Śpi obok tego pomieszczenia, które lekko kołysze się, kiedy otwiera oczy. Dlatego woli spać w pokoju obok, nawet wtedy, kiedy potrzebuje więcej przestrzeni. Narzeka na to. Otrzymał w spadku mieszkanie, w którym największy pokój, w którym planował przyjmować znajomych oraz świadków Jehowy, nie odpowiada współczesnym standardom dwupokojowego mieszkania w bloku. Po prostu się kołysze, ugina, przechyla, kolebie. Nie może się do tego przyzwyczaić.
Jest to niepokojące, bo z dnia na dzień rośnie w nim przekonanie, że ten salon prawie, prawie salon, w niezrozumiałej dla niego konstrukcji świata osiedli, puszczony w ruch, stopniowo nabiera coraz większej śmiałości. Już nie tylko się kołysze, ale również dezintegruje. Mechanizm, który zapewne nie był w żaden sposób przygotowany na to, że pomieszczenie, niczym czerwona huśtawka w parku, od tego kołysania rozejdzie się w szwach. Rzecz normalna w przypadku sprzętów domowych, które na co dzień się używa. Wiadomo, że kiedyś trzeba je nasmarować, dokręcić poluzowaną śrubkę lub po prostu wymienić jakiś kołowrotek, filtr lub zębatkę. Albo na takich placach zabaw – zawsze ktoś miły naoliwi mechanizm. Tutaj, w tym pomieszczeniu, mechanizmu naoliwić się nie da. Dlatego nie dosyć, że wszystko się kołysze, to jeszcze od niedawna rzęzi. Mężczyzna więc śpi w pomieszczeniu obok. Wkłada zatyczki do uszu. Zamyka oczy. Zasypia z myślą, że już nigdy, ale to przenigdy nie obudzi się obok drugiej osoby, pod jednym nakryciem, z głową obok głowy. Okiem obok oka. Nosem obok drugiego nosa.
Często zastanawiał się jak to jest w ogóle możliwe. Duży pokój, największe pomieszczenie w jego mieszkaniu, prawie salon, stanowi osobną część, której nie można w żaden sposób ujarzmić. Spółdzielnia mieszkaniowa, ani egzorcyści, ani autorzy książek z dziedziny architektury, u których szukał odpowiedzi, rozkładali ręce.
– Być może, proszę pana – mówili – budynek został zaprojektowany bez tego pokoju. Kiedy już postawiono blok, zorientowano się, że jest coś nie tak i pana, drogi panie, pomieszczenie postanowiono zainstalować w ten sposób, że w osobnym miejscu stworzono pokój, następnie go przetransportowano i osadzono w budynku na specjalnej konstrukcji, która dzisiaj, po latach mogła się wypaczyć i stąd całe zamieszanie. Architektura zna takie przypadki. Nie jest pan wyjątkiem. Należałoby to pomieszczenie ponownie wyjąć, naprawić konstrukcję, na której jest osadzone i jeszcze raz zainstalować. Niestety jest to kosztowne przedsięwzięcie i lepiej dla pana będzie, jeżeli zdecyduje się pan kupić nowe mieszkanie niż inwestować w konstrukcję, która za kilka lat może znowu się, mówiąc kolokwialnie, zepsuć.
Wiedział więc, że nie wytłumaczy nikomu dlaczego jedno z pomieszczeń w godzinach porannych przechyla się na południe, a w godzinach wieczornych na północ. Dlaczego nie warto zostawiać w północno-wschodnim narożniku pokoju szklanki z lemoniadą na noc lub na dzień lub choćby na chwilę. Albo skąd tyle plam na ścianach (jak to możliwe?) lub dziur w podłodze czy w suficie, zrobionych tylko po to, żeby odnaleźć ukryte urządzenie, które sprawia, że pokój 7 metrów na 5, kołysze się na wszystkie strony świata. Tego nie wytłumaczy. Dlatego stara się pogodzić z tym, że już nigdy z nikim nie zatańczy w swoim mieszkaniu, z nikim nigdy nie pośpiewa ulubionych piosenek lub tych, które przez chwilę znajdują w nim uznanie, jak choćby utwór lemoniada, w którym on prosi, żeby została na jeszcze jedną noc/tak, tak/ona mówi, że zostanie/jutro rano zjedzą coś/pije lemoniadę/ona na dywanie z nim/on wygląda bardzo ładnie/bardzo ładnie pachnie też/on tak na nią patrzy jak nigdy nie patrzył/nikt.*
A jednak, kiedy obudził się któregoś upalnego dnia i sam już nie wiedział czy obudził go własny krzyk (nie odcinajcie moich dłoni)czy też rozbudzając się, ukradł ostatnią frazę snu jednemu z jej bohaterów, postanowił zadzwonić. Nie sposób tego wytłumaczyć. Bo przecież zna wszystkie konsekwencje tego gestu. Testował go kilkanaście razy. Zaproszeni mężczyźni, kobiety pojawiają się w drzwiach, rozglądają się, chcą powiedzieć, bo tak ich nauczono, ładnie tutaj, umeblowanie jest ładne, oświetlenie jest ładne, książki z biblioteki, które przetrzymujesz na półkach są ładne, telewizor masz ładny i ty, sam, jesteś na tle tego wszystkiego, sam jesteś ładny i ładnie pachniesz. Otóż nie. Nikt z zaproszonych kobiet i mężczyzn nigdy, choć ich uczono przez lata i wpajali im to rodzice, dziadkowie oraz przypadkowi znajomi na forach internetowych, nie potrafił wydusić z siebie choćby fragmentu/skrawka życzliwego zachwytu. Żadne z nich, te kilkanaście razy, kiedy tutaj zaglądali i przez grzeczność nie wyrażali zakłopotania ani zdziwienia, nikt nigdy nie sprawił przyjemności gospodarzowi. Może i był ładny i ładnie pachniał, ale na tle pustego pokoju wyglądał jak ktoś, kto w wygniecionych ciuchach, zabiera się za planowanie remontu. A przecież nie zaprasza się kobiet lub mężczyzn, żeby im powiedzieć: wiesz, zostań na noc, kiedy w mieszkaniu na pierwszy rzut oka brakuje miejsca na taki luksus. Gdzie? Gdzie na noc? W którym miejscu? Na podłodze? W łazience? A może w kuchni? Daj spokój, zrób coś najpierw, zastanów się, przygotuj, a potem proponuj wspólną noc, poranek, kawę lub herbatę. Wszystko to jest możliwe, ale nie w tych, tutaj widocznych, dość nieporadnych warunkach. Rozumiesz?
I on to rozumiał. A jednak co jakiś czas budził się z krzykiem (nie odcinajcie mi dłoni) i coś, jakaś nieludzka siła w nim, jakaś zazdrość, ze inni mają lepiej i że on też chciałby tak, jakieś przekonanie, które do tej pory było w nim uśpione lub argument, którego do tej pory nie brał po rozwagę, cokolwiek to było, sprawiało, że decydował się na kolejną próbę. Trudno – myślał wtedy – może i nie jest łatwo ustać w tym pomieszczeniu obok, kiedy tak kołysze się i nieustannie przechyla w kierunku północnym, północno-wschodnim i w innych kierunkach geograficznych, trudno. Ale to przecież mnie nie dyskwalifikuje. Są poważniejsze przeszkody, z którymi ludzie sobie radzą. Nawet fakt, że od tego kołysania wszystkie mechanizmy skrzypią i hałasują niemiłosiernie, nawet to nie może ostatecznie przekreślać mojego prawa do szczęścia.
* Soniamiki, Lemoniada (fragment piosenki)
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)