Niewątpliwie wszyscy jak jeden mąż myślimy o wyborach. Różnych – życiowych, ale i tych na sołtysa również, samorządowych, wojewódzkich, parlamentarnych itd.
Najtrudniejsze są te pierwsze, ale pozostałe też przecież niczego sobie. Bo jeżeli jedne odpowiadają tylko za czubek naszego nosa, to pozostałe już za setki czubków, tysiące, a nawet miliony. A więc wybór, to nie jest taka lekka, jakby się wydawało, rzecz. Przeciwnie, wymaga namysłu, rozwagi a nawet mądrości.
Dożyliśmy ostatecznie czasów, że wyborów się nie dokonuje, ale używa się ich jako straszaka. Bardzo popularna forma widoczna szczególnie na lokalnych portalach. Mija kilka dni od wyborów np. samorządowych i zaczyna się noc straszaków. Niech no tylko – czyta się tu i ówdzie – przyjdą wybory, to my już was rozliczymy. Was, ich i jeszcze kilka przypadków. I tak przez cztery lata. Norma.
Ostatnio wybór jako narzędzie w dyskusji przybrało nowy wymiar. Z jednej strony 1/5 mieszkańców Łysin chciała wyborów nowego sołtysa, ale się nie doczekała, z drugiej strony na blogu Frakcji Wyrzutowej jeden z komentatorów zapowiada, że będzie pamiętał o autorze FWB, ale nie w dniu jego urodzin, czy rocznicy ślubu, tylko w dniu wyborów. Wybór urasta do rangi rozstrzygającej, a nawet ostatecznej. Jest już jak legendarna strzelba, która w pierwszych scenach filmu rzuca się widzowi w oczy, co znaczy, że w ostatniej scenie wystrzeli.
W każdym razie najbliższe wybory mamy w Goli. I ludzie wybierać będą nowego sołtysa. A dokładnie 24 kwietnia o godz. 18.00, a gdyby nie pojawiła się dostateczna ilość osób, to pół godziny później już przy jakiejkolwiek frekwencji wybory na pewno się odbędą.
Wniosek z tego jeden. Wszędzie wyborami straszą, za to w gminie Szlichtyngowa wyborów dokonują. Przynajmniej taki mają zamiar.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz