A jednak nie dzwoni. Rezygnuje. Wszystko upycha w stylową, damską torebkę, z którą jest mu do twarzy . Adresy, literówki, białe napisy na czarnym tle lub odwrotnie. W kieszeń. Spodnie też. Też w kieszeń. Za duże, szerokie w pasie, dupę ma za małą, biodra wklęsłe, nogawki, tak, nogawki, które mógłby podwinąć, też, też chowa. Musi dobrze to wszystko upchać, bo jeszcze kluczyki od samochodu, kluczyki od mieszkania, piwnicy i wózkarni. Nie sposób wszystkiego zmieścić w jednej kieszeni, w damskiej torebce, z którą jest mu do twarzy. Bo kogo zainteresuje typ, który nie jest przygotowany na ślepy los lub wypadek na krajowej dwunastce, potrąconą nie przypadkiem rowerzystkę. Gdyby cokolwiek miał z nią potem, przyszłość planować i dobierać kolory farb do mebli kuchennych, pokojowych, łazienkowych i sypialni, to, tak czuje, czy nie przyda się właśnie wtedy kieszeń, w której mieszczą się jego własne, zbierane i upychane imponderabilia i czy przypadkiem nie jest tak, że wszystko ma swoje wydanie kieszonkowe? Trzeba tylko dobrze się rozejrzeć, a potem wyjść, bez żalu, nie wątpić i raz na zawsze zerwać z kontaktami telefonicznymi, przeliczanymi minutami na złotówki lub SMS. Na żywo, twarzą w twarz wymieniać się pomysłami na tanie posiłki, zapachy podstępne wydalać, w oczy, tak, w oczy, w źrenice, chore spojówki, przeglądać, duszy się dokopywać, w nich, w ich oczach, dobrze wypadać. Na pierwszy rzut oka i przy bliższej znajomości. Też. Dlaczego by nie.
– Co jest, kurwa, ziomuś – przetestuje go kilka godzin później monter anten cyfrowej tivi – mamy jakiś spadeczek formy, szukamy, kurwa, wrażeń, w domu się nie przelewa czy co? Co? No pytam, chyba, ziomuś grzecznie, co?
– Chodzi o to – mężczyzna z damską torebką, w której jest mu do twarzy, podniesie rękę jakby chciał plagę komarów odsunąć na plan dalszy, co na pierwszy rzut oka wydaje się gestem w rodzaju: spierdalaj gówniarzu, ale przecież nie jest to ten czas i to miejsce, żadnych takich przemyślanych ozdobników nie ma w repertuarze – chodzi o to, że nie do końca jestem przekonany co do konstrukcji świata. Rozumie pan?
I nie czekając na odpowiedź mężczyzna będzie kontynuował.
– Wydawało mi się do tej pory, że przeszkodą w kontaktach z innymi jest mój, jakby to panu, panie, tego, powiedzieć, rozchwiany pokój gościnny, pomieszczenie, w którym można by się zaznajomić, polubić, a nawet coś więcej.
– No i, kurwa, ziomuś? No i?
– No i wydawało się, a teraz przestało. To nie ja jestem problemem, ani pokój gościnny, pomieszczenie zachłanne, ale zewnętrze, zielonookie, płaskie mapy, które widuję z balkonu. Tam chcę, do tego idę, w to inwestuję.
– Skoro ziomuś, kurwa, inwestycje przeprowadzasz, chuj wie z kim i co z tego wynika, to chyba, podzielisz się hajsem ? Stówkę, dwie rzuciłbyś i po sprawie zdaje się. Tak myślę.
I dodał jeszcze:
– Co myślisz?
No, ale to się dopiero wydarzy, jest jeszcze na to czas, a póki co nie dzwoni. Telefon, chociaż trzyma go w ręce, wydaje się zbyt płaski, lekki i może nawet z nieodpowiedniej telefonii. Czy taki przedmiot sprawi, że osoba po drugiej stronie przedmiotu, który również jest zbyt płaski, lekki i może nawet nie z tej telefonii, czy taki aparat/telefon/przedmiot zapewni mu raz na zawsze miłość, wierność i uczciwość? No raczej nie. Więc nie skorzysta. Za to wyjdzie na miasto. Tak. Na miasto w noc lub dzień, bez różnicy, przyjrzy się, zanotuje, odgadnie kolor włosów, oczu lub paznokci i dopiero wtedy zdecyduje. Kochać, nie kochać, spraszać, niekoniecznie, mówić całą prawdę, przemilczać, chować się za konwencje, obnażać się w miejscach publicznych, zadawać ostatecznie pytania czy rozmawiać o nowej ramówce telewizji publicznej. Nie dowie się tego, korzystając z płaskiego przedmiotu w kolorze blond, gdzie po drugiej stronie ktoś, byle kto lub nie, też korzystając z koloru blond, nieciekawie czuł się będzie jakby kto go złapał na byle jaką okazję. Okazje – myślał mężczyzna – są dla innych.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)