Trzeba mieć dużo szczęścia, żeby trafić na piosenkę wszystkich wyborców i tych, którzy pójdą oddać głosy w przyszłych wyborach samorządowych i tych, którzy zostaną w domu. Wiadomo, nie każdego to spotyka (trafić na manifest wyborców), bo człowiek zaganiany jest, strony wszystkie lokalne/internetowe przegląda średnio co 15 minut dziennie, codziennie, spisków i afer szukając, odświeżając i komentarzy nowych poszukując, czasu mu nie starcza dla najbliższych, a co dopiero na świadome poszukiwanie takich perełek jak piosenka wszystkich wyborców i tych, co już wiedzą na kogo zagłosować i tych co się wahają i tych, co wszystko od góry do dołu hejtują.
A jednak znalazłem. Przez przypadek.
I tak, owszem, czuję się na tyle odpowiedzialny, żeby podzielić się odkryciem z czytelnikiem, który oczywiście nieszczególnie może zagląda na ten blog, chociaż jak się powiedziało ostatnio, statystyki rosną, chociaż nic się nie pisze, to i wiadomo, że czytelnik nie osioł i gdzie indziej będzie wybierał między owsem a sianem.
Między owsem a sianem
Przypominam o wyborze między owsem a sianem, bo do tej pory, od dobrych ponad 200 lat był to jedyny manifest wyborców, który na stałe wpisał się w historię wszystkich wyborów i tych samorządowych i tych na wyższym szczeblu. Niestety autorem tego archaicznego tekstu jest Aleksander Fredro a rok mamy Tuwima, więc w zalewie informacji ten romantyczny manifest mógł się gdzieś ulotnić, bo teraz bardziej Murzynek Bambo na tapecie, ale niezorientowanym warto przypomnieć, że kiedyś Aleksander F. o wyborach rozmaitych pisał, pisał trochę tak jakby nie wprost, więc niekoniecznie wszyscy wiedzieli, że również rzecz dotyczy wyborów samorządowych.
W tym konkretnym przypadku puentował rozważania dramatem jednostki, a w tle właśnie problem z kandydatami i w pewnym sensie ostrzeżenie, że lepiej jednak coś wybrać niż nie wybrać, bo brak decyzji kończy się najczęściej zgonem. Oczywiście nie tego, kogo się wybiera, ale tego kto wybiera.
Nowy manifest
No, czasy to były inne, bo dobrych ponad 200 lat temu, więc i pewna doza archaizmu i ludowych przesądów się za tym zgonem kryją. Ale lata mijają, czasy się zmieniają i w końcu ktoś to przekleństwo Fredry przezwyciężył i napisał nowy manifest wszystkich wyborców. W dodatku już nie tak dramatyczny. No bo dzisiaj na szczęście wiadomo, że ci, którzy nie wiedzą na kogo zagłosować nie umierają, przeciwnie, żyją i mają się dobrze.
Więc jest to też, jak w przypadku Fredry, tekst nie wprost. Tak jakby trzeba było się z manifestami wyborców ukrywać przed samymi kandydatami, ale w sumie doskonale to rozumiem, ponieważ jeżeli np. kandydat na wójta/burmistrza/prezydenta dowiedziałby się czego oczekuje wyborca, jakich cech przywódczych, jakiego programu, to natychmiast przyjąłby odpowiednią postawę. A tak jest kamuflaż, kandydat nie rozumie, a wyborca jest mądrzejszy.
Nie pijaka daj, nie cwaniaka, nie Polaka daj (?)
Tutaj też mamy, tak jak zawsze w przypadku przełomów, rodzaj dramatycznego przezwyciężenia przekleństwa romantycznego, ale bardzo świadomego i konsekwentnego, a przede wszystkim zgodnego z tym, co współczesne, dzisiejsze.
A więc w preambule następuje odwołanie do Losu. Losie daj chłopaka (w domyśle wójta/burmistrza/prezydenta, daj dziewczynę, oczywiście, wójtową/burmistrzynię/prezydentkę) – domagają się autorzy. Następuje wyliczanka, czyli konkrety – nie pijaka, nie cwaniaka, nie palacza, nie biedaka, nie brzydala, ale i nie Polaka. I tutaj następuje to przełamanie przekleństwa romantycznego, ponieważ wiadomo, że na wójta/burmistrza/prezydenta nie może startować osoba, która nie posiada obywatelstwa polskiego. Dlatego w ostatniej wyliczance zostaje ten impas pokonany. I autorki tekstu śpiewają: daj Polaka. Gdyby nie ta fraza, to znowu mielibyśmy powtórkę z Fredry. Niby wiemy, co chcemy, ale w rezultacie zaprzeczamy sobie, gubimy się, marudzimy i w rezultacie żadnych efektów. A tak, sytuacja jest jasna: Czyli pójdą na wybory, nie będą jak postać z Fredry kiwały się na dwie strony. Dosyć tego, zdają się mówić, wybieramy. Wiemy, co chcemy.
Najważniejszy jest dobry słuch
Zatem zostawiam czytelnika, którego nie ma, z manifestem wszystkich wyborców i życzę, żeby manifest przemyśleć, przemielić, a potem podjąć odpowiednią decyzję. Dobrze jest prawdopodobnie z manifestem XXI wieku w słuchawkach zmierzać równym krokiem do urn wyborczych. To ponoć pomaga, byleby tylko nie słuchać za głośno, bo coś niedobrego się dzieje wtedy z uchem środkowym bodajże i słuch odmawia posłuszeństwa i można już nigdy więcej na własne uszy nie usłyszeć wyników wyborów (samorządowych).
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)