Ale sam w to nie wierzę czyli pięć najpoczytniejszych wpisów 2013

Pomyślałem, że podsumuję sobie aktywność na tym blogu za rok 2013. Czyli wyciągnę z lamusa teksty, do których najczęściej zaglądali czytelnicy. Nie jest to zresztą żaden wyjątkowy pomysł. Do niedawna jeszcze Dziennik Opinii, wydawany przez Krytykę Polityczną, co tydzień wskazywał na pięć najczęściej czytanych tekstów na portalu. Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy spotkałem się z takim podsumowaniem, to uznałem, że warto to powtórzyć kiedyś u siebie. Nie wiem, czy KP to jeszcze praktykuje, bo rzadko tam zaglądam, chyba, że coś nowego publikuje Kinga Dunin (prywatna fascynacja od lat, nic raczej tego nie zmieni).

Zanim jednak przejdę do podsumowania tej pierwszej piątki tekstów 2013 roku, to mam takie poczucie, że warto wytłumaczyć nazwę własnego bądź co bądź bloga, bo często spotykam się z dość pobłażliwymi uwagami, które sugerują, że niby coś tutaj piszę, a już sama nazwa projektu deprecjonuje jej zawartość. A, że dzisiaj miałem okazję wymienić się wirtualnie uwagami na ten temat, to chyba najwyższa pora odsłonić tajemnicę nazwy bloga, czyli cytatu, który mi tutaj przyświeca – ale sam w to nie wierzę.

Kiedy zakładałem ten blog, tak jak chyba każdy z nas, z dziennikarzy Zw (bo to działo się w tym samym czasie), starałem się znaleźć najpojemniejszą formę dla tego, co tutaj powstanie. Nie tylko w wymiarze zawodowym, ale również prywatnym. I chociaż prywatności intencji tego miejsca publicznie nie będę tłumaczył, to sama jego nazwa, która kilkakrotnie dla moich polemistów stanowiła ostateczny argument w rozmowie, sprowadza się do dość dla mnie intensywnego doświadczenia na poziomie miasta, gminy, powiatu i na poziomie własnej prywatności również. Sam w to nie wierzę jest cytatem z tekstu piosenki Uważaj Cool Kids Of Death.

Interesująca mnie/nas/kogokolwiek fraza brzmi tak:

Wmawiam sobie, że jesteś chujowa
 (w domyślę miasto, gmina, powiat, idee, cokolwiek i ktokolwiek – mój przypis)/i że mi nie zależy/ale sam w to nie wierzę.

A teraz pięć najczęściej czytanych tekstów na tym blogu w roku 2013* i dosłownie kilka zdań komentarza, które wykraczają poza to, co było widoczne na tym blogu.

5. http://www.rklan.blog.zw.pl/mam-przyjaciol-po-lewej-stronie-politycznego-sporu-we-wschowie-2/

Po tym tekście od wielu bliskich usłyszałem słowa, że tekst niepotrzebny. Pamiętam dość długą rozmowę telefoniczną z jednym ze znajomych, który dziwił się, że zabieram w tej sprawie głos. Była to próba znalezienia sobie miejsca w całym tym zamieszaniu.

4. http://www.rklan.blog.zw.pl/gdy-temida-gotuje-nie-ma-zakalca/

Tekst, który trzeba czytać łącznie z publikacją na Zw.pl, poświęconą zamieszaniu przy próbie ponownego wyboru sołtysa w Łysinach. Na portalu Zw.pl rozmawiam ze wszystkimi stronami sporu. Na blogu wyciągam wnioski. Jest to jedna z tych mniej lub bardziej udanych prób, gdzie szukam rozwiązań legislacyjnych. Bez odzewu.

3. http://www.rklan.blog.zw.pl/nie-o-to-czyli-o-co/

Polemika z anonimem Justyną, a szerzej z polityką, którą uprawia SOS. Ten tekst wrzuciliśmy również do wydania papierowego Zw.pl. Po raz pierwszy. Najpierw pojawił się na papierze, potem dopiero na blogu. Z daleka wygląda to jak prywatna wojna z SOS, moim zdaniem z bliska jest to tylko próba wyznaczenia granic anonimom, a szerzej zwykła konstatacja, że publicysta powinien biegać za prawdą, nie za drugim publicystą.

2. http://www.rklan.blog.zw.pl/koalicja-nie-jest-maszynka-do-glosowania-cz-i/

Tekst, który koresponduje z tym, co napisałem o polityce władzy. Jest jego wczesnym uzupełnieniem, w pewnym sensie zapowiedzią. Miałem wtedy takie poczucie i mam je do dzisiaj, że opozycja, która operuje takimi pojęciami jak maszynka do głosowania, nie zauważa jednorodności koalicji, jej siły.

1. http://www.rklan.blog.zw.pl/ja-i-ja-z-innego-komputera/

Niespodziewanie. Zapowiedź tekstów w ramach wakacyjnej korespondencji pomiędzy ja a ja z innego komputera. Dużo frajdy przy pisaniu. Słabe zainteresowanie przy kontynuacji. Może dlatego, że nie publikowałem tego w blogosferze Zw, ani na własnym profilu FB. Jedno jest pewne. Przez dwa miesiące w blogosferze Zw stało to na widoku. Stąd chyba taka popularność, ale też świadczy to o znaczeniu portalu Zw.pl. Stąd przy okazji słowa sympatii dla właścicieli tego projektu czyli dla Mariusza i Justyny Ławrynowiczów (zawodowo moich pracodawców, prywatnie, myślę, osób, z którymi budujemy coś więcej niż polityczny skansen).

Jakkolwiek by tego nie oceniać, tak wyglądała najpoczytniejsza piątka 2013 roku.

* dane pochodzą z google analytics, więc nie stanowią o moim prywatnym wyborze.

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz