w TVP Kultura siedzą obok siebie Bieńczyk i Masłowska i żadne z nich nie posiada konta na facebooku. Ale Dominika Dymińska chyba jest na fb, a póki jest, to raczej z Nike nici.
W końcu zaglądam na pewien blog o książkach, do którego odsyła mnie wydawca Mięsa, który to blog w rankingu miesięcznika Press nie zakwalifikował się do pierwszej piętnastki blogów o książkach. I autor bloga pisze, że czytał kiedyś Dominikę, ale Ożarowską, więc przypominam sobie, że nie czytałem Dominiki Ożarowskiej, ale kupiłem i mam gdzieś na półce. Tylko, że jej (tej książki), to raczej już nie przeczytam.
Ale nie muszę zaglądać na blog o książkach, który nie kwalifikuje się w rankingu miesięcznika Press. Wystarczy mi, od samego początku, opinia Kingi Dunin, że książka jest bardzo dobra, ale że przy okazji to ona (Kinga Dunin) nienawidzi siebie, autorki i jeszcze pewnie kilka osób. No i chyba dlatego, że nie mam tej nienawiści pod ręką, to w trakcie lektury i po lekturze przyznaję, że to nie jest bardzo dobra książka. To nie jest nawet dobra książka. Ale jest to książka. Ma okładkę, wydawcę i zapełnione literami kartki papieru.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)