Mój drogi ja z innego komputera
Znowu przyjdzie nam rozmawiać dookoła naprzemiennego rodzicielstwa? Byłoby szkoda. Ale zdaję sobie sprawę, że nie sposób omówić tych wszystkich pomysłów, a właściwie jednego modelu, bez którego to, co chcielibyśmy (my?) osiągnąć wydawałoby się zbyt karkołomnym przedsięwzięciem. Szczególnie w miasteczkach jak np. te, w którym obaj/oboje mieszkamy (my?).
Nie ma naprzemiennego rodzicielstwa bez aktu rezygnacji z monogamicznego związku. Bez rezygnacji z tego, co do tej pory wydawało się nieuniknione. A przecież wystarczy tylko zanegować, ewentualnie dopuścić konstrukcję negacji i system monogamii przestaje być tematem tabu/nienegocjowanym/narzuconym i konsumowanym w odpowiednim kaftanie bezpieczeństwa (religia, społeczne mity na ten temat, rola partnera i partnerki w związku, rola męża i żony, związek jako statystyczny podział ról, gdzie jedna osoba, najczęściej kobieta, daje z siebie obiektywnie więcej według Pacewicza itd., itp.).
Wiesz, po to nam była potrzebna poliamoria, żebyś/żebyśmy zrozumieli, że dysfunkcja jednego związku monogamicznego przekształca się w dysfunkcję kolejnego związku monogamicznego. Stąd szukanie alternatywy.
Naprzemienne rodzicielstwo nie stanowi rozwiązania w społeczeństwie monogamicznym (tak podejrzewam) ponieważ podział ról jest tak mocno zakorzeniony, że nawet jeżeli rozpada się jedna monogamia, ale na jej zgliszczach powstają kolejne monogamie, to po prostu wystarczy zajrzeć do statystyk. Rodzi się klasyczne przyzwolenie (jurydyczne, socjologiczne, psychologiczne), aby zastąpić jedną monogamię kolejną. Dzięki temu pozornie kształtuje się coś uniwersalnego – dzieci stają się zakładnikiem monogamicznej hierarchii (o tym między innymi pisała Inga Iwasiów na blogu, który się zepsuł, stawiając mężczyznę w roli uprzywilejowanej – możliwość zakładania kolejnych związków monogamicznych i konsekwencji z tego wynikających).
Jak pewnie podejrzewasz – w społeczeństwie monogamicznym naprzemienne rodzicielstwo może wydawać się odważną fantazją. Ale np. już w poliamorii? Nie sądzę. Tutaj widzę jakieś większe możliwości. A ty?
Twój prawie/urodzinowy/ja/od wczoraj
Ps. Z ostatnich rozmów wynika dla mnie, że jeżeli zneutralizujemy jednostki obywatelskie w mieście (unicestwimy po prostu), to miasto wypluje na brzeg inne jednostki obywatelskie. Być może w tym jest jakaś szansa. Ale to oczywiście na inną rozmowę.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)