Za kilkanaście godzin nowy rok, rok wyborczy, pełen emocji, wystąpień, płomiennych przemówień. Zakończy się trochę szybciej niż ten kalendarzowy, bo ogłoszeniem wyników wyborów samorządowych. Atmosferę tego, co nadchodzi czuć już od dobrych kilku miesięcy, może nawet od grudnia 2010 roku. Jesteśmy dopiero na starcie, a wydaje się, że poziom dyskusji o mieście z tygodnia na tydzień nabiera rozpędu i chwilami można odnieść wrażenie, że kolejne miesiące rozgrzeją politycznych graczy do takiej temperatury, że za chwilę będziemy martwić się czy z tej gorączki nie spłoną. A byłoby szkoda. W końcu wybory, to święto demokracji.
Po II turze wyborów na początku grudnia 2010 roku pojawił się na Zw.pl tekst burmistrza Krzysztofa Grabki, w którym dziękował mieszkańcom za zaufanie i głosy, które na niego zostały oddane. Napisałem wtedy komentarz, gdzie zwracałem uwagę, że nie ma co wszystkim dziękować, bo z tych 40%, które poszło do wyborów, trochę więcej niż połowa zagłosowało na burmistrza, 60% uprawnionych w ogóle nie wzięło udziału w II turze, więc w sumie, to poparcie w gminie nie wygląda imponująco. Po kilku latach jestem przekonany, że był to dość naiwny komentarz, ponieważ jakkolwiek by się nie oceniało tamtejszych wyborów, jakichkolwiek analiz nie dokonało – podział na miasto, wieś itp., to w efekcie liczy się wynik wyborczy, zwycięstwo. Nawet gdyby zostało osiągnięte przewagą jednego mandatu. Zwycięzca bierze wszystko, przegrany nie ma nic. W rezultacie po kilku latach przychylam się do takich opinii, że uprawianie polityki ma sens, jeżeli posiada się władzę. Uprawianie polityki bez władzy jest drugorzędne, bezpieczne, a nawet obciachowe (jak mówi Cezary Michalski w jednej z debat organizowanych przez kluby Krytyki Politycznej), bez żadnej odpowiedzialności, a prowadzone bez strategii kończy się jedynie frustracją. Można oczywiście uprawiać politykę bez władzy, bez legislacyjnych uprawnień, zdobywać mentalne twierdze wyborców, ale wymaga to wbrew pozorom prowadzenia pozytywnej, systematycznej i przemyślanej polityki.
Można być opozycyjnym, romantycznym buntownikiem lub agresywnym komentatorem, opisując wszystko w czarnych kolorach. Ale w rezultacie cały ten taniec polityczny sprowadza się do wyborczego wyniku. Zdarza się, że jeszcze dzisiaj słyszę wokół, jak lokalni politycy z drugiej strony piecyka, przypominają, że w mieście burmistrz przegrał, że Swedwood to będzie gwóźdź do trumny, że jest duże zniechęcenie mieszkańców. I być może tak jest. Ale to na pewno nie są narzędzia, które pozwalają wygrać wybory. W 2010 roku obecna koalicja rządząca szła do wyborów z marnym wynikiem w lubuskim rankingu gmin, co z kolei powodowało rosnące niezadowolenie mieszkańców, wynikające z małej ilości pozyskanych środków zewnętrznych na tle innych, okolicznych miast, koalicja legitymizowała wtedy skompromitowany dom kultury. A jednak te dość ważne czynniki nie przekonały mieszkańców do wyboru innego kandydata. Wydaje mi się, na kilka godzin przed nowym rokiem, który będzie jednocześnie rokiem wyborczym, że wracamy do tej samej historii. Do tych samych metod. Jakby romantyczni buntownicy lub agresywni komentatorzy zapominali, że wyborca czasami stawia sobie zupełnie inne priorytety, zastanawiając się, czy zastępując władzę inną władzą – polepszy się, czy pogorszy. Do tej pory wyborca mówił – nie polepszy się.
Już pierwsze konferencje wyborcze, pokazały, że pomimo upływu lat i bądź co bądź jakiegoś doświadczenia w lokalnej polityce, przekaz się nie zmienił. Nie ma żadnych fajerwerków. Poza personalnymi uwagami, złośliwościami, banałami – nie buduje się na tej podstawie żadne polityczne ,,wow”. Przeciwnie ma się wrażenie, że właśnie te ciągłe porażki wyborcze sprawiają coraz większą frustrację, brak nowych, odświeżających pomysłów, brak spójnego pomysłu na miasto lub choćby jednego, ale dobrze wyartykułowanego haczyka wyborczego, które jest nośne, inspirujące lub zaskakujące. Nic. Bo tak naprawdę tylko uprawianie polityki, będąc u władzy, wbrew pozorom popycha do przodu, czegoś nowego uczy, pozwala więcej rozumieć z tego, co się dookoła dzieje. Jakby bycie etatowym opozycjonistą degradowało w wymiarze politycznym i samorządowym.
Ale jakkolwiek by nie wybiegać w przyszłość – o kierunku, w jakim zmierzać będzie Wschowa zadecydują wyborcy. Dzisiaj wiemy jedynie tyle, że szkic programu wyborczego obecnego burmistrza, o którym mówił w rozmowie dla Zw, jest na tym etapie zachowawczy. Jest to rodzaj administrowania gminą. Brakuje w nim wizji, odważnych decyzji, strategicznych wyzwań. Pytanie czy wyborca oczekuje czegoś więcej. O innych programach nie sposób mówić, bo trzymane są w tajemnicy. Rok 2014 na szczęście sprawi, że już niebawem będziemy mądrzejsi o szczegóły. Życzę więc wyborcom mądrych decyzji, lokalnym politykom śmiałych wizji i przekonujących programów, wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku (Wyborczego).
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)