Cudzoziemiec w męskim piekiełku

Trafiłem przy okazji jakiegoś zarejestrowanego spotkania w świetlicy Krytyki Politycznej na wypowiedź jednego z liderów KP, który tłumaczył nową, wydawniczą Serię z Różą, że jest tak pomyślana, aby dotrzeć do szerszego odbiorcy. Znaczy taka literatura dla gospodarzy i gospodyń domowych. Można ją przekartkować między gotowaniem obiadu, ścieraniem kurzy z zakurzonych półek i przerzucaniem telewizyjnych kanałów w poszukiwaniu morderstw, katastrof lotniczych i afer gospodarczo-politycznych.

Szumowska między obiadem a praniem

Rzeczywiście coś w tym jest. Nie wiem czy strategia popularyzacji Krytyki Politycznej się sprawdza, faktem jest, że wywiad-rzeka z Małgorzatą Szumowską można czytać nawet wtedy, kiedy i obiad jest na stole i kłęby kurzu się nie tłoczą nad nami, a jednocześnie znamy już z mediów wszystkie zaplanowane morderstwa na następny tydzień oraz przebieg rozmów jakie się odbyły na linii Hajdarowicz-Lisicki. Nawet wtedy można sięgnąć po książkę Kino to sztuka przetrwania, rozmowę Agnieszki Wiśniewskiej z Szumowską i nawet wtedy mamy poczucie, że jesteśmy jeszcze w stanie wybiec do pobliskiego dyskontu, zakupić ciasto francuskie, przygotować, wrzucić do piekarnika, wyjąć i znowu wrócić do Szumowskiej. Sama przyjemność. O każdej porze dnia i nocy można Szumowską czytać. I gdyby nie fakt, że jest to reżyserka wybitnych 33 scen z życia i niezłego Sponsoringu, miałoby się wrażenie, że mówi do nas ktoś nam dobrze znany i oswojony.

Bielik-Robson między zakupami a zbieraniem złomu

Inaczej rzecz się przedstawia z Agatą Bielik-Robson, filozofką, z którą – w ramach tej samej serii – rozmawia Michał Sutowski. Rzecz wygląda zgoła inaczej. Też się czyta, owszem, między codziennymi zakupami, planowaniem budżetu, pracą, porządkami, zbieraniem złomu itp. Ale ciężar gatunkowy wytrąca chwilami z rąk codzienne obowiązki. Wyrzuca nas z roli kury domowej/kura domowego. Narzuca inną optykę. Przemyślaną, zwięzłą w swoich okowach, rozległą, i owszem, w roztaczaniu wokół swojej konstrukcji intelektualnej gmachów gadulstwa. Bo też czasami lepiej być gawędziarzem z kręgosłupem niż gburem, który potyka się i łamie w pół na każdym zakręcie.

Marshall Berman między konstrukcją a destrukcją

Można by nie czytać tej pozycji KP, a sięgnąć do doskonałego wstępu filozofki Życie i cała reszta: Marshalla Bermana marksizm romantyczny, czyli przedmowy Bielik-Robson z 2006 roku do książki Bermana Wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu. Wystarczy ta lektura. Problem z nią (znaczy lekturą) polega na tym, że nie jest dla takich jak ja kurów domowych lub takich jak ty gospodyń domowych. W gadulstwie w serii z różą jakoś się odnajdziemy bracie i siostro, w przedmowie też (od biedy), ale trzeba nam wtedy więcej cierpliwości i czasu, a niekoniecznie przecież w takim szerokim wymiarze obowiązków dysponujemy jej zasobami.

Spróbujmy jednak ominąć serię z różą, skupmy się na skondensowanej Bielik-Robson. Na jej przedmowie do Bermana.

Wykluczając się

Teza jest taka: świat, w którym żyjemy, nowoczesność/współczesność wyraża się w nieustannym, często wykluczającym się, dążeniu do stworzenia czegoś, co kipi energią, pomysłowością, oryginalnością, żeby za chwilę temu wszystkiemu zaprzeczyć, zniszczyć, odwrócić się i zmierzać w innym kierunku.

Nowoczesność/współczesność, to według Bermana (i Bielik-Robson) nieustający wysiłek, który zmierza w tym samym czasie do czegoś konstruktywnego i destrukcyjnego zarazem. Według Bielik-Robson (i poniekąd Bermana) jest to podstawowa wartość i przekleństwo współczesnego/nowoczesnego człowieka. Ponieważ dzisiejsza podmiotowość zasadza się na ambiwalencji ewolucji, która nie wyklucza destrukcji nawet własnej jaźni. Kto jest na to gotowy, ten nieustannie cierpi i wznosi się na wyżyny. Reszta jest nie warta naszego czasu i wysiłku.

Wycofując się

Na koniec – tego tekstu i czytania Bermana przez Agatę Bielik-Robson – warto zadać pytanie, czy ktoś jest w stanie podołać takiemu nieustannemu konstruktywno-destrukcyjnemu napięciu? Berman nie daje odpowiedzi, Bielik-Robson również, ba, współczesność również nie składa żadnych deklaracji. A ci, którzy według Bermana, zakładali zręby nowoczesności, wszyscy wycofali się do bezpiecznych granic. Nietzsche zaprzestał łączyć skrajności i zapowiedział nadczłowieka, który sobie z tym wszystkim poradzi. Baudelaire co rusz wycofywał się do przednowoczesnych ideałów piękna, Dostojewski zanurzył się w panrosyjski ład teokratyczny a Marks – wbrew pozorom – piewca witalności kapitalizmu, zarysowując mechanizmy uwolnionej energii, ucieka przed nią, zapowiadając inny, lepszy świat, który lepszym się nie może stać, bo wyklucza nowoczesną ambiwalencję, w zamian proponując wulgarny, kolektywny porządek.

Proste wnioski z dilerem sterydów w tle

Dlaczego o tym piszę właściwie? Na blogu, który podlinkowany jest do portalu ZW.pl? Powinienem przecież albo ironizować, albo publikować sensacyjne wywiady, albo opiewać Wschowę i kwiaty składać na każdym jej rogu. Przyłączyć się do tego lub innego obozu wschowskiego sporu. Poczuć się bezpiecznie i wygodnie.

Marshall Berman pomimo dużej dozy teorii może a nawet powinien być odczytywany przez wschowski pryzmat. Berman (a za nim Bielik-Robson) mówią nam, że prawdziwa modernizacja, pomysł na Wschowę, w jej oczywiście intelektualnym projekcie, nie ma nic wspólnego z ambicjami kilku panów, którzy nieustannie najpierw przed lustrem, a potem na cyrkowej arenie pokazują muskuły. Od tego, mówią Berman i Bielik-Robson, co najwyżej dilerzy sterydów zyskają.

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz

The enchanting psychedelic literature.

Welcome to Psychedelic. Here, we're dedicated to exploring the transformative power and profound insights found within the pages of psychedelic-inspired books and literature.