Takie miasteczko jak Wschowa nie jest miejscem, gdzie w zachodniej części miasta ulokowani są opozycjoniści, a w pozostałych częściach mieszkają osoby, sprzyjające władzy. I ta część zachodnia tylko dlatego, że jest w opozycji jest wartościowa, a reszta nie. Tak się sprawy nie mają. Opozycja nie jest wartością tylko dlatego, że mieni się opozycją, tak jak niczym szczególnym nie jest władza tylko dlatego, że mieni się władzą.
Wschowa, pomimo tego, że jest tylko kilkunastotysięcznym miasteczkiem, jest siecią przenikających się nawzajem interesów, powiązań, zależności, w których mieszkańcy uczestniczą. I tak jak w każdym mieście o jego losie, kierunku, kształcie decydują ludzie aktywni (podział na opozycję i koalicję się tutaj nie sprawdza).
Na zdrowy kształt miasta mają wpły ludzie aktywni, których aktywność nie sprowadza się jedynie do autorytarnych decyzji. Wbrew pozorom aktywność, która kształtuje miasto, to umiejętność kompromisu, która żadnej ze stron nie pozbawia podmiotowości.
Jeżeli rzeczywiście jest tak, że jeszcze komukolwiek, Krzysztofie, zależy na Wschowie, to budowanie wizerunku oblężonej twierdzy opozycji, od której co miesiąc ktoś wymaga konkretów (powiedzmy, że według Twojego rozeznania tych konkretów domagają się Mariusz Ławrynowicz i Rafał Klan jest koncepcją nietrafioną. Albo jest jakiś pomysł na miasto, albo go nie ma. Dramatyczne rozdarcie szat, aby powiedzieć – ale my nie mamy dostępu do pieniędzy, więc nie mamy pomysłów na miasto wydaje się dość karkołomną konstrukcją.
Wszędzie, gdziekolwiek jest miejsce na aktywność podział na opozycję i władzę jest o tyle bezpieczny, że sprowadza rozmowę o mieście do kampanii wyborczej i to tylko raz na cztery lata. Opozycję może to satysfakcjonuje, być może również władzę, ale opozycja i władza, to nie jest jeszcze całe miasto. To jest zaledwie kilka osób.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)