Powiatowe rozterki radnego Burzyńskiego

Radny Cezary Burzyński  domagał się sprostowania w Gazecie Lubuskiej i na portalu Bezkresu.pl za wyrwanie z kontekstu jego wypowiedzi dla lokalnych mediów. Zmieniono jego zdaniem sens tego, co mówił. W obu miejscach umieszczono sprostowanie i przeprosiny. Radny miał rację, owszem, co do litery, jednak co do ducha wypowiedzi – to radny się myli.

Świat ma to do siebie, że stanowi pewną konstrukcję, dość skomplikowaną zresztą. Nie dosyć, że pojawiają się w niej ludzie, to jeszcze wywierają na siebie różnorodny wpływ. Najogólniej rzecz ujmując reagują na siebie w dwojaki sposób: prywatny i publiczny.

Tak sfera prywatna jak i publiczna zbudowana jest z akceptowanego przez wszystkich porządku hierarchicznego.

W prywatnym, rzecz upraszczając maksymalnie, starsze rodzeństwo ma szacunek u młodszego, rodzice u dzieci, dziadkowie u wszystkich. W prywatnej firmie prezes/dyrektor ma pod sobą kierowników, ci znowu pracowników itp. Tutaj w pewnym sensie hierarchia jest autorytarna, ale, jeżeli tak można powiedzieć, w pozytywnym sensie. Czyli albo opiera się o dojrzałość i mądrość, albo o przedsiębiorczość i pomysłowość.

Rzecz zupełnie inaczej ma się w sferze publicznej. Tutaj hierarchia ma inny wymiar, demokratyczny. Innymi słowy niekoniecznie tego, który został demokratycznie wybrany do rady miejskiej, powiatowej, wojewódzkiej czy do Sejmu, cechuje dojrzałość i mądrość. Może tak być, ale nie musi.

Fundamentem tej sfery jest demokracja. W związku z tym radny Burzyński głosami wyborców został, czy tego chciał, czy nie chciał, posadzony w radzie powiatu w roli opozycjonisty. Opozycja według wszelkich standardów może jedynie krytykować tych, którzy w odróżnieniu od nich, uzyskali więcej głosów. Na nic więcej nie ma wpływu. Wykazuje błędy, jeżeli potrafi, niedociągnięcia, nie daje się łatwo spławić. O wszystko pyta, wszystkiemu się dziwi. Takie jej prawo.

No i zawsze, tak to jest pomyślane, opozycja jest w mniejszości. Więc kiedy czytamy np. statut powiatu wschowskiego i to co należy do wyłącznej właściwości rady powiatu, czyli podejmowanie uchwał w różnych sprawach, to wiadomo, że wszelkie uchwały podejmowane są przez większość, do której radny Burzyński nie należy. Po prostu ani on, ani jego koledzy i koleżanki z opozycji nie zdobyli tylu głosów, by mieć wpływ na wyłączne właściwości rady powiatu. Tak było zawsze i póki jakiś mądrala nie wymyśli lepszego systemu, radny Burzyński i cała opozycja jeżeli nadal będzie miała takie wyborcze wyniki, to ich wpływ na powiat będzie żaden.

Radni opozycji znaleźli jednak lukę w literze prawa. Nikt ich nie może zmusić, żeby przystąpili do komisji rewizyjnej. A komisja musi składać się z osób, reprezentujących wszystkie kluby radnych. Nie można tego obejść. To dość paradoksalne, ale tak jest. Skoro nikt ich nie może zmusić, to też postanowili do komisji rewizyjnej nie przystępować. I jest problem. Bo za chwilę w wyniku braku statutowego składu komisji rewizyjnej konsekwencje mogą być różne – od rozwiązania rady i nowych wyborów po zarząd komisaryczny.

Radni z opozycji otrzymali wiele propozycji od rządzących. Między innymi przewodniczącego komisji rewizyjnej. Mamy obecnie cztery kluby radnych, dwa z opozycji i dwa ekipy rządzącej. Więc nawet jeżeli doszłoby w głosowaniu do remisu, to i tak głos przewodniczącego liczyłby się podwójnie.

Opozycja odrzuciła i tę propozycję.

Więc wracając do początku tekstu, według litery oczywiście radny Burzyński ma rację – powiedział, że troszczy się o powiat i oddałby za powiat życie.

No, ale litera jedno, a duch, jak mówi dobrze znana księga radnemu* – to już zupełnie inna sprawa. Bo co innego mówić, a co innego robić. Radny od Gazety Lubuskiej i portalu Bezkresu.pl wydobył sprostowanie i przeprosiny. Ja chyba też będę domagał się przeprosin od tych dwóch mediów, bo skoro radny czuje się urażony, to ja też. Ja bym chciał, żeby radny łączył jedno i drugie, czyli literę i ducha, albo inaczej – żeby za tym, co mówi, najzwyczajniej w świecie szły czyny. Bo co z tego, że radny omal ducha nie wyzionie, bo za chwilę, jak mówi, pojawi się zarząd komisaryczny, skoro jego działania w radzie temu przeczą.

Jak mówi z kolei inna księga, której być może radny nie czytał, sens wszelkiego działania opiera się na równowadze, umiejętnym połączeniu sfery litery i ducha. Tak pisali starożytni. Skupienie się tylko na literze lub tylko na duchu prowadzi do dewiacji. Połączenie obu to by było coś.

* prawdę mówiąc nie wiem czy księga jest radnemu znana, ale tutaj w komentarzu pisał, że Bóg wymaga od ludzi określonych poświęceń. Może to wiedzieć, ponieważ o tym przeczytał, czyli księgę zna, mógł zasłyszeć lub po prostu bezpośrednio skontaktować się z Bogiem. Na troje babka wróżyła, wiem.

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz