Kiedy uczniowie klasy multimedialno-dziennikarskiej zadawali pytania w sondzie o miejsce cmentarza żydowskiego we Wschowie (założony w 1765, czynny do 1940), część mieszkańców odpowiadała: nie ma już cmentarza. Kiedyś był.
Tablica, postawiona na ulicy 17 Pułku Ułanów, informuje, że upamiętnia miejsce cmentarza żydowskiego. A więc cmentarza nie ma, ale kiedyś był. Według judaizmu (w odróżnieniu od zwyczajów chrześcijaństwa) miejsce pochówku jest nienaruszalne, dopóki znana jest jego lokalizacja. A więc cmentarz jest, a o sposobie użycia czasu przeszłego lub teraźniejszego decydują różnice kulturowe i religijne.
Z tego by wynikało, że nie ma szans na jakiekolwiek zainteresowanie tym miejscem, ponieważ w przeważającej części, Wschowa jest dzisiaj zdominowana przez chrześcijańskie myślenie, dla którego cmentarz żydowski był. A dzisiaj go nie ma. To tak jak na pytanie w innej sondzie o Halloween i Wszystkich Świętych, wszyscy niemal zgodnie odpowiadali: bliższe jest święto Wszystkich Świętych, bo to nasza, taka polska tradycja. Podobnie jest z cmentarzem żydowskim – nie ma go dzisiaj, a był kiedyś, bo to taka nasza polska tradycja.
Zdaję sobie sprawę, że z wyznawcami jakiejkolwiek religii jest jak z politykami – nie przekona się ich do zmiany myślenia. Ale Wschowa jest dość specyficznym miejscem, bo posiada kresową wrażliwość, czego dowodem jest żmudna praca przy odnawianiu cmentarza w Brodach z lat 1914-1920. Jeden i drugi nie przypominał miejsca pochówku. W Brodach udało się to zmienić. Tym bardziej może to się udać we Wschowie, choćby dlatego, że jest nieopodal, bardzo blisko, za rogiem.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)