Mała, lokalna stabilizacja

Przewodniczący Franciszek Baśczyn na wniosek zmiany godzin obrad rady miejskiej, przypomniał wszystkim, że od lat frekwencja obywateli na sesjach jest niemal zerowa. A jeżeli ktoś się pojawi, to są to wyjątki, które potwierdzają regułę. Dlatego zmian żadnych nie będzie. I myślę, że to nie budzi wątpliwości, bo od lat sprawami miasta i tego co dzieje się podczas obrad zajmują się ci sami ludzie. Podczas wolnych wniosków najczęściej zabiera głos Urszula Chudak, tak jak podczas interpelacji najczęściej zabierają głos ci sami radni. Tak samo jest z obywatelską/społeczną aktywnością – to wciąż od lat te same twarze. Nawet jeżeli powstają nowe stowarzyszenia, to prawdę mówiąc – nazwy są nowe, ale ludzie ci sami.

Pojawienie się mieszkanki Wschowy na ostatniej sesji rady miejskiej wywołało na chwilę trochę ożywienia i podczas samych obrad i w rozmowach posesyjnych. Do mieszkanki podchodzili lokalni dziennikarze, prezesi i może jeszcze ktoś jeszcze. Ale nie o obecności obywatelki, a o wyrażonej głośno uwadze Franciszka Baśczyna słów kilka.

Wystąpienie pani Magdaleny na ostatniej sesji uzmysłowiło mi dwie sprawy. Po pierwsze: nie doceniamy tego co mamy. Po drugie: chcemy więcej, czegoś nowego, innego, świeżego, ale nic nie wskazuje na to, żeby nowe nadciągało.

Przyczyny tego, że nie doceniamy są stare jak świat. Wszelkie inicjatywy, które trwają od dłuższego czasu czy to polityczne, samorządowe, kulturalne lub obywatelskie z czasem powszednieją. Dzieje się tak z jednej strony, ponieważ odbiorca przyzwyczaja się do pewnego zakresu aktywności traktuje ją jako coś oczywistego, a więc pewien rodzaj tła dla nowych aktywności, które nie nadchodzą. Po drugie powszedniość jest wynikiem pewnej sztampy, która z czasem wkrada się we wszelkie działania i to od zdolności, pomysłowości oraz kreatywności aktywistów (samorządowych, politycznych, kulturalnych i obywatelskich) w dużej mierze zależy czy ich aktywność będzie przynajmniej od czasu do czasu odświeżała się.

A że chcemy więcej? Jak na taką małą społeczność, to wydaje się, że mamy nawet za dużo i nie sposób czasami całej lokalnej aktywności ogarnąć. Raczej, to co mamy, trzeba wzmacniać, a nie osłabiać. Nowa grupa ludzi z nowymi inicjatywami w najbliższym czasie tutaj się nie pojawi i niczym nowym nas nie zachwyci. Nawet wystąpienie obywatelki na ostatniej sesji rady miejskiej nie zapowiada jakiegoś nowego, obywatelskiego ruchu w mieście. Nic na horyzoncie nowego i odświeżającego w ostatnim czasie się nie pojawiło. Za to, to co już mamy, potrafi chwilami pozytywnie zaskoczyć, a reszta aktywności stoi wciąż na niezłym, lokalnym poziomie. Głupio byłoby zaprzepaścić, to co już lokalna społeczność osiągnęła. A jeżeli przy okazji coś nowego nam wpadnie w ręce – nowe stowarzyszenie, nowa aktywność kulturalna lub jakakolwiek inna, to weźmiemy ją w ciemno.

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz