Samorząd nie powinien być zakładnikiem

Im dłużej przyglądam się lokalnym samorządom dochodzę do przekonania, że podział na władzę i opozycję, rozumiany jako proces zarządzania gminą i nieustanne poddawanie w wątpliwość tego procesu jest konstrukcją archaiczną. I wbrew pozorom ten model chyba nigdzie w Polsce nie jest już realizowany.  Samorządy dzisiaj zarządzane są na zasadzie sieciowości, co zaraz wytłumaczę, natomiast pomysł na to, aby w ramach jakiejkolwiek gminy koncentrować się w dużej mierze na wytykaniu błędów jest z jednej strony wilczym prawem opozycji, z drugiej zaś odrzuceniem modelu udziału  w sieciowości, co w efekcie zamazuje, ale nie eliminuje przecież, partnerskie relacje między samorządem a aktorami, którzy wywodzą się z organizacji społecznych, wolontariatu, lokalnych mediów, portali obywatelskich (wyłączam z tego obiegu agresywnie krytyczne portale i blogi).

We Wschowie sieciowość widać moim zdaniem jak na dłoni. Jeszcze do niedawna byłem zdania, że coś jest nie tak, jeżeli Stowarzyszenie Twórcze Horyzonty, Kultury Ziemi Wschowskiej czy Czas A.R.T. oraz Korona Wschowa i WSTK realizują zadania gminy lub/i jednostek kulturalnych/sportowych. Taki model wydawał mi się do tej pory dowodem na to, że gmina (w rozumieniu władza) sama w sobie, w oparciu o potencjał ludzki nie jest w stanie zaspokoić potrzeb mieszkańców i dlatego wyłaniają się jak grzyby po deszczu projekty, które najzwyczajniej w świecie wnoszą w życie gminy wartość dodaną, ale nie uzupełniają propozycji gminy, tylko stoją w jej kontraście.

Sieciowość, to oczywiście pojęcie wymyślone przez mądrzejsze głowy, które zajmują się udziałem społeczeństwa w życiu gminy. Jeżeli do tej pory byłem zdania, że społeczeństwo obywatelskie nie istnieje, to dzisiaj wydaje mi się to opinią na wyrost. Owszem, w takim wymiarze i w ramach nadziei, jakie pokładano w tym projekcie, w jakim ono się pojawiało w debacie publicznej (szczególnie polskiej) nie istnieje, to fakt. Natomiast pojęcie sieciowości według teoretyków partycypacji społeczeństwa w życiu samorządu tłumaczy dzisiejsze – nie wczorajsze, odległe i obumarłe – mechanizmy, które pokazują, że społeczeństwo obywatelskie ewoluowało w kierunku racjonalności na miarę współczesności.

I chociaż brzmi to wciąż dość teoretycznie, to tym bardziej jestem zdania, że budżet obywatelski nie jest potrzebny, ponieważ jest to już dzisiaj narzędzie, które nie przystaje do obecnych warunków. Innymi słowy wszystko we Wschowie już mamy, tylko trzeba przestać być zakładnikiem opozycji (szczególnie wyrażającej uwagi w agresywny sposób). W moim odczuciu dzisiaj jest czas, aby wspierać wartościowe projekty, które na zasadzie partnerstwa będą wspólnym projektem samorządu.

Żeby nie rozpisywać się w tym miejscu nadmiernie, to w kilku słowach spróbuję wytłumaczyć czym jest dzisiaj sieciowość w życiu samorządu i jak jest realizowana we wschowskiej gminie, ale również w Sławie i Szlichtyngowej. I jeżeli zdrowie dopisze, ciąg dalszy przewiduję w następnych wpisach.

Najkrócej mówiąc nie ma centrum, to znaczy, że nie ma jednego podmiotu (np. władza lub opozycja), które potrafią rozwiązywać wszelkie problemy. To jest mit. Natomiast i widać to jak na dłoni, bo ten mechanizm działa od dobrych kilku lat, kiedy na scenie samorządu pojawiają się tak zwani aktorzy, którzy w partnerstwie z gminą rozwiązuję różne problemy, na przykład potrzeby kulturalne (Twórcze Horyzonty, Stowarzyszenie Kultury Ziemi Wschowskiej) czy naukowe (Czas A.R.T.), ale także sportowe (w przypadku Wschowy – Korona i WSTK), to tworzą pewną sieć opartą na partnerstwie, która próbuje na różnych poziomach aktywności zaspokoić potrzeby mieszkańców gminy.

Jeżeli przyjrzeć się temu w ten sposób, to widać, że gmina potrafi oddzielić ziarno od plewy i wspiera wartościowe projekty, z drugiej strony, owe projekty wspierają samorząd i potrzeby mieszkańców. I ten proces wydaje mi się istotny, ponieważ do niedawna uprawnione było myślenie, że np. CKiR nie potrafi zaspokoić  mieszkańców, tak jak to robi na przykład TH. A myślę, że to guzik prawda. Ponieważ w takim miasteczku jak Wschowa, jak i w innych samorządach, nie ma potrzeby, aby tzw. aktorzy musieli pracować w strukturach samorządu. Nie, nie muszą. Wystarczy, że samorząd z nimi współpracuje, widzi w nich partnerów i pomaga realizować wspólny, samorządowy projekt.

I nie ma się co tego wstydzić, udawać pannę na wydaniu, ponieważ jest to naturalny proces, który dzisiaj jest uzasadniony. Być może jutro będzie trzeba wprowadzić do tego scenariusza korekty, ale na pewno nie warto podporządkować się archaicznemu myśleniu, polegającemu na tym, że życie samorządu polega na konfrontacji władza-opozycja. Moim zdaniem, to jest fałsz. Dzisiaj życie samorządu, to sieciowość, wyrażająca się w tym, że im więcej partnerów/aktorów tym współpraca staje się wartością, która dokonuje cudów na miarę Wschowy, jak na przykład zbliżający się weekend z Polską Światłoczułą.

cdn ( i mniej teorii)

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz