Po dyskusji na ostatniej sesji Rady Miejskiej wnioskuję, że budżetu obywatelskiego w 2015 roku nie będzie. Chociaż nie można kategorycznie sprawy przesądzać, bo w końcu jest to rok wyborczy i być może w dyskusję nad potrzebą takich rozwiązań włączą się sami zainteresowani czyli społeczeństwo. Wtedy rzecz jasna politycznie będzie się opłacało taki projekt poprzeć. Na razie dostrzegam dystans wobec pomysłu tak ze strony koalicji jak i lewicy.
Burmistrz podaje przykład Nowej Soli, gdzie na spotkanie mieszkańców, poświęcone budżetowi obywatelskiemu przychodzi 10 osób. To jest znamienne. Ponieważ nie od dzisiaj wiadomo, że obywatelskość np. na zachodzie jest wynikiem tego, że ludzie mają zaspokojone elementarne potrzeby, a dopiero potem angażują się w pozostałe sprawy. Jeżeli – a przecież często się o tym we Wschowie mówi – Nowa Sól podawana za przykład prężnie rozwijającego się miasta, nie jest zainteresowana rozmową na ten temat, to być może dzisiaj po prostu nawet w Nowej Soli mieszkańcy mają inne problemy na głowie.
Radny Zdzisław Mazur z kolei przekonywał, że być może warto rozmawiać tam, gdzie aktywność rzeczywiście jest widoczna, czyli ze stowarzyszeniami i tutaj zawiązywać z nimi konkretne umowy na realizację zadań.
W moim odczuciu czy budżet obywatelski będzie czy go nie będzie nie zmieni faktu, że poza jednostkami, nikogo szczególnie sprawy miasta nie interesują. Owszem, pojawiają się głosy mniej lub bardziej krytyczne w komentarzach, w prywatnych rozmowach, ale nie stoi za tym żadne konkretne działanie, pomysł na siebie czy jakąś grupę ludzi, nie ma w tym projektu, który potrafiłby skupić wokół grupę osób, a ta z kolei miałaby czas i chęci, aby skupiać i przekonywać resztę społeczeństwa wokół sensownych propozycji dla miasta.
Dzieje się coś zgoła innego. Najpierw powstaje projekt, a potem stara się do niego dopasować okoliczności, osoby, czas i miejsce. Nie wynika on z potrzeby społeczeństwa, nie jest oddolny, kieruje nim poczucie, że skoro w innych miastach takie działania mają miejsce, to dlaczego nie u nas.
Rozumiem argument, że zarządzający miastem oddalili się od mieszkańców i mieszkańcy za sprawą wpływu na jakiś odcinek inwestycji będą mieli poczucie współodpowiedzialności, współdecydowania. Nie będą się czuli wyobcowani. Wydaje mi się to zasadne, ale prawdę mówiąc nie dostrzegam poza Stowarzyszeniem Twórcze Horyzonty i sporą, naprawdę liczną grupą osób, która sympatyzuje z ich działaniami, aby komukolwiek przez ostatnie lata udało się zbudować jakąkolwiek obywatelską wspólnotę. Jeżeli oni będą artykułowali potrzebę jakichś zmian w budżecie, to moim zdaniem, uwiarygadnia ich wieloletnia praca, dzięki której zyskali taką a nie inną pozycję w mieście na bazie obywatelskiej aktywności. Oczywiście to nie znaczy, że tylko aktywni powinni składać projekty jakichś zmian. Natomiast wydaje się, że w sferze budżetu obywatelskiego idea wynika z aktywności społeczeństwa, a nie odwrotnie, czyli że brak aktywności można uruchomić przez ideę budżetu obywatelskiego.
Trudno w tym mieście zresztą o obywatelskość, jeżeli jacyś anonimowi wandale niszczą urządzenia na terenie skateparku, właściciele psów przychodzą tam ze swoimi ulubieńcami i zostawiają psie kupy na terenie obiektu, inni zostawiają po sobie rozbite szkło lub mało frapujące rysunki. Dzieje się to wszystko w miejscu, gdzie młodzi ludzie chcą realizować swoją pasję, co z kolei jest właśnie podstawą, zaczynem społeczeństwa obywatelskiego. I co? Chyba tyle, że miasto jest najaktywniejsze wtedy, kiedy ma pomysł na destrukcję. Bo to szybko, łatwo i sprawnie. Kiedy trzeba coś zbudować, nie ma chętnych. Lub prawie nie ma. Idea budżetu obywatelskiego jest więc szczytna, problem z tym, że jesteśmy jako społeczeństwo na etapie kamienia łupanego.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)