Okazuje się, że można godziny, dni, tygodnie, miesiące a nawet lata spędzać na rozmowach o mieście i wyrażać troskę o miasto, a jednak kiedy przychodzi moment wyartykułowania myśli, idei, spostrzeżeń, cały ten spędzony czas sprowadza się do agresywnej i obrażającej inne osoby wypowiedzi. W moim odbiorze to, co od kilku lat dzieje się we Wschowie w tak zwanej debacie publicznej, dawno zatraciło elementy troski o miasto, zastąpione agresją jest akceptowane przez milczącą większość.
W jednym ze swoich ostatnich wpisów Frakcja Wyrzutowa Blog określa pajacami dwoje osób, które prowadzą Klub Młodzieżowy. Żeby było jasne, rozumiem oburzenie autora. Prawdopodobnie puścili filmy na spotkaniu, co do których nie mieli praw. Skasowali na swoim profilu ślady po tym wydarzeniu. FWB to widzi i opisuje. Nie mam uwag. Jeżeli jednak zamiast rzeczowej wypowiedzi, stosuje agresywny język, nazywając autorów pajacami, przestaje to być dyskusją nad istotą zdarzenia, a staje się jedynie wyrazem agresji.
Zdaje się, że kiedyś ruda vel amaranta na swoim fotoblogu napisała o programie Subiektywny Przegląd Prasy, że mieszkając w takim małym miasteczku, nie odważyłaby się krytykować innych w taki sposób w jaki robili to autorzy programu. Myślę, że jest w tym sporo racji, ponieważ rzeczywiście jest tak, że czasami przejmując ogólnopolskie trendy, pomysły, język, coś co sprawdza się ale na dużo większej przestrzeni, nie jest akceptowane w małych społecznościach, nierozumiane, wypychane na zewnątrz. Narzędzia, które stosuje się do walki politycznej, obserwowane w tv, nijak się mają do 16-tysięcznej społeczności, w której każdy każdego zna. Pisanie o pajacach, choćby nie wiem jakie rzeczowe argumenty stały po stronie blogera, w stosunku do osób, które pełnią publiczne funkcje w małym miasteczku jest tego przykładem. A idąc dalej – rodzi się pewna reguła, w której tak zwana opozycja czy to na blogu FWB czy w gazecie lub na portalu SOS skupia się częściej na osobach niż na opisywanych wydarzeniach.
Myślę, że to prowadzi do hipokryzji, rozumianej w ten sposób, że dzisiaj osoby, które zaglądają np. na FWB nie czytają wpisów, oczekując jakiejś rzeczowej rozmowy o mieście, ale sięgają po ten blog, żeby przekonać się, czy aby na pewno tym razem autor nie nazwał ich pajacami. Jeżeli nazwał kogoś innego, to dobrze, byle nie mnie, ciebie, kogoś z naszego otoczenia. W ten sposób rodzi się ulga, agresja jest przyklepana, do momentu aż w końcu ten lub inny autor zamiast pisać o mieście, nazwie ciebie lub mnie pajacem.
Autor bloga jest moim przyjacielem. Żeby nie było, że nie jest. Ale tak też rozumiem lojalność wobec przyjaciela. Nie będę przed ekranem zacierał rąk z zadowolenia, kiedy komuś w tym mieście dostanie się po głowie w sposób mało wybredny. Nie będę też milczał, jak to robią osoby, które czytają FWB, bo w tym konkretnym przypadku milczenie jest niestosowne i mało eleganckie. W przeciwnym wypadku za kilka miesięcy rozmowa o mieście będzie tylko w ten sposób prowadzona. W moim odczuciu ten rodzaj troski o miasto jest degradowaniem miasta i konkretnych ludzi, którzy tutaj mieszkają. Wolę więc być pajacem niż przykładać lub zacierać ręce, kiedy sposób prowadzenia dyskusji jest tylko pretekstem do tego, aby obrazić tę lub inną osobę.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)