Byłem dzisiaj na meczu kadetów WSTK. Podejmowali gości z Wrocławia. I grał tam mój syn (na zdj., archiwum)
W przerwie na papierosie rozmawiamy. Ja papieros, trener młodzików papieros, prezes WSTK no smoking. Takie rozmowy Polaków. Co można poprawić. Jak gra NBA. A nasi chłopacy przegrywają.
Wiem, że kadeci są lepsi, dużo lepsi od wrocławian, indywidualnie i zespołowo, a jednak tablica świetlna tego nie pokazuje. Owszem, u nas obrona stawiała mniejszy opór, za to po drugiej stronie było widać, że defensywa gości jest przemyślana. Ale paradoksalnie właśnie podczas ataków, kiedy kadeci WSTK jakby mówili wszystkim dookoła – a teraz pokażemy wam przez chwilę na co nas stać – byli nie do zatrzymania. I – bo to ważne – robili to z polotem.
A potem, jakby przestraszeni tym, co w nich drzemie, w obawie, że wyzwolą dżina i nie zapanują nad nim, oddawali pole gry.
Więc rozmawiamy na tej przerwie: ja papieros, trener papieros i prezes no smoking.
– Powiedziałem im jesteście już mężczyznami, pokażcie to na parkiecie.
– Mało gry bez piłki, to jest problem.
– Okazało się, że jeszcze w szatni byli mężczyznami, na parkiecie przestali nimi być.
– Trzeba ich zapytać, czy oglądają mecze NBA, bo jeżeli tak, to wiedzą, że nie ważna jest obrona, ważniejszy jest atak.
– Rzeczywiście są mężczyznami, ale na parkiecie nimi nie byli, problem nie w taktyce, technice i wariantach, problem w tym, aby nie bali się być mężczyznami.
– We Wschowie od zawsze jest problem głowy.
– Dlaczego?
– Bo przeciwnikami są drużyny z Zielonej Góry albo Wrocławia.
– A może gdyby ci chłopcy byli wrocławianami, nie mieliby sobie równych?
– To jest możliwe.
Wracamy na trzecią kwartę. Scenariusz się powtarza. Ostatecznie kadeci WSTK nie wygrywają meczu. Na koniec, a siedzę z boku, a więc trudno mnie nie zauważyć, schodząc z parkietu i kierując się do szatni, mój syn podchodzi do mnie. Mówię: Jesteście lepsi od nich. Na co mój Jeremiasz: wiem o tym. Na co ja-tata: Jeremiasz to co pokazałeś w ostatniej akcji, dowodzi, że możesz zrobić wszystko na boisku, nie bój sie być najlepszym. Świetnie grałeś.
Mógłbym powiedzieć to pozostałym zawodnikom, ale pozostali zawodnicy nie są moimi synami, ale może któryś z nich tutaj trafi, więc tak, to właśnie chcę powiedzieć – nie bójcie się być najlepsi.
Natomiast słowa Andrzeja Bielenia: we Wschowie od zawsze jest problem głowy, dzwoni mi w uszach, bo podejrzewam, że ograniczenie nie pojawia się w sporcie, ale niemal w każdej dziedzinie życia tego miasta. I być może dzisiaj wśród tych, którzy najmocniej to odczuwają, są między innymi koszykarze, bo mogliby wygrywać ze wszystkimi, ale ogranicza ich piętno Wschowy.
Zatem może scenariusz, który od lat jest tutaj realizowany, gdzie wydaje się, że właśnie wytykanie błędów jest absolutną i sprawdzoną metodą naprawiania miasta, w efekcie doprowadza do tego, że wszyscy chodzą z piętnem kompleksu Wschowy.
Ale – spróbujmy wyobrazić sobie inny wariant – gdyby odwrócić bieg zdarzeń i zamiast wytykać błędy, pomagać, aby je eliminować, bylibyśmy dzisiaj w zupełnie innym miejscu. Bo po tym dzisiejszym meczu zrozumiałem, że Wschowa w wielu dziedzinach boi się być zwycięska.
Innymi słowy obciążeniem miasta nie są ci, którzy popełniają błędy, ale uruchomione mechanizmy, które nie potrafią pomóc je wyeliminować. Bo błędy popełniać będą wszyscy, ale nie wszystkich stać na to, aby zaangażować się, by porażki przekuć w sukces.
Więc, na koniec, jeżeli Wschowa ma problem głowy od lat, to tylko dlatego, że nie znalazł się nikt, dosłownie nikt, kto uznałby, że być może warto zamiast walić w każdego kto popełni błąd, podać mu rękę, ponieważ to może sprawić, że następnym razem nie tylko się nie potknie, ale również nas oczaruje.
Jak to zrobić? Na początek proponuję zrezygnować z obciążenia.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)