Beczka śmiechu

Kiedy w jednym tekście bloger dzieli się swoim ubawieniem, ponieważ okazuje się, że UMiG rozwiązuje konkretny problem (skatepark) i w tym samym tekście podkreśla, że  jego naturalne, lewicowe środowisko wypracowało takie a nie inne zdanie o tym lub owym, to rozumiem sytuację w ten sposób, że bloger jest tubą określonej grupy ludzi o określonych lewicowych poglądach.

I kiedy wybucha śmiechem, ponieważ UMiG (jako symbol obecnej władzy i wszystkiego co jest z tym związane) gdzieś jego zdaniem potknął się lub wybucha śmiechem, kiedy UMiG staje na wysokości zadania, to przestaję mieć wątpliwości.  Wschowska lewica nie umie inaczej. Nic nie robi jej różnicy. Nie ważne czy to, co jest przedmiotem jej zabawy jest ok, czy nie ok.

Trudno wtedy mieć jasność, kiedy w tym samym tekście bloger zachęca skejtów do udziału w wyborach, czy śmieje się, czy mówi poważnie. A gdyby tak jeszcze ktoś jednak dał wiarę takiej zachęcie i wystartował w wyborach, to tuba wschowskiej lewicy będzie obśmiewać ten wybór, czy może obśmiewać, ale nie tak wprost i jednoznacznie? Trudno powiedzieć. Bo co można rzec o środowisku, które traktuje na tym samym poziomie śmiechu rzeczy ważne, mniej ważne i nieistotne.

Raczej tyle i aż tyle, że nieistotne jest co się wydarza na poziomie lokalności, ponieważ jedyną możliwą reakcją na to jest tylko wybór sposobu w jaki można obśmiać to lub owo.

Zatem śmiech, to samo zdrowie, ale śmiech przy każdej nadarzającej się okazji budzi jednak konsternację. Bo jeżeli nie przeszkadza to nikomu podczas wesela, to jednak w trakcie pogrzebu, raczej grzecznie daje się do zrozumienia, że wszyscy tutaj rozumieją powagę sytuacji, tylko nie ten, który ze śmiechu uczynił sposób na życie.

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz