Różnie się mówi na mieście i o różnych sprawach. Wiadomo. O drogach i oświetleniu, że nie są polityczne. To fakt. Ale żeby o tych drogach i oświetleniu decydować, trzeba najpierw obrać jakąś strategię polityczną, żeby wygrać wybory i te drogi budować, słupy stawiać, a kostkę brukową kłaść. Wtedy tak, można już od polityki się dystansować. Nawet polityką się brzydzić. A jednocześnie uprawiać ją na całego, zapewniając sobie w trakcie kadencji szanse na kolejno zwycięstwo w kolejnych wyborach.
Polityka to nic złego i nie ma co jej demonizować. Jeżeli chce się mieć wpływ na obraz miasta, powiatu, województwa itd., to w którymś momencie trzeba te delikatne ręce, stroniące od polityki, zakasać do politycznej pracy.
Więc każdy politykę uprawia, ale nie każdy nazywa rzeczy po imieniu. I to też jest polityka. Może nawet bardziej wyrafinowana, subtelna, ale to nie znaczy, że przybiera inną postać.
W tym dystansowaniu się od polityki w takich małych społecznościach jak te we wschowskim powiecie, może ostatecznie pojawić się przeświadczenie, że politykę uprawiają i owszem, ale ludzie z opozycji. Bo ciągle im coś się nie podoba, a jak im się nie podoba, to wiadomo, że w ich przekonaniu, zrobiliby to lepiej. Drogi nie zbudują, ale dziurę w asfalcie znajdą.
Ale to też przecież nic nowego. Zwykła logika demokracji.
Logika jednak załamuje się, kiedy polityka przestaje być elementem demokracji, a staje się destrukcyjnym narzędziem w rękach osób, którzy dla dość doraźnych celów, potrafią doprowadzić do sytuacji, w której całkiem możliwy jest demontaż np. rady powiatu wschowskiego.
Dlatego czytając dzisiaj stanowisko konwentu starostów i wicestarostów czterech województw pomyślałem, że musi to być ważny gest dla starosty, przewodniczącego rady powiatu oraz wszystkich osób, które przyglądają się tej sytuacji i dopingują starostwu powiatowemu. Mnie ten gest ucieszył, bo myślę, że w pewnym sensie obowiązkiem mieszkańców powiatu jest sprzeciwić się politycznej maskaradzie, uprawianej przez opozycję w radzie powiatu wschowskiego.
Nie wiem na ile starostwo czuje to poparcie lokalnej społeczności. Zdaję sobie sprawę, że mało kto zagłębia się w niuanse tego, co dzieje się na sesjach rady powiatu. A przecież to, co robi opozycja raz w miesiącu przez kilka godzin, to nie jest nawet w jednym procencie odzwierciedleniem tego, jaką powiat wykonuje pracę. Jakimś cudem ich działania przyciągają uwagę. Pewnie dlatego, że wzbudzają emocje i dają jakąś namiastkę uprawiania bezwzględnej polityki, jaką czasami obserwuje się na dużym ekranie.
Liczę, że wbrew temu, do czego opozycja prowadzi, starostwo wyjdzie obronną ręką z tego starcia. Bo kiedykolwiek logika demokracji, opierająca się na sporze między władzą a opozycją, staje się dla którejś ze stron przyczynkiem do pójścia krok dalej i zmiany sporu w bezceremonialną rozróbę, trzeba temu dać odpór. I choć pewnie zabrzmi to może naiwnie i górnolotnie, to myślę, że jest to nasz obowiązek, mieszkańców tego powiatu. I w pewnym sensie sprawdzian dla obserwatorów i komentatorów na naszą samorządową dojrzałość. Można się oczywiście podsmiechiwać i wypatrywać kolejnych emocji, bo co to będzie jak ster przejmie w radzie zarząd komisaryczny. Ale myślę, że to nie byłaby tylko porażka radnych z koalicji rządzącej. Ale nasza, wspólna.
ps. I w ten sposób zakończyłem cykl trylogii powiatowej.
pierwsze dwie części znajdują się tutaj:
http://www.rklan.blog.zw.pl/powiatowe-rozterki-radnego-burzynskiego/
http://www.rklan.blog.zw.pl/na-tropie-osob-co-to-kloca-sie-w-radzie-powiatu/
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)