Zdaję sobie sprawę, że Wschowa nie jest wspólnotą nieprzeciętnych intelektualistów, a lokalna blogosfera, to nie jest jeden wielki Dziennik Opinii Krytyki Politycznej. A pomimo tego jak na tak małą miejscowość wirtualnie dzieje się tutaj wiele ciekawego pod względem wymiany opinii, spostrzeżeń itp. Jestem wręcz przekonany, że wiele okolicznych miast, dużo większych od Wschowy, może nam tego najzwyczajniej w świecie pozazdrościć. I gdybym miał wpływ na promocję miasta, to byłby to jeden z elementów, który stanowiłby o wartości Wschowy i jego mieszkańców. Bezkresu, Frakcja, blog Babinicz, SeksweWschowie, blog burmistrza Grabki (ostatnio mało aktywny). Nawet fakt, że na ZW zamieszczane są linki do wpisów młodych licealistów, szczególnie tych z filoveritas – w tym również upatruję wartość… różnorodności lokalnej blogosfery
I o tym ostatnim blogu kilka słów.
Tajemnica prywatnych opinii
Ale póki co – winien jestem Frakcji kilka słów. Rzeczywiście jest tak, jak zauważa FWB – na blogu Klana (czyli moim blogu) można znaleźć informację, która uprzejmie donosi, że są tutaj zamieszczane moje prywatne opinie. Rzeczywiście musi w tym być jakieś drugie dno, jak sugeruje zaprzyjaźniony autor bloga. Więc przypomnę tylko, że na bardziej doświadczonym portalu, nie tak daleko stąd, bo w Lesznie, na poczytnym i popularnym serwisie Elka.pl jeden z bardziej doświadczonych i szanowanych dziennikarzy w regionie – Jarek Adamek zamieszcza swoje felietony. Otóż proszę sobie wyobrazić, że każdy felieton dziennikarza zawiera podobną formułę. Frakcja zapytałaby pewnie – a czyje niby te poglądy są, jak nie autora felietonów. A jednak z jakichś przyczyn taka informacja jest zamieszczona. Proponuję więc, żeby FWB nie ustawała i próbowała nadal rozwiązać zagadkę. Ja w każdym razie dopinguję jej serdecznie.
Nie musi nam być po drodze
Nie będę tłumaczył po raz któryś tam czym jest dla mnie różnorodność w blogosferze, bo pisałem o tym wielokrotnie. Czym jest wymiana myśli, poglądów i do czego moim zdaniem powinna zmierzać. Poświęciłem temu kilkanaście dobrych godzin, żeby to opisać. Ale jedno chyba muszę zaznaczyć kategorycznie – różnorodność moim zdaniem nie polega na tym, że ja i Frakcja różnimy się w szczegółach, ale w ogólnym pojmowaniu świata jest nam ze sobą po drodze. Nie. Również różnorodności nie pojmuję jedynie jako osobnych postaw, które w jednym miejscu (w jednej lokalnej blogosferze) diametralnie się od siebie różnią światopoglądowo i jakkolwiek jeszcze i te różnice są tylko po to, żeby je uwypuklać i umacniać się w swoich stanowiskach. Też nie.
Otóż różnorodność jest mi potrzebna, żebym posuwał się do przodu. Przyglądał się innym stanowiskom, spojrzeniom, obserwacjom. Również po to, żebym uczył się kultury dyskusji, czyli dobierania sensownych argumentów w rozmowie z osobą, która prezentuje kompletnie odmienne od moich opinie. Różnorodność rozumiem jako możliwą do zaistnienia przestrzeń, w której następuje wiele procesów od poszanowania czyjegoś odmiennego stanowiska po poszerzanie swojego punktu widzenia. Nie zawsze oczywiście, ale jeżeli jest taka możliwość, to dlaczego z niej rezygnować.
Filoveritas na ZW
Tak rozumiem pojawienie się blogu filoveritas na portalu ZW.pl. Panowie z filoveritas, gdyby ich postawę maksymalnie uprościć, stanowią pewną konserwatywno-noeliberalną mieszankę wybuchową (wartości rodzinne przede wszystkim plus wiara w wolny rynek – przykłady pierwsze z brzegu). Zaproponowałem im obecność na ZW, pomimo tego, że światopoglądowo jesteśmy od siebie tak daleko, tzn. ja i twórcy bloga, że dalej chyba być nie możemy. Co kompletnie mi nie przeszkadza.
Natomiast – jestem zdania – że ich obecność na ZW daje wszystkim możliwość polemiki, odniesienia się do tego, co piszą. Można oczywiście bić na alarm, jak to zrobiła Frakcja, ale można również z nimi rozmawiać. Po prostu. Pod ich wpisami. Że się z nami nie zgodzą? Że nie podobają nam się ich argumenty? Ze nie wpisują się w system wartości tej lub innej osoby? Dlatego należy ich zmarginalizować? Nie dopuszczać do szerszego grona czytelników?
Przeciwnie. Moim zdaniem właśnie taka możliwość sprawia, że lokalna blogosfera staje się lepsza, ciekawsza i kolorowa. Im, młodym z filoveritas i nam, starym stąd i zowąd, wszystkim wyjdzie to tylko na dobre. Jeżeli oczywiście zechcemy się mierzyć z czymś więcej niż my sami i nasze pomysły na tzw. świat.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)