Czego nauczyłem się z przemówień burmistrzów Wschowy i Szlichtyngowej, wygłoszonych 11 listopada

Nie wiem czy polscy patrioci czytają Gombrowicza. Nie pytałem o to lokalnych, polskich patriotów. Podejrzewam, że nie czytają (ale nie przesądzam, daj Boże niech wertują strony od Ferdydurke po Kosmos i Pornografię na Dziennikach kończąc).

Jeden z pierwszych polskich patriotów, innowatorów zresztą, w XXI wieku proponował Gombrowicza usunąć z kanonu lektur, a zastąpić np. Janem Pawłem II, który niekoniecznie pisarzem był, chociaż kilka książek napisał, ale za to nadawał się, żeby go patriotycznie/edukacyjnie wykorzystywać.

Ten rodzaj patriotyzmu uczy tego, że nie liczy się jakość tylko jej usuwanie z przestrzeni publicznej i zastępowanie inną jakością. Polski patriota, to ktoś, kto chciałby, żeby pozostali polscy patrioci mieli jeden, wyznaczony kierunek działania i myślenia i żeby w razie czego potrafili usunąć np. z listy lektur polskich pisarzy, zastępując ich polskimi ale niekoniecznie pisarzami. Musi być polskie, to najważniejsze, potem dopiero pojawiają się inne kryteria.

Kiedy u władzy są polscy patrioci trudno ich powstrzymać przed takim patriotycznym podmienianiem jednego Polaka na drugiego. Taki nasz polski patriotyzm, taka nasza wiedza, demokracja, szlachetność polska, a nawet gościnność.

Przywołuję Gombrowicza, ponieważ słuchając oficjalnych przemówień 11 listopada we Wschowie oraz Szlichtyngowej, jestem zmuszony (a kto lubi być zmuszany?) jak prostolinijny Gałkiewicz zakrzyknąć sobie (bo być może nie tobie, czytelniku): jak może zachwycać patriotyzm proponowany przez burmistrzów w patriotycznych przemówieniach, kiedy po prostu nie zachwyca? Odrzuca. Nudzi. Nie przekonuje?

Dlatego na pytanie, czego nauczyłem się z przemówień, które burmistrzowie wygłosili 11 listopada, odpowiadam: patriotyzm jest zbiorem nic niemówiących frazesów, w dodatku jest pod wpływem najnowszych osiągnięć polskiego patriotyzmu, gdzie w jednym szeregu obok osób, które zginęły podczas II wojny światowej lub zostały zamordowane przez NKWD, wymienia się, cytuję: bo nad katyńskim lasem znów uniosła się mgła.

Znów się uniosła w sąsiedztwie hitlerowskich krematoriów, zamarzniętych, syberyjskich zesłańców lub męczonych przez UB żołnierzy Armii Krajowej.

Zdaje się, że przy tak zarysowanym patriotyzmie, poza wewnętrzną emigracją, pozostaje jeszcze Witold Gombrowicz. Patriotyzm polski i lokalny po raz kolejny nie tylko każe się sobą zachwycać, chociaż jak ma zachwycać skoro nie zachwyca, to jednocześnie wpisuje się w nachalną, ponadregionalną retorykę. Ten rzekomy patriotyzm wykorzystuje ogólnopolskie emocje, żeby podporządkować sobie lokalną wrażliwość, tylko dlatego, że w taki dzień dostęp do mikrofonu ma jedna osoba. Można więc powiedzieć cokolwiek, a i tak nikt nie będzie oponował.

Wtedy trzeba by raczej sparafrazować Gałkiewicza i krzyknąć w twarz Bladaczki: jak może zachwycać patriotyzm, który jest tylko echem, a nie chce być drogowskazem. Nie może zachwycać, może jedynie wywołać odwrotne skutki.

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz